Chamberlain pisze:Z drugiej strony, gdy tak wczytuję się w ten nienawistny komentarz Konrada Friedmana, który chyba nie ma za sobą najlepszego okresu, to widzę tam taki wylew osobistego nieszczęścia, że trudno nie zapytać, jaki Soros za tym stoi.
Niepotrzebne te nerwy, wicehrabio Chamberlain. Pan Friedman w swej diagnozie nie minął się z prawdą. Tyle że nie wyłożył całej prawdy.
Bo czyż w istocie nie jesteśmy forumnacją? Czyż doskonale nie obywamy się bez gospodarki? Czy dream posiada jakąkolwiek wartość, którą moglibyśmy się na serio przejąć? Czy wymiar sprawiedliwości nie jest parodią jej platońskiej idei? Czy polityki zagranicznej, uprawianej przez zdystansowanych profesjonalistów w zacisznych gabinetach wyłożonych mapami dawnych ziem Wizygotów i Longobardów, nie zastąpiły forumowe podśmiechujki i nakurwianki? Ależ tak, i Pan Friedman to wszystko, jako pół-Dreamlandczyk, raczył był słusznie wypunktować, ale też zatrzymał się w połowie drogi, bo nie poszedł na całość i nie napisał, że Sarmacja, choć złożona na tej samej lawecie, ma dodatkowo ćwirki i możliwość klikania w przycisk, co składa się na owe „dodatkowe funkcjonalności”. A teraz, na dokładkę, wszyscy muszą podskakiwać w miejscu i udawać, że te "dodatkowe funkcjonalności" to jest dokładnie to, czego im trzeba i wcale nie uważają tego za rzecz lekko debilną.
Zamiast jałowej polemiki podstawmy pod „Dreamland” słowo „Sarmacja” i będziemy mieli problem z głowy. Czy Sarmacja w istocie nie jest forumnacją, jak dwadzieścia innych forumnacji? Czy nie obywa się w istocie bez systemu gospodarczego? Czy libert posiada jakąkolwiek wartość, która nie wzbudzałaby wesołości jego posiadaczy? Czy sarmacki wymiar sprawiedliwości, itd., itp. Rozwińcie sami.
Gospodarka, sądownictwo, parlamentaryzm, polityka krajowa, aktywność kolejnych kanclerzy, martwica sceny publicznej, coraz bardziej dokuczliwe deficyty kadrowe, wszechobecny marazm i atmosfera bliskiego upadku, to wszystko wyjątkowo rzadkie gówno, składające się na kontekst, w jakiej powstała diagnoza p. Friedmana.
Z kilkoma drobnymi przypisami. Sarmaci, zamiast forumowych podśmiechujek zastępujących politykę zagraniczną (co chyba nastąpiło tam już kilka dobrych lat temu?), mają kopiuj-wklej z forum Dreamlandu, czym zajmuje się niezmordowany hrabia von Thorn. Ewentualnie komentują posty p. Witta. Ale przecież Sarmaci mają jeszcze ćwirki! Cała nadzieja w hrabim von Thornie, który słusznie zdążył zauważyć, że ćwirkowanie, jako potęgujące wrodzony debilizm krajowców, należy zastąpić bardziej wymagającym postowaniem.
A teraz liczby. Sięgam po ostatni raport aktywności. 80-osobowa Sarmacja wykazuje się aktywnością na poziomie 8-osobowego gównolandu z IV świata, z tą różnicą, że w gównolandzie atmosfera, morale i tendencje są jednak zwyżkujące. Trudno to tłumaczyć jedynie zaraźliwością depresji p. Iwanowicza czy p. Friedmana.
W tym momencie 80-osobową Sarmację doskonale równoważy, a nawet przewyższa, ten rzekomo biedny 25-osobowy Dreamland, napędzany przez "kreatury" pokroju Witta, PTR-a, mnie czy Alusia. Z tym zastrzeżeniem, że są to jednak kreatywne kreatury, a nie wodogłowiaki, które przebierają rozpaczliwie nogami w oczekiwaniu na kolejne "nowe funkcjonalności" i umilają sobie czas w wątkach z gatunku "sto powodów, dla których nam się nie chce". I nikt tu nie tylko nie musi się ratować klikaniem, ale nawet nie nazywa tego "aktywnością".
Za pół roku Dreamland zorganizuje obchody 20-lecia powstania państwa. Na tronie będzie siedział Witt, ja będę was okładał po kaskach, a co kilka dni wulkany z życiodajnym gównem będą użyźniać nasze pola i sady. Czego by nie powiedzieć, na pewno będzie co poczytać. Podobnie jak dzisiaj, pielgrzymować będą tu wychudzenie łachmaniarze z krańców świata: po mapę, po temat do dyskusji, po uznanie, po pasowanie na rycerza, po upokorzenie i kopa na dupę.
W tym czasie Sarmacja, pewnie już 30-osobowa, w najlepszym razie, wykazywać się będzie aktywnością na poziomie 5 osób, przy czym podstawowa aktywność polegać będzie na reagowaniu na zaczepki hrabiego von Thorna, który z kolei będzie reagował na zaczepki Witta. W sensie - będzie nie tyle jelitem grubym Dreamlandu, co lejkiem-podbierakiem przytroczonym do tego jelita, trawiącym to, co już dawno strawione. Iwanowicz dalej będzie pisał, że mu się nie chce. W Dreamlandzie wciąż lądować będą najbardziej wyraziste skurywysyny, tworząc coś w rodzaju mikronacyjnej Tasmanii, charakternej i dynamicznej, tymczasem tragikomicznie wyjałowiona i zniewieściała Sarmacja na każdy barwniejszy post jakiegoś zbłąkanego wędrowca reagować będzie tradycyjnym: „Gdzie jest prefekt?”. Każdy wybierze tak, jak podpowiada mu jego temperament.