Jak zagłosowałem - to chyba oczywiste.
Każdy model nobilitacji - nawet najbardziej idealistyczny, jako czyste uhonorowanie zasług - zawsze będzie miał tendencję do degenerowania się. W różne sposoby - przez inflację, przez kolesiostwo itp. I to prowadzi nieuchronnie do sytuacji taka jak ta, w której się znaleźliśmy. W takiej Sarmacji z inflacją zaczęto walczyć przez rozdrobnienie tytułów na "wsie lenne", dzięki czemu najdrobniejsze zasługi są wyceniane. Niby tempo przyrostu tytułów spadło - a i tak musieli niczym Zimbabwe dopisywać kolejne zera do nominałów (dodatkowe tytuły po skończeniu podstawowej "drabinki"), żeby nikt nie poczuł się pominięty.[1]
U nas, przy braku takiego rozdrobnienia, źródłem kontrowersji stało się nieuniknione zaokrąglanie różnych zasług do jednego schodka. Oczywiście przy ostatnich nadaniach ewidentnie odcisnęło się sarmackie przyzwyczajenie Królowej do "niepomijania nikogo" - trudno to kwestionować. Krytyka ta jednak, poza obnażeniem intelektualnej miałkości krytykujących, zaprezentowała nam również podstawową wadę systemu nobilitacji - choć jest mechanizm mający wprowadzać element satysfakcji dla "pracujących", to w równym stopniu wprowadza element frustracji tych, którzy są niezadowoleni, a którzy następnie rozlewają tę frustrację dookoła - w tym zatruwając życie zadowolonym, którym nagle ich nadania są kwestionowane. W trakcie swojego życia wirtualnego chyba przy każdej okazji widziałem te elementy (mniej lub bardziej ukryte). Czy element satysfakcji przeważa? Może w krajach, które wszelką frustrację muszą ukrywać pod lukrem, w Dreamlandzie nie ma siły żeby zatamować ujście wszechobecnej żółci.
Odnosząc się do powracających koncepcji że "nobilitacja ma coś znaczyć, więc wprowadźmy przywileje". Idea nobilitacji jako mających "coś dawać" - uprawnienia, korzyści - jest domeną ludzi o wątłej woli i słabowitych umysłach. Koncepcja, że "ja dużo zrobiłem, więc mi się coś z tego należy i niech prawo to narzuca" to wymysł spoczywających na laurach narcyzów, dla których tego typu elitaryzm jest jedyną obroną przed faktyczną weryfikacją ich dorobku. Dorobku, który powinien być weryfikowany przez społeczeństwo poprzez uznanie. Betonowanie systemu przez głosy ważone czy cokolwiek innego (Senaty itp.) - to było już przerabiane, to nie działa. Fakt, że takie koncepcje powracają jest kolejnym argumentem przeciw wprowadzaniu nobilitacji w ogóle. Nie podsuwajmy naszym leniwcom umysłowym deski ratunku.
Kolejna sprawa. Alternatywna ścieżka "dla komunistów" w warunkach Dreamlandu to bzdura. Funkcjonowanie "awangardy proletariatu" w Wandystanie jest dobrym komentarzem - to w teorii twórcze rozwinięcie koncepcji państwa monarchofaszystowskiego (czyli stworzenie proletariackiego odpowiednika) de facto obumarło w miarę obumierania elementów monarchistycznych w Wandystanie - jeszcze przed zniesieniem mandragorów. Pomysły na zredefiniowanie w oderwaniu od "prostego odpowiednika", wcale nie najgorsze - jak np. stworzenie systemu, w którym tytuły miałyby "termin ważności", po których automatycznie by spadały o "schodek" - ostatecznie nie zostały zrealizowane, z racji ogólnej niskiej aktywności i większego zainteresowania. Tak czy inaczej - "alternatywny" system tym bardziej nie pasowałby w Dreamlandzie.
[1] Wszystko po to, żeby unieważnić mądre słowa świeckiej pamięci tow. Troya: Przypomnę tylko, ze za swoja prace na rzecz Korony otrzymał już Diuk najwyższe odznaczenie państwowe - nawet nie wyobrażam sobie co jeszcze mógłbym Diukowi zaoferować. Tytuł El Commendante i obywatelstwo Kuby? (kierowane do diuka Kościńskiego po tym jak został pominięty w nobilitacjach).
/-/ ppłk bryg. kontr. Benedictus Juan Maximiliano Romano de Malagretta y Pigafieta da Cano del Porfavor
vel Prezerwatyw Tradycja Radziecki (MW) vel Mubarak Zprzcz (ŚKW)