Świadczy również o paru innych cechach charakteru. I chyba nie wynika z "konserwatywnych wartości", których rzekomo ma bronić i za które jest chwalony na różnych kongresach prawicowej szurii przez Wiplera czy przedstawicieli amerykańskiej administracji. Chyba że jest to konserwatyzm w stylu XIX-wiecznych kamieniczników i rentierów.Aleksander pisze: ↑27 maja 2025, 22:55 5. Przejęcie kawalerki - to akurat świadczy o jego zaradności.
Natomiast, co do całej reszty, mam wątpliwości.
Nie jestem pewien, czy Pański komentarz ma być przyczynkiem do legendy o twardym kibolu, który był bity i sam bił, a na koniec wyszedł na ludzi i zrobił doktorat (streszczam tylko powyższy wywód), czy może, przeciwnie, legendy o wychowującym się w nijakich latach dwutysięcznych chłopcu z dobrego domu, który szukał sposobu na chwilowe zerwanie się z łańcucha, jak te wszystkie wychuchane banany, którym zdarzyło się za młodu zrzucić kamień z wiaduktu nad drogą ekspresową i szczęśliwie nikogo nie zabić.
Widzę w tym typowy schemat dla rodzimej klasy średniej, która w wyniku procesów historycznych i braku możliwości kumulowania odpowiedniego kapitału kulturowego definiowana jest już wyłącznie nawet nie przez zakumulowany kapitał finansowy, co przez wysokość bieżących dochodów. Etosu w tym nie ma żądnego, natomiast z inteligencją w rozumieniu dawnej klasy ma związek czysto formalny (przez dyplom).
No więc, jak napisałem, nie jestem pewien jak to ugryźć. To, czego jestem natomiast zupełnie pewien, to brak jakiegokolwiek związku z tematem. O ile mi wiadomo, nie kandyduje Pan na prezydenta RP.
Nie wymagane są od Pana żadne szczególne cnoty czy przymioty, które odróżniałyby Pana od tak zdefiniowanego przedstawiciela klasy średniej. Te wybory nie mają i nigdy nie miały na celu wskazania „typowego przedstawiciela” tej klasy (bo np. ani Wałęsa, ani Kwaśniewski nigdy nimi nie byli, Macron czy Trump również "reprezentatywni" dla swojej klasy w żadnym sensie nie są), tu w ogóle nie chodzi przecież o usosobienie jakiejś społecznej mediany. Czasem to pomaga (można się utożsamić), czasem nie.
Kwestię Batyra, czyli drugiej tożsamości kandydata. Jako W. Batyr napisał biografię jakiegoś gangusa, a w czasach pisowskich obskakiwał (za wiedzą i zgodą prowadzących) zaprzyjaźnione studia Polskiego Radia i TVP, by jako Batyr właśnie, pod zmienionym głosem, wychwalać Karola Nawrockiego jako szefa IPN. Imho trochę to grube, ale może każdy chłopak z wielkiego miasta tak ma.
I domyślam się, co by Pan odpisał.

