Dokładnie dwanaście lat temu na forum Królestwa Dreamlandu swój pierwszy post opublikował Martin Schlesinger (od lipca 2013 roku Schlesinger-Asketil), powszechnie znany dziś jako król-senior Alfred, który w międzyczasie zaliczył krótki, lecz dynamiczny epizod sarmacki. Debiut młodego Martina miał miejsce w wątku co najmniej osobliwym, ale moim ulubionym postem z tego wczesnego okresu, chyba pierwszym, na który w ogóle zwróciłem uwagę, był ten związany z udziałem w regatach żeglarskich. Tamten post zachowałem w pamięci — nie wiem zupełnie dlaczego, tu się chyba przedwcześnie aktywował jakiś instynkt tatowski, w końcu mój siedmiolatek najmocniej identyfikuje się dziś właśnie ze ślimakami. Niemniej, gdy dzisiaj próbowałem tamtą wypowiedź namierzyć i skorzystałem z forumowej wyszukiwarki, z szafki niespodziewanie wyskoczyło mi to chropowate coś, co nie chce teraz wyjść z mojej głowy.
I to jest chyba właśnie kwintesencja dreamlandzkości, a może i mikroświata jako pewnej idei: "ślimak morski w kształcie kutasa z filmów przyrodniczych z Krystyną Czubówną", z którym rdzenne ludy wchodzą w ożywczą interakcję w ramach rytuałów detalicznie opisanych przez autora. Jakie to jest cudownie zmutowane (ale i mutogenne)! Nie ukrywam: trochę kusi, by za pomocą modelu językowego GPT teraz wygenerować grafikę — krótki metraż? — która ilustrowałaby tę sytuację. Moglibyśmy to puszczać przechodniom w Końskich w ramach materiału promującego rodzimy ruch mikronacyjny, który ma się coraz lepiej i lepiej, i tak do zachodu słońca. Oczywiście wraz z ulotkami wydrukowanymi przez Diuka.
Miało być jednak o Alfredzie, moim ulubionym zmienniku. A zatem: dziękuję, że byłeś i wciąż jesteś z nami.