Kristian Arped pisze:Czy bardziej powściągliwe angażowanie się w politykę ruguje mikronację poza jej klasyczną definicję?
Odpowiedź zależy moim zdaniem również od możliwości i od potencjałów danej mikronacji. Liczba ludności, instytucje państwa, organy władzy, pajęczyna zależności między nimi - wszystko to wpływa na potencjalny angaż mieszkańców w życie polityczne danego kraju. Jeśli warunki do prowadzenia polityki istnieją, ale nie prowadzi się jej to wtedy z pewnością coś jest nie tak z danym państwem wirtualnym, istniejącym przecież właśnie jako organizacja polityczna a nie kółko miłośników gry przeglądarkowej.
Kristian Arped pisze:Nordacki skansen, kolonia karna dla banitów.
(...)
Pączkujące z częstotliwością większą od fal gamma pseudo-mikronacje, często o – obiektywnie rzecz biorąc – niezbyt ciekawych nazwach, takich jak Abachazja czy też Kucełgrad, i jeszcze niższym poziomie wypowiedzi.
(...)
Nie da się też nie wspomnieć – w kontekście szeroko rozumianej jakości – o Chanacie Kugarskim, według mnie jednej z najlepiej zapowiadającej się mikronacji nordackiej, nie stawiającej na bylejakość.
To ostatnie państwo wpakowało się w sam środek
kolonii karnej dla banitów i trzeba przyznać, że bezceremonialnie zaczęło karczować tamtejszą dziką przestrzeń nie pytając nikogo o zdanie czy można i co można (stąd np. terytoria sporne z Abachazją), co rodzi również pewne niebezpieczeństwo, bo powolne rozszerzanie się tego państwa (co ma miejsce nieustannie niemalże) spowoduje ograniczenie pustej przestrzeni dla
niepoważnej, ganiającej się po wszystkich mikronacjach gówniarzerii, czego efektem będzie w końcu powstanie kolejnej Nordaty. Już dzisiaj widać tego przesłanki w powstaniu jakiegoś państewka rodem z Nordaty na Orientyce. Skończą się ziemie niczyje na Nordacie, powstanie Nordata 2.0.
Kristian Arped pisze:Gdy zaczynałem pod koniec 2012 r. (lub na początku 2013 r., nie pamiętam już dokładnie) zabawę z mikroświatem i nie wiedziałem w ogóle, z czym to się je, trafiłem do najstarszej polskiej mikronacji – Królestwa Dreamlandu. Oprócz chętnej na miłość Jej Ekscelencji Mackenzie Gordon-Allen nie pamiętam z tego okresu wiele. Utkwił mi w pamięci natomiast strach przed napisaniem każdej wiadomości, przed każdą rozmową prywatną z ówczesnymi poddanymi Artura I Piotra.
Z czego wynikał ten strach, skoro widział Pan, że tak wtedy jak i dzisiaj Dreamlandczycy są sztywniakami, ale tylko gdy sytuacja tego wymaga. W końcu zapamiętał Pan z tego okresu akurat Panią Mackenzie Gordon-Allen (w końcu: -Berg od męża Ottona, którego w końcu dopadła), która z sztywniakami nie miała nic wspólnego :) Natomiast czytając Pańskie wypowiedzi jak i twórczość jestem pewny, że i w 2012 roku nie miał się Pan czego wstydzić przed Dreamlandczykami.
Kristian Arped pisze:Odprawianie nowo przybyłego mikronauty z samym zwrotem powitalnym w ręku, bez jakichkolwiek wskazówek – to najbardziej nas, wnioskodawców, boli, a resztę powinno martwić. Przez to, że nie potrafimy pomóc (nie zawsze się da – niektóre jednostki nie chcą pomocy, ale to są – na szczęście – tylko wyjątki) im na początku ich drogi. I właśnie przez to powstały kontynenty typu Nordata, czy też w przeszłości – Orientyka.
Skazywanie niejako nowych na przegrzebywanie całych archiwów – bogatych przecież – samemu jest czymś, co niewątpliwie powinno zasługiwać na potępienie…
Edukacja i integracja jest poważnym problemem w większości państw wirtualnych. W Dreamlandzie również, o czym mówił ostatnio Następca Tronu. Skazywanie nowicjusza na samodzielne kształcenie się wiąże się z tym, że próbuje on swych sił w mikronacjach od końca: od zostania władcą nowego państewka, co do którego prowadzenia nie ma większego pojęcia i pomysłu, co kończy się jak się kończy.
Dreamland stracił z pewnością wielu potencjalnych obywateli przez zamknięcie szkoły elementarnej, niemożność ożywienia życia uniwersyteckiego od dobrych kilku lat, wycięcie w pień patronatu (chociaż przed usunięciem działał on tylko jako rejestr informatyczny pozbawiony sensu) czy w końcu rozbabranie serwisów i pozostawienie ich w stanie ciągłej niedokończonej budowy.
Kristian Arped pisze:Karygodnym jest natomiast deprecjonowanie dorobku młodszych pokoleń tylko dlatego, że jest ono inne – jest to zwyczajnie krzywdzące oraz jednocześnie powodujące wśród nas – młodszych – pewnego rodzaju poczucie niższości, które z czasem przeradza się w niechęć do aktywnego uczestnictwa w mikronacjach, ponieważ cokolwiek byśmy nie zrobili – i tak nie będzie takie, jak kiedyś.
Wystarczy jedynie dokonywać retrospekcji do momentu własnej młodości w mikronacjach w sytuacji, gdy nachodzi nas ochota na deprecjonowanie młodych z powodu bycia młodymi. Też było się wówczas młodym, zielonym, mniej doskonałym niż dzisiaj i na pewno głupszym. Pokora wystarczy, bo:
Kristian Arped pisze:Nie twierdzę, że teraz jest idealnie, bo nie jest. I nigdy nie było.
(-) Daniel markiz von Witt