Franciszek Józef II pisze:Jestem raczej praktykiem niż teoretykiem, toteż teoretyczne rozważania nie są moją najmocniejsza stroną. Nie znaczy to jednak, że ich nie doceniam. Natomiast odnoszę wrażenie, że polski mikroświat jest jeszcze trochę zbyt młody i zbyt mało rozległy, by było w nim miejsce na szereg idei.
Polski Mikroświat, czy Mikroświat w ogóle? Gdzie, w których sektorach językowych znajdziemy grupy mikronacji starsze i liczniejsze? Za sprawą TomBonda van Dromera powstaliśmy ok. 2,5 roku po pojawieniu się pierwszej cyber-mikronacji, anglojezycznego Królestwa Talossy (21 X 1995 - pierwsze ogłoszenia Talossy w Sieci, 15 I 1996 - jej pierwsza strona internetowa, por. umowna data powstania Dreamlandu - 1 VIII 1998). To minimalne opóźnienie. Sektor niderlandzkojęzyczny powstał dokładnie 29 XI 1997, a luzofoński w 1996. Jeżeli jesteśmy za młodzi - za młodzi są wszyscy. To jasne, że internetowe mikronacje jako zjawisko społeczne w "realnym" ujęciu to nowy fenomen, ale percepcja czasu wewnątrz naszego świata jest zupełnie inna. Moje sześcioletnie życie w Elderlandzie to całe wirtualne wieki - widziałem dziesiątki państw powstających i upadających, dziesiątki wschodzących i zachodzących gwiazd mikronautyki. A przecież w porównaniu do moich dreamlandzkich kolegów jestem co najwyżej w średnim wieku, jeszcze całkiem młody.
Przyznam, że nie do końca wiem, co uwagi Waszej Cesarskiej i Królewskiej Mości mają do założonego przeze mnie tematu, ale rozumiem, że WCiKM korzysta z okazji, by je zaprezentować. To cenię. Zachęcam do dysput, bo tego właśnie nam brakuje. Cieszy mnie względna poczytność moich prac, jednak brak komentarzy odnoszących się do szczegółowej ich treści bywa mało budujący. Bardzo rad byłbym z pojawienia się polemisty. Widzę, że jednego właściwie już mam. Szkoda, że nie więcej.
"Kompleks leblandzki" to całkiem trafne określenie na rzeczywiście charakteryzujące wielu z nas (polskich mikronacjonalistów) przesadne zamiłowanie do liczb i
liczebności zamiast
jakości. Pozwolę sobie termin zanotować.
Poza polskim mikroświatem rzadko spotkałem się z podejściem tak dla nas charakterystycznym, w stylu "jesteśmy więksi"
Uwaga dotyczy chyba Anglosfery, która rzeczywiście jest niezwykle rozdrobniona. Rzekłbym, że w stopniu nawet przesadnym i nieco szkodliwym. Niektórych z tych krajów nie stać nawet na stronę główną i pozostają forumnacjami. Nie nazwałby tego szczytem rozwoju.
W Dreamladzie przytomne uwagi na podobny temat - nie rankingowy, zupełnie odległy od problemu wyścigu szczurów, ale również demograficzny, dotyczący kryzysu i rzekomego upadku - wygłasza Jego Królewska Wysokość Pavel Svoboda. Słuszność tego typu tez widzę wyraźnie na przykładzie różnic między mentalnością elderlandzką i dreamlandzką. Dreamland ma na stanie obecnie mniej więcej tylu obywateli, ilu miał Elderland w okresie świetności (demograficznej - okres świetności jakościowej znalazł nieco inne umiejscowienie w naszych dziejach, co także jest znamienne) w okresie od lata 2008 do lata 2009. Mowa tu o liczbie obywateli w przedziale 20-25 osób. W Elderlandzie nikt wtedy nie myślał o narzekaniu z powodu liczby mieszkańców, w Dreamlandzie zaś do niedawna często mawiało się o
upadku. Oczywiście zmniejszenie się liczby obywateli KD jest naocznie widoczne, ja jednak odżegnuję się od myślenia katastroficznego. Nawet 10, 15 osób (byle faktycznie aktywnych) to baza dzięki której państwo może sprawnie funkcjonować. Elderland przez większość historii był właśnie ok. 15-osobowy, zaś większość naszych pierwszych partnerów, takich jak Tyrencja, Nowal i Surmenia niewiele się od nas pod tym względem różniło. Wzniesienie się ponad te liczby nie jest nawet konieczne, byleby tylko zagwarantować wymienialność pokoleń.
Mimo tego sądzę, że pewna dolna granica demograficzna dla mikronacji jednak istnieje. Z pewnością JE Walczak nie wymienił prawidłowych szacunków - o ile dobrze kojarzę, podawał liczbę ok. 15 osób. To fantastyka, której dziś zaprzecza większość polskich mikronacji. Ja osobiście dolnej granicy szukałbym tam, gdzie socjologowie mówią o najniższej umownej poprzeczce zaistnienia grupy społecznej - a to, jak pamiętam ze szkoły, 3 osoby.
Jednoosobowa nanonacja, choć nie przeczę, że bywa ciekawa, może wzbić się na wyżyny chyba tylko kolorowego happeningu, nigdy poważnego podmiotu prawa międzynarodowego.
Nie to jest jednak problemem - pewnie każdy "mikronaród" ma swoją mentalność. U nas spokojnie można odróżnić Austriaka od Węgra,
To interesujące. Czym się różnią? Sądziłem, że właściwie tylko Sarmacja zdołała wykształcić (czy może raczej umiejscowić) wewnątrz siebie i wokół siebie niepaństwowe, etniczne narody.
Krzysztof Bojar pisze:Oczywiście jestem w stanie się zgodzić, że obsesja liczby mieszkańców i łączenie państw tylko z powodu ich malej bazy ludnościowej bywa chybione
Owszem, bywa chybione. Diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Niestety na przykładzie ojczystego Elderlandu mogę powiedzieć, że depopulacja od pewnego momentu, niebezpiecznie zbliżonego do wyżej przytoczonej granicy, zaczyna być niebezpieczna. Wówczas los państwa zależy od ściśle osobistych cech i sytuacji każdego z pozostałych na posterunku obywateli. Wystarczy, że jednemu przydarzy się realioza, innemu wypadek, a kolejny zachoruje - i państwo może położyć się w trumnie. Nagle, z dnia na dzień. Oczywiście do tego u nas nie doszło - podobne problemy zdołały nam zaszkodzić na okresy nie dłuższe, niż kilkumiesięczne. Gdyby było inaczej - nie raz deklarowałem, że nie poddam się nigdy, choćbym został sam jeden, samotność jednak póki co mi nie doskwiera i zupełnie nie grozi. Elderland, jeśli rozpatrywać go jako formę organizacji politycznej, którą z pewnością jest każda mikronacja, z powodzeniem przeszedł etap oczyszczenia i etap konsolidacji, dziś jest gotów do dalszego rozwoju.
Ignis sanat.
Jacques de Brolle pisze:To, co mnie najbardziej interesuje, to odpowiedź na pytanie, dlaczego mikroświat zakrzepł w obecnym kształcie demograficznym. Od 2002 r. liczba mieszkańców pol. mikroświata pozostaje na zbliżonym poziomie (tj. 250-300 osób). Za państwa duże tradycyjnie uznajemy wspólnoty liczące 50-80 osób, średnie to te w granicach 15-45 obywateli, małe i bardzo małe - cała reszta. Te proporcje utrzymują się od lat; nie zdarzają się nawet chwilowe erupcje w postaci przekroczenia granicy 120-150 mieszkańców w jednym państwie.
Nie do końca zgodzę się z tezą o zakrzepnięciu w okolicach liczby 250 obywateli. Mamy dwie liczby - tę z 2002 roku i tę z 2012. Obliczenia wyglądają wiarygodnie i nie będę ich kwestionował. Natomiast wydaje mi się, że powszechne od co najmniej 2009 roku zdanie o kryzysie, czy nawet
Wielkim Kryzysie, nie ma swojego źródła w złudzeniu optycznym, czy halucynacji. Widzę wyraźnie, jak skurczył się Dreamland, jak Scholandia, a jak Elderland; doświadczyła tego także Tyrencja, Nowal i wielu innych, wyliczać mógłbym niemal bez końca. Owszem, jako kontrargument możemy powiedzieć, że postały nowe w miarę liczne państwa, jednak wciąż nie wydaje mi się, aby zastąpiły one powstałą lukę choćby w połowie.
Mamy dane liczbowe z 2002 i 2012 r. Moim zdaniem ich zbieżność dowodzi jedynie, że wróciliśmy do stanu sprzed 10 lat. Między tymi okresami zaliczyliśmy wzlot i
upadek (czy może raczej obniżenie lotów). Nie będę przytaczał swoich bardzo pobieżnych i niedokładnych obliczeń liczby mikronautów w okresu 2007-2009 jako dowodu, ale wyrażę przypuszczenie, że w porywach mogliśmy zbliżać się do liczby 400 osób. Ze względu na niedokładność danych podchodzę do ostrożnie, ale zdecydowanie stoję na stanowisku, że powszechnie obserwowana depopulacja nie może być zbiorową halucynacją.