Maciej Hergemon pisze: ↑20 maja 2025, 16:04W sumie nigdy nie rozumiałem dlaczego ludzie nie głosują w drugiej turze?
Też tego nie rozumiem. Ja głosuję zawsze, nawet jak to są wybory do rad dzielnic. Chociażby ze względu na szacunek dla tych wszystkich, którzy o to, bym mógł swobodnie wybierać, walczyli. Pisałem o tym wyżej. Dlatego, i tu myślę, że osiągniemy konsensus, gorąco zachęcam diuka Chamberlaina do głosowania.
Maciej Hergemon pisze: ↑20 maja 2025, 16:04W tym sensie nie można zapominać, że niezagłosowanie na Trzaskowskiego jest głosem przeciwko demokracji, zwłaszcza biorąc pod uwagę 2027. Tak naprawdę o to właśnie rozbijają się wybory w Polsce od ponad dekady. Sensu stricte wielkiej różnicy w rządzeniu państwem PiSu i Platformy nie ma. Nie będzie też większej różnicy w rządzeniu gdyby jutro do władzy większościowej doszło razem, przynajmniej różnicy takiej, o jakiej mówią jej fani. Brakuje mi rządów ciepłej wody w kranie, gdzie największym newsem jest budowa nowej autostrady, czy puszczenie w świat nowiutkich wozów strażackich. Prawo i Sprawiedliwość oraz faszyści gwarantują nam natomiast inne rodzaje rozrywek - głównie demontaż państwa oraz niebezpiecznych debili, pokroju Czarnka, którym daje się wolną rękę. W pozostałym sensie polityka jest zabawą dla odpowiednio zamożnych w wolne zasoby czasu, żeby mogli pokłócić się o to czy białe jest białe, a czerwone, czerwone.
Nie podzielam tych kasandrycznych wizji. Miarą demokracji jest sposób przekazania władzy. Dopóki ustępująca ekipa robi to zgodnie z procedurami, to żyjemy w demokracji.
Również nie przemawia do mnie ten "demontaż państwa". Państwo polskie w tej, czy innej formie istnieje już ponad sto lat, z przerwą na czasy wojenne. Nawet mając na uwadze uwiąd usług publicznych nie posunąłbym się do tak kategorycznego stwierdzenia. Zabrzmię jak stary i co najmniej znudzony milenials, ale jakość usług publicznych jest nieodmiennie gówniana odkąd sięgam pamięcią. Wierząc swojej mamie, która urodziła się nieco ponad pół roku przed polskim październikiem, a nie mam powodów, by jej nie wierzyć, wcześniej jakość ta była równie gówniana.
I tu płynnie przechodzimy do tego, co tygryski (nie ty, Włodek) lubią najbardziej. Jakkolwiek paradoksalnie to nie zabrzmi, to poprzedni rząd działał w moim najlepiej rozumianym interesie klasowym. Dzięki polskiemu ładowi
per saldo zostało mi nieco więcej w kieszeni. Co miesiąc dostaję zwrot części zapłaconego przez moją żonę i mnie podatku, w postaci 2 400 zł. Nawet na inflację nie mam co narzekać, bo moje dochody i tak wzrosły powyżej niej, a przynajmniej kredyt na budowę domu praktycznie sam się spłacił. Skoro zatem rząd PiS-u nie tylko zaczął dawać mi pieniądze do ręki, ale jeszcze mniej ich ode mnie wyciągał, to z perspektywy czysto ekonomicznej jest całkiem nieźle.
Nie oznacza to bynajmniej, że nie widzę sensu płacenia podatków
per se. Problem polega na tym, że pieniądze tak ściągane powinny być obracane na inwestowanie w gospodarkę i wysoką jakość usług publicznych. A te są nieodmiennie gówniane. Emblematycznym przykładem jest tutaj składka zdrowotna, którą płacę aż z trzech tytułów (sic!). Co otrzymujemy w zamian? Jakość ochrony zdrowia pozostawia wiele do życzenia. Żona rodziła w dobrych warunkach w szpitalu publicznym nie dlatego, że państwo zapewnia tak wysoki standard opieki położniczej, a dlatego, że połowa lekarzy w szpitalu to byli studenci mojej mamy, a ordynator oddziału nawet był jej doktorantem. W przeciwnym wypadku wylądowalibyśmy albo w sektorze prywatnym, albo na obleśnej wieloosobowej sali ze zbiorczą łazienką dla kilku takich sali. Mielibyśmy wątpliwą przyjemność zaznajomić się z nieokrzesaną obyczajowością ludzi, którzy przez całe życie nie zapłacą na tyle, by ich poród się zwrócił. Albo wąchać śmierdzące stopy kobieciny, za którą całe życie składki płaci MOPS. A i tak pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, bo ich w koszyku świadczeń po prostu nie ma. Dla przykładu zażyczyłem sobie prostować nieco skrzywiony zgryz. W całości opłaty za tę usługę muszę ponosić sam, chociaż, powtórzmy, płacę składkę zdrowotną z trzech tytułów. Ale gdybym był menelem, który rozbije sobie głowę w pijackim widzie, to natychmiast znajdzie się tomograf, rezonans magnetyczny, jeszcze go wykąpią, odwszawią, podleczą i wypuszczą w nowych ubraniach. Za dwa tygodnie rozbije sobie coś innego i zabawa zacznie się od nowa.
Skoro zatem państwo udaje, że mi coś zapewnia, to ja udaję, że coś mu płacę. I z tej perspektywy różne zanbergoidy i wszyscy ci, którzy chcieliby położyć swoją zachłanną łapę na moich dochodach, są najzupełniej dla mnie nieakceptowalni jako kandydaci, których mógłbym poprzeć.