PTR pisze: No ale liczę teraz na szarżę nowej, luzytańskiej gwardii, która postawienie tej czy innej dużej instytucji na nogi zawiesi na sztandarach i zrealizuje je od a do zet. Do szarży, panowie szlachta.
Liczyłem na bardziej błyskotliwą odpowiedź. Ze strony obu przedmówców. Tego rodzaju wypowiedzi zamykają pole dla jakiejkolwiek krytyki. To tani szantaż, na który nie ma zgody. Nawiasem mówiąc - być może podejmę się tej roli, ale przecież nie w tym celu zagaiłem tę dyskusję. Jako obywatel z czteromiesięcznym zaledwie stażem miałem prawo oczekiwać odrobiny więcej od weteranki, który jest tu od 10 (?) lat?
Przypomnę dla formalności, że moje pytanie dotyczyło harmonogramu prac uczelni ("co i kiedy?"). Po prostu. Liczyłem na odpowiedź w stylu: "Nie wygląda to najlepiej, mam dużo spraw na głowie, ale szukam politologa, człowieka po socjologii i może jakiegoś historyka lub archiwisty". Wówczas zgłosiłbym się ja, może ktoś jeszcze. Liczyłem również na prezentację jakiegoś szczątkowego sylabusa, na zasadzie: planuję uruchomić kurs z tego zakresu, z tego i może jeszcze z tego. Nie sądzę, by ktokolwiek z nas oczekiwał cudów. Studenci też nie walą drzwiami i oknami. To, o czym piszę, to robota na kilka wieczorów, bo chyba nie trzeba więcej, by zorientować się, czym dysponuje uczelnia i jakie materiały są pod ręką. Można było też wywiesić białą flagę i napisać, że nowe obowiązki przerastają Pani realne możliwości. Przypuszczam, że gdyby nie moje dopytywanie, trwałaby Pani na stanowisku całymi miesiącami.
Generalnie liczyłem na to, że da Pani jakikolwiek dowód na to, że działa, jest aktywna i wie, jak to ugryźć. A potem jakoś by to poszło. Liczyłem również, że moje pytania wywołają u Pani Rektor trochę sportowej złości, która czasem jest niezbędna, by ruszyć z miejsca.
Tymczasem p. Karolina von Lichtenstein zdecydowała się na rejteradę, a w ramach wymuszonego oświadczenia żachnęła się, że "nie była w stanie
doprowadzić do lepszych stosunków między Grodziskiem a Ekorre" oraz że "
nie zdążyła pokazać, że współpraca międzynarodowa ma sens".
Nie wydaje mi się, by Król postawił przed Panią Rektor tak ambitne zadanie. Nie sądzę również, by Pani misją było udowodnienie, że "współpraca międzynarodowa ma sens". To już wiemy i bez dodatkowych dowodów. Pani oświadczenie jest nie tylko naiwne; jest ono również szkodliwe dla relacji między naszymi państwami, bo generuje nowe, fikcyjne pole konfliktu. Ja takiego konfliktu tutaj nie widzę.
Podobnie zdziwiłaby mnie wypowiedź Sekretarza Heroldii, który po dwóch miesiącach, przyciśnięty pod ścianę, ogłosiłby własną rezygnację i stwierdził, że nie zdołał doprowadzić do zbliżenia między KD a Mandragoratem.
Przecież to jakieś tragikomiczne nieporozumienie, zdradzające brak podstawowego rozeznania w charakterze przyjętej posady. Podobnie jak słowa o tym, że znalazła się Pani między młotem i kowadłem, stając wobec wyboru między lojalnością wobec Sarmacji, a pracą na rzecz „obcego mocarstwa”. Z sarmackiego forum wynika, że nawet jeśli stała Pani przed takim wyborem, to ostatecznie postanowiła Pani rozczarować obie strony, decydując się na pasywność i nieobecność po obu stronach granicy. I tu właśnie - w wielotygodniowej bezczynności i grze na zwłokę - jest pies pogrzebany.
Mam nadzieję, że Król wyciągnie odpowiednie wnioski.