Panie de Senancour, ja mam wobec pana niezwykle ambiwalentne odczucia. Kiedy czytam pana wypowiedzi skierowane na Dreamland, czy szerzej na mikroświat, to niejednokrotnie się z panem zgadzam, a argumenty i sposób prowadzenia rozmowy przez pana wzbudza moją sympatię. A potem nagle odkrywa pan, że dawno nie napisał nic wobec mojej osoby i... czar pryska.
Mimo to postanowiłem odpisać, bo jako jedno z zadań, które przed sobą postawiłem, jest walka z wszelkimi przekłamaniami, które wobec mnie się w przestrzeni mikroświatowej, a które namierzę, pojawiają.
Gaston de Senancour pisze:Hrabia von Thorn uruchomił
ciekawą dyskusję. [...] Z drugiej jednak strony może pytać o coś zupełnie innego. Nada się? Nie nada? Ja tu widzę zapowiedź, wręcz solenną obietnicę, że może trochę spuścić z tonu, jeśli naród go należycie wypiętrzy.
Wyraźnie napisałem, że poruszony przeze mnie wątek nie dotyczy jakiejkolwiek osoby, w tym z oczywistych powodów również mnie. Wyraźnie podkreśliłem, że zależy mi na teoretycznej dyskusji wokół postaw i ról, nie zaś personaliów i przymiarek tychże do tych ról. Złośliwość bijąca z pańskiego komentarza dyskwalifikuje pana jako poważnego rozmówcę, a szkoda, bo jestem przekonany, że jako błyskotliwy i spostrzegawczy recenzent wirtualnego świata mógłby pan wnieść do tej rozmowy dużo świeżości i niezbędnego paliwa. A tak? Stawia się pan z góry w roli szczekającego na karawanę burka.
Gaston de Senancour pisze:W tekście najciekawsza jest właśnie ta ukryta sugestia, obecna gdzieś tam głęboko na dnie, że hrabia von Thorn może trochę zmięknąć wskutek ewentualnego awansu, na którym mu oczywiście nie zależy i który konsekwentnie torpeduje epizodami psychotycznymi, kiedy to każe się wszystkim pocałować i upuszcza mikrofon. Ile można jednak upuszczać mikrofon i odchodzić, nie odchodząc? Pewnie tak długo, jak obecny książę nie uderzy głową o sedes. Ale chyba szybko nie uderzy.
To tylko Pan i inne osoby, które z natury rzeczy wszelkie moje inicjatywy i czynności odczytują przez ten sam okular, mimo składanych deklaracji, to widzi. Nie ma w rozpoczętym wątku żadnej ukrytej sugestii. Ani na dnie, ani tuż pod powierzchnią. Jednocześnie jednak, mimo tego oczywistego przekłamania w pańskiej wypowiedzi, pojawia się w niej też coś, co poważnie wezmę pod rozwagę. Wspomnienie owych "psychotycznych epizodów" z mojej strony. Jest w tym stwierdzeniu dużo racji. Miewałem sytuacje skrajnego zniechęcenia, które objawiały się nazbyt gwałtownymi reakcjami. Czy tak będzie dalej zobaczymy. Na pewno warto bym miał to na uwadze. Niemniej podkreślam wyraźnie jedną rzecz — zdaję sobie sprawę, że w obecnej sytuacji nie mam najmniejszych szans na ów wspominany przez pana awans, ergo nie zamierzam pchać się tam gdzie mnie nie chcą. Zająłem się innymi rzeczami, a gdy przyjdzie do elekcji (choć jak sam pan zauważa zapewne nie prędko) przyjrzę się kandydatom do Tronu. Jestem pewien, że wśród nich znajdę również swojego.
Gaston de Senancour pisze:Moim zdaniem hrabia nie powinien mięknąć. Po pierwsze: hrabia nie zachomikował żadnych miękkich umiejętności, które w ostatecznym rachunku nie okazałyby się umiejętnościami twardymi. Nie wątpię natomiast, że ma kilka dodatkowych umiejętności ukrytych. Może na przykład mieć dużą tolerancję na wrzątek z termosu.
A to jest dosyć ciekawe. Mając na uwadze to, że pan mnie zwyczajnie w ogóle nie zna, ani wirtualnie, ani realnie, to takie twierdzenie jest trochę z pogranicza "chciejstwa". I o ile nie zamierzam mięknąć, tak też nigdy nie byłem i nie zamierzam nigdy być zamordystą. Wierzę, że uda mi się kiedyś dojść do pożądanej sytuacji wypośrodkowania tych dwóch postaw.
Gaston de Senancour pisze:Uważam, że hrabia powinien lojalnie zapowiedzieć, że w przypadku, gdy naród "zmusi" go do przejęcia władzy, którą gardzi, rozpęta w Sarmacji życiodajne piekło, nawet jeśli musiałby się przenieść z mieszkania do kampera i zapomnieć o własnym życiu prywatnym. Takiego "RCA" potrzebuje dziś Sarmacja i pewnie taki przydałby się tutaj.
Moje życie prywatne to głównie relaks po pracy, przy różnych formach internetowych aktywności. Okazjonalne city-breaki z rodziną, lub też bardzo rzadkie wyjścia do ludzi. Dysponuję nader dużą ilością dobrze zorganizowanego czasu wolnego, który mogę wykorzystywać w mikronacjach, choć nie czynię tego obecnie w więcej niż... 30% zasobów jakimi dysponuję. Mam życie i mam dobre narzędzia. Nie muszę być no-lifem by być aktywny.
Gaston de Senancour pisze:Coś w tym jest. Podoba mi się zwłaszcza samokrytyczny rys tej wypowiedzi (w końcu to Robert von Thorn w dużym stopniu odpowiada za "procesy fejsbikuzacji i memizacji sposobów komunikacji", co doskonale obrazuje ten wątek).
Wychodzi moje jakieś ograniczenie, bo nie rozumiem tego przesłania. W jaki sposób ja odpowiadam za fejsbukizację i memizację sposobów komunikacji? Proszę wskazać moment startowy tychże zjawisk i mój udział w nich. Z góry dziękuję.
Chamberlain pisze:Na czym konkretnie polega fejsbukizacja mikronacji? Domyślam się, że chodzi o coś więcej niż możliwość sercowania komentarzy i tendencję do redukowania długości wypowiedzi. W Dreamlandzie tego nie dostrzegam.
W moim rozumieniu to jest zarówno wspomniane sercowanie, i redukowanie długości wypowiedzi, ale także idące za tym spłycanie wartości tychże wypowiedzi (także zastępowanie ich "memami") i wszechobecna szydera (bo już nie satyra). Kto nie z nami ten przeciwko nam — zdaje się wołać głośno dość liczebna już armia mikronacyjnych trolli, wykarmionych na w/w zjawiskach. I w Dreamlandzie jest każdy z tych elementów (z wyjątkiem sercowania). Są zarówno krótkie i mało jakościowe wypowiedzi, szydera, jak i trolle gotowe w każdej chwili na atak wobec dowolnie obranego w danym momencie celu.