Zaspokoiwszy podstawowe deficyty czasu, snu i internetu, chciałbym popróbować sił w nowej roli. Planuję osiąść na roli, przedzierzgnąć się w ziemianina, pogospodarować na farmie. Pragnę zająć się tym, ku czemu od pewnego czasu ciągnie mnie najmocniej: hodowlą nowej rasy, eksperymentami na ludziach, teratologią społeczną. Chcę założyć rękawice ogrodnicze i wejść w przestrzeń wielkiej szklarni biokulturowej, gdzie będę mógł spożytkować resztę życia na hodowlę, poskramianie i konsumowanie ludzkich potworów. Począwszy od pomniejszych karbiaków i ludzi-koni po wielkoskalowe przykłady ksenomorfów, które coraz liczniej zaludniają mikroświat, podczas gdy szarzy ludzie nikną w norach bądź goreją w kulach ognia pod pałacami Stalina.
Chciałbym przetrzeć nowy szlak.
Ogłaszam zatem podjęcie prac nad powołaniem Instytutu Patologii Głowy. Jednostka hodowlano-badawczo-łupieżcza: obóz pracy, silos atomowy i dom wydawniczy w jednym. Planuję w ten sposób zunifikować dotychczasowe projekty, dotąd jedynie ledwie zasygnalizowane i zarzucone z braku czasu: bloga, partię i ekspedycje karne. Litera, masa i pałka: oto tworzywo i lepiszcze nowej epoki.