Abstrahując od religijności oraz ironii, temat tego, że wszystko już było, jest dosyć chyba rozwinięty w filozofii i popkulturze. Gdzieś słyszałam teorię o tym, że tak naprawdę w literaturze fantasy każdy pisarz bierze wszystko z wielkiego kociołka, skupiającego pomysły wszystkich pisarzy.
Za każdym jednak razem, gdy widzę zarzut plagiatu lub skopiowania czegoś w mikronacjach, mam mieszane uczucia. Nie mówię, oczywiście, o sprawach oczywistych, jak na przykład proste kopiuj-wklej czy mniej proste opisywanie parków narodowych poprzez wklejenie paru akapitów z wikipedyjnej strony danego parku i podmianę paru przymiotników z realowych na wirtualne.
Każdy nowy mieszkaniec, który przychodzi do mikronacji, zauważa te same problemy i wpada na te same rozwiązania. Wielu już proponowało międzynarodowe uniwersytety, jedną stronę startową dla wszystkich mikronacji, powrót do jednego forum mikronacyjnego, biblioteki narodowe, etc. Każdy ma ten sam tok myślenia. To nie oznacza, że wzajemnie się splagiatowali. Po prostu doszli do tych samych rozwiązań.
W obecnej sytuacji mikroświata wcale nietrudno znaleźć się w sytuacji, w której wpada się na ten sam pomysł, który już funkcjonuje w którymś państwie, albo dochodzi się do wniosku, że dane rozwiązanie w sumie pasuje także i do naszego państwa. Przykładem może być na przykład Loteria Hasselandzka, która swojego czasu funkcjonowała w Hasselandzie i polegała na tym, że pośród mieszkańców losowano codziennie jakąś nagrodę pieniężną. JKW Helwetyk, podpatrzywszy ten pomysł, umieścił go w Sclavinii pod nazwą Sclavińskiej Loterii Hasselandzkiej i dostosował go. Pomysł funkcjonuje do dzisiaj, a jego źródło zostało wskazane już w samej nazwie.
Alternatywą mogłoby być stwierdzenie: kurczę, fajny pomysł, ale już funkcjonuje tu i tu, więc tego nie robimy, bo nas oskarżą o plagiat. Autocenzura? W porządku, ale trochę jednak bez sensu. Można też grzecznie spytać pomysłodawcę o pozwolenie na to, aby pomysł wykorzystać, ale w realiach mikronacyjnych czasami trudno jest dotrzeć do oryginalnych pomysłodawców. Na tyle trudno, że często zakłada się, że oryginalnym pomysłodawcą jest osoba/kraj, które pomysł same strawestowały. Wszystkie państwa mikroświata prawdopodobnie czerpią świadomie, lub mniej, inspirację od siebie.
W temacie: pamiętam, że kiedyś w Sclavinii założyłam bibliotekę, aby wrzucić tam wszystkie dzieła kultury sclavińskiej epoki ostatecznokrucjatowej. Oskarżono mnie o plagiat i kopiowanie pomysłu na założenie biblioteki, na co trochę osłupiałam. No tak — biblioteka to nie jest nowy pomysł, większość państw mikroświata posiada przynajmniej jedną, czy to prosperującą, czy nieco mniej. Parokrotnie zdarzyło się (nie tylko w mikroświecie zresztą, w realu też), że niezależnie od siebie powstawały podobne idee czy pomysły. Wygląda na to, że aby kompletnie uniknąć oskarżania o plagiaty, należałoby nic nie robić. No i trochę jak w tym dowcipie: „ej, kojarzycie wypożyczalnie filmów? powinni stworzyć coś takiego, tylko że z książkami”. W ten sposób można dojść do tego, że jeśli powstanie nowa mikronacja z ustrojem monarchicznym i Sejmem, w którym może zasiadać każdy obywatel, to będzie to kopipasta Dreamlandu. Jeśli mikronacja z monarchą i silnym premierem: plagiat Sarmacji. A stare idee często są pożyteczne i po zmianie mogą służyć kolejnym pokoleniom. Sięganie do historii mikroświata i reaktywowanie np. starych inicjatyw nie jest złym pomysłem.
Dlatego nie przepadam za wytaczaniem argumentów typu „to nie jest oryginalne”. Wszystko już było. Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiemy. Dosłownie do wszystkiego można się przyczepić, że coś już było.
PS Filozofia w gmachu KSI — tego chyba jeszcze nie było :)
(—) Karolina Aleksandra