Czytam, bo ciemno, a pies w swoim świecie
: 18 sty 2016, 16:17
Taka sytuacja.
Zima, dwunastogodzinne wieczory, za oknem wirują płaty śniegu, w kuchni mój dzielny labrador zlizuje z podłogi kałużę wina. Ja w fotelu, znudzona i wyzuta z energii. Postanowiłam, że skoro nie mogę dziś już zarabiać na hummus i spłatę rachunków, będę się zatracać w lekturze i wiśniówce. Myślałam o tym. Trochę przyjemność, a trochę praca. Pomyślałam jednak, że dla utrzymania równowagi sięgnę również po to. Zaczęłam czytać. Ciąg skojarzeniowy jak u dzielnego Angusa, tyle że z pominięciem garbusa i panny Hendricks. Wylądowałam w alkowie pani Bovary. A teraz obgryzam paznokcie i szukam tej przeklętej książki, i chyba nie znajdę. Coś przyszło mi jednak przyszło do głowy.
Mam do Was serdeczną prośbę. Proponuję małą zabawę. Przedstawcie mi swoje propozycje czytelnicze. Postarajcie się. Może być książka, uczony traktat o skorupiakach, zapomniany artykuł prasowy, wiersz. Coś, do czego wracacie z sympatią, co Was popchnęło w innym kierunku i zawróciło z drogi. Coś, o czym zdarza się wam pomyśleć, gdy spuszczacie sobie na stopę pełną popielniczkę.
A może sami piszecie do szuflady?
Zima, dwunastogodzinne wieczory, za oknem wirują płaty śniegu, w kuchni mój dzielny labrador zlizuje z podłogi kałużę wina. Ja w fotelu, znudzona i wyzuta z energii. Postanowiłam, że skoro nie mogę dziś już zarabiać na hummus i spłatę rachunków, będę się zatracać w lekturze i wiśniówce. Myślałam o tym. Trochę przyjemność, a trochę praca. Pomyślałam jednak, że dla utrzymania równowagi sięgnę również po to. Zaczęłam czytać. Ciąg skojarzeniowy jak u dzielnego Angusa, tyle że z pominięciem garbusa i panny Hendricks. Wylądowałam w alkowie pani Bovary. A teraz obgryzam paznokcie i szukam tej przeklętej książki, i chyba nie znajdę. Coś przyszło mi jednak przyszło do głowy.
Mam do Was serdeczną prośbę. Proponuję małą zabawę. Przedstawcie mi swoje propozycje czytelnicze. Postarajcie się. Może być książka, uczony traktat o skorupiakach, zapomniany artykuł prasowy, wiersz. Coś, do czego wracacie z sympatią, co Was popchnęło w innym kierunku i zawróciło z drogi. Coś, o czym zdarza się wam pomyśleć, gdy spuszczacie sobie na stopę pełną popielniczkę.
A może sami piszecie do szuflady?