Świeżynka z Bastionu. Piotr de Zaym proponuje "rozmowę o kłopotach" i jakąś nową, nieokreśloną jeszcze organizację międzynarodową, która ratowałaby sytuację w krajach, które jemu podobni zapaleńcy budują bez najmniejszego przygotowania koncepcyjnego i zaplecza ludzkiego na kompletnych zadupiach. Pokrewny, ale nieco wcześniejszy pomysł z tego samego wątku polegać miałby polegać na organizowaniu naprędce małych zbiegowisk i rozkręcaniu chwilowego ruchu, by wszystkim arcyksięciom tego świata nie było smutno, bo najwyraźniej nie są zdolni do gry zespołowej (ale mogą się łaskawie zgodzić, by grano na nich). Więc arycyksiażę nie będzie dokładał się do ruchu w Sarmacji, Federacji Nordackiej, RON czy w Skarlandzie, gdzie przecież również przydałaby się każda dodatkowa para rąk do pracy, ale chętnie skorzysta ze wsparcia naiwniaków, którzy kosztem własnych zasobów czasowych zrobią mu dobrze na wyspie. Arcyksiążę napiszę projekt umowy, wiec połowa roboty jakby z głowy.
Mamy więc pomysł na bastion w ramach bastionu. Potem będzie bastion w ramach bastionu bastionu, gdy arcyksiążę zamknie się w zameczku na środku wysepki i uroczyście rozpisze konkurs na kamerdynera. Kandydata już mam.
Co myślicie?
Mamy więc pomysł na bastion w ramach bastionu. Potem będzie bastion w ramach bastionu bastionu, gdy arcyksiążę zamknie się w zameczku na środku wysepki i uroczyście rozpisze konkurs na kamerdynera. Kandydata już mam.
Co myślicie?