Odniosę się do kwestii zasygnalizowanej przez JKW Edwarda Artura, a która wciąż nie daje mi spokoju.
W celu wykazania niesuwerenności Elderlandu delegat Trizondalu – Marcin Sokołowicz – przywołał treść Aktu Komendacyjnego. Powołał się również na
artykuł mojego autorstwa z kwietnia ubiegłego roku. To ciąg dalszy dyskusji zainicjowanej przez JCKM Maksymiliana Teodora I, którzy wyraził sprzeciw wobec „nadania statusu członka zwyczajnego państwu, które znajduje się w stosunku wasalnym”. Wniosek stąd, że o interesy Monderii – części składowej Elderlandu – nie może na Kongresie zabiegać ani Elderland, ani - tym bardziej - Dreamland. Szkoda, że delegaci Elderlandu nie pociągnęli tego wątku.
Zamiast tego Premier Rządu Królewskiego przypuścił kontrofensywę w miejscu zupełnie zaskakującym. W odpowiedzi zdecydował się bowiem podważyć w oczach uczetsników Kongresu wiarygodność "Kuriera", sugerując, jakoby chodziło tu o "gazetę opozycyjną w Dreamlandzie, znaną z ostrej krytyki Rządu Królewskiego". Co jest oczywistym bluffem, z czego szef rządu doskonale zdaje sobie sprawę. Tym samym wprowadza w błąd nie tylko delegatów Kongresu, lecz również manipuluje własnymi współpracownikami, którzy od blisko tygodnia świecą oczami za Elderland i nadstawiają karku w rozmaitych polemikach na zagranicznych forach dyskusyjnych (jak sir Asketil w Trizondalu i wicehrabia Vega w Victorii).
Nie sposób bowiem utrzymywać, że będąc szefem dreamlandzkiego rządu w kwietniu 2012 r. pozostawałem wobec tego rządu w opozycji; nie zamierza Pan chyba przekonywać, że kiedykolwiek należałem do krytyków zbliżenia z Elderlandem? Co więcej - w owym czasie, tj. wiosną ubiegłego roku, był Pan współredaktorem "Kuriera", na którego łamach publikował Pan jeszcze dwa dni wcześniej. Zasadniej byłoby mówić o "prorządowym" charakterze naszego serwisu, choć to żadna satysfakcja.
Opublikowany artykuł, nad którym spędziłem ładnych kilka godzin zbierając wszystkie dostępne informacje - również te poufne - ma charakter informacyjny. Na publicystykę nie mogłem sobie pozwolić z prostej przyczyny - tekst miał służyć jako źródło
weryfikowalnych informacji i powstał w kontekście pierwszych ataków ze strony elderlandzkiej diaspory w Sarmacji. Nigdy nie zgłosił Pan do niego zastrzeżeń. Co więcej – obficie posłużyłem się tam cytatami autorstwa JKW Artura Piotra, który w imieniu Królestwa osobiście negocjował wówczas treść Aktu Komendacyjnego. W tekście znalazły się również Pańskie słowa jako negocjatora z ramienia arystokracji elderlandzkiej. Wbrew temu, co Pan sugeruje delegatom, przywołany tekst nie jest sprzeczny z treścią Aktu - to raczej obszerny kryptocytat oficjalnych dokumentów i oświadczeń będących komentarzem Korony do zawartej umowy.
Mało tego - w maju 2012 r.
w polemice z JKW Pavlem Svobodą na forum Królestwa Elderlandu dokonał Pan szczegółowej egzegezy Aktu Komendacyjnego, precyzyjnie wyjaśniając, co oznaczają enigmatyczne zwroty "pod obronę", "pod opiekę" i "pod sprawiedliwość". W przywołanym poście rekomendował Pan mój artykuł jako bez mała instruktażowy.
A teraz szerzej o Pańskiej postawie na Kongresie. Postawie, której nie rozumiem.
W swoim długim i efektownym wystąpieniu zapewnił Pan zgromadzonych delegatów, że reprezentuje wyłącznie własną (elderlandzką) społeczność, zaś sam Elderland jest „państwem niepodległym i suwerennym”. Z kolei Łukasz Harpien, drugi z delegatów Elderlandu, w dobrej wierze zakomunikował w trakcie obrad, że on sam nie ma z Dreamlandem „nic wspólnego”, zaś to „Elderlandczycy jadą na Kongres Kontynentu Wschodniego, a nie żadni dreamlandzcy szpiedzy i dyplomaci!”.
Panowie, nie możemy prowadzić polityki zagranicznej w oparciu o półprawdy i zdumiewające uproszczenia -w dodatku kosztem dotychczasowych przyjaźni - ponieważ w ten sposób jedynie komplikujemy nasze położenie i narażamy naszą wiarygodność na szwank.
Czy muszę przypominać, że na mocy
dekretu królewskiego z 12 kwietnia 2012 r. wszyscy obywatele Królestwa Elderlandu stali się z mocy prawa obywatelami Dreamlandu? Czy mogę nieśmiało zauważyć, że na podstawie Aktu Komendacji Królestwo Elderlandu nie jest państwem w pełni suwerennym i z pewnością nie w zakresie polityki zagranicznej, choć oczywiście możemy się spierać, jak to w praktyce wygląda? Przywołane przez premiera kontrargumenty– obecność Elderlandu w MFK i WKE – dowodzi jedynie odrębności państwowej własnej ojczyzny (co wyraźnie zaznaczono w Akcie Komendacyjnym), lecz nie suwerenności.
Co więcej – trudno mi sobie nawet wyobrazić, w jaki sposób Simom McMelkor, będąc szefem dreamlandzkiego rządu, mógłby abstrahować od polityki zagranicznej kierowanej przecież z Pałacu w Ekorre. Chyba tylko na zasadzie jakiegoś wallendrodzymu, ale ten przypadek z góry odrzucamy.
I choć nie jest w tej chwili możliwe wykazanie, że Elderland realizuje dziś na Kontynencie Wschodnim jakieś „partykularne interesy Dreamlandu”, to z perspektywy państw Kontynentu taki wniosek wcale nie musi być oczywisty. Elderland, jako dependencja Korony Dreamlandzkiej, będzie w tym specyficznym gronie postrzegany jako koń trojański Dreamlandu. Można tylko zastanawiać się nad źródłem i skalą tego osobliwego strachu przed dreamlandzkim pseudoimperializmem, ale to już temat na osobną dyskusję.
Proszę tylko o uczciwe podejście do sprawy. Status członka zwyczajnego na jakiejś zagranicznej imprezie nie jest wart palenia mostów w samym Królestwie.