Mówił o tym już Minister von Witt w swoim oświadczeniu po decyzji moderatorskiej księcia Ingawaara — dreamlandzkie prawo nie wspomina o ochronie realnych danych personalnych, ale nie oznacza to, że konieczność takiej ochrony nie zachodzi. Nie popadajmy w absurdy. Swoją drogą, gdy ktoś zmienia swoje wirtualne nazwisko, jesteśmy w stanie się do tego dostosować, a gdy już zmienia z realnego na wirtualne, to już jest to takim problemem?
Sugeruje Towarzyszka, że w każdym jednym przypadku zmiany nazwiska w mikronacjach wszyscy w 100% się do tego stosowali i byłe nazwiska już się nie pojawiały?
Sam jestem osobą, która realne dane stosowała najpierw wprost, a potem (od 2006) z drobnymi stylizacjami. Mimo, że od tamtego czasu upłynęło 10 lat, to nadal moje realne nazwisko czasem się pojawia na forach i w wypowiedziach. Wszyscy wiedzą (albo łatwo mogą się dowiedzieć) kim jestem realnie - i kim jest realnie spora część, jeżeli nie większość osób działających w mikronacjach. Niektórzy oczywiście wola się kryć - jest to ich prawo, ale IMHO jest to niewykonalne w zderzeniu z kimś, kto chciałby na serio czyjąś tożsamość ustalić. Takie są realia internetu.
Jeżeli jednak ktoś świadomie się ujawnił, a następnie stara się wymazać realno-wirtualne dane z mikronacji to powinien być świadomy, że to się nie uda. Krucjata tow. Czekańskiego, która zmusiła władze Sarmacji do modyfikacji wszystkich stron na serwerach sarmackich w celu ocenzurowania jego nazwiska (często zresztą występującego jako drugie nazwisko w profilach osób przez niego adoptowanych, co było dodatkową bzdurą), była równie śmieszna co nieskuteczna. Podobnie było z towarzyszami Krupińskim (który domagał się ocenzurowania nawet przekręconej wersji swojego nazwiska użytego przez inną osobę) i Kościńskiego (tu w mniejszym stopniu, a przynajmniej na ile kojarzę).
Użycie czyjegoś realnego nazwiska w kontekście mikronacji nie jest przestępstwem - a już na pewno nie wtedy, kiedy ta osoba sama się nim posługiwała. Wojny o wymazanie tych danych z historii są z góry skazane na niepowodzenie - bo nie wszystkie miejsca gdzie się pojawiają dają takie możliwości (vide dawne listy dyskusyjne). Nieskuteczna kampania tworzy tylko problemy dla archiwistów i historyków, którzy będą odszyfrowywać dawne dane osobowe - ukryte pod gwiazdkami bądź retrospektywnie skorygowane, i będą się zastanawiać czemu Robert von Thorn miał ksywę Czekan.
Nie dajmy się zwariować i nie dajmy się szantażować.