Przepraszam, że z opóźnieniem, ale to bardzo frapujący głos. Niestety muszę pisać w zewnętrznym edytorze tekstu, co wydłuża czas przygotowania odpowiedzi.
ghardin pisze:Chciałbym dowiedzieć się wreszcie, w jaki sposób poprawi to wizerunek prowincji jako miejsc żywych? Czy w ramach współpracy każdy mieszkaniec będzie zobowiązany do zamieszkania w obu współpracujących prowincjach, by każda z nich miała dłuższy spis ludności? Czy w ten magiczny sposób każdy z obecnych zacznie wypowiadać się dwukrotnie częściej?
Mniej więcej dokładnie tak, jak projekt rządowy, z tym jedynie dodatkiem, że nie chcemy by było to czynione przymusowo. Co do tych stron nie czepiałbym się na miejscu Rządu, przynajmniej do czasu wprowadzenia nowego projektu stron rządowych, bo niestety obawiam się, że nawet najgorsza ze stron głównych prowincji nie robi takiego wrażenia, jak strona rządowa, a z pewnością nie gorsze. Wszak sam Jego Królewska Wysokość król senior Pavel Svoboa wyraził pogląd, że nie chodzi tutaj o jakiś wielki wzrost aktywności, co raczej zmniejszenie nakładów na uzyskanie obecnego poziomu…
ghardin pisze:Jedynym wspólnym punktem obu pomysłów jest redukcja ilości Namiestników (w programie rządowym będąca raczej skutkiem ubocznym, niż założeniem). Proszę o wyjaśnienia.
Błędne założenie. Jedynym rozdzielnym punktem obu propozycji jest kwestia przymusowości. Bardzo proszę - zakładacie, podobnie jak w przypadku forum, że zmiana przyniesie wzrost aktywności. W takim razie zredukujmy testowo liczbę prowincji w sposób dobrowolny i zobaczmy, co się stanie. Obawiam się, że będzie dokładnie tak jak z forum. Mówię to z żalem, bo jednak wierzyłem w rzeczowość argumentów proforumowych, nawet gdy nie akceptowałem metody. Niestety tam się pomyliliście. Obawiam się, że tutaj też. Dlatego wolałbym tym razem, by zdecydowano się na model testowy, a nie forsowano siłowe rozwiązania ostateczne. Chciałbym być dobrze zrozumiany - jestem przekonany, że nam wszystkim leży na sercu dobro Królestwa. Jeżeli reforma ta przyniesie spodziewane przez Rząd JKM rezultaty w postaci zwiększenia liczby aktywnych mieszkańców, to z prawdziwą rozkoszą każdy z członków KR będzie miał w Kakutach uliczkę swojego imienia. Świadomie jednak nie mówię tego o Saudade w Luindorze, bo może się okazać, że moja nominacja namiestnikowska wygaśnie przed możliwością realizacji...
ghardin pisze:Wreszcie - wszak dobrowolność istnieje cały czas. W dowolnej chwili ostatnich miesięcy czy lat (ba! - w dowolnej chwili trwania tej dyskusji) prowincje mogły się przecież porozumieć, ustalić zasady współpracy, wypracować rozwiązania czy skonstruować alternatywny program antykryzysowy.
Wasza Ekscelencja doskonale zdaje sobie sprawę z tego - bo przecież sam był Namiestnikiem - że w dotychczasowej historii ustroju, przynajmniej od czasów ustabilizowania się ostatniego podziału na 5 prowincji, kwestia ta - federalnego i pięcioprowincjonalnego charakteru Królestwa - traktowana była jako rzecz ustalona, jeden z fundamentów ustroju naszego Królestwa, obok monarchicznego ustroju i generalnej pozycji Jego Królewskiej Mości. Ów brak działań i rezultatów równie dobrze można zarzucić dosłownie każdemu z nas, członków któregokolwiek z obu głównych ugrupowań. Ośmielę się przypomnieć, że to nie jest tak, byście nawet w ostatnich wyborach ten pomysł nieśli wysoko na swoich wyborczych sztandarach… Ba - śmiem twierdzić, że i Wy nie macie w pełni przygotowanych projektów w tym zakresie, mimo że to przecież Wasz pomysł.
ghardin pisze:Jeśli chodzi o moje sympatie unitarne, to - nieświadomie lub celowo - wprowadza WKW obecnych w błąd.
Mam nadzieję, że nie - nie twierdzę, że to są sympatie Waszej Ekscelencji. Analogicznie może mi Wasza Ekscelencja wierzyć, że zaangażowanie się w politykę nie było wynikiem mojej sympatii dla tego pomysłu i osobiście serdecznie tego żałuję, ale w tych okolicznościach zapewne po raz kolejny zrobiłbym to samo. Tak czy inaczej chodziło mi o to, że to chyba Wasza Ekscelencja jako pierwszy wspomniał o tej możliwości na forum. Jeżeli nie, to przepraszam i proszę o sprostowanie.
ghardin pisze:Zawsze byłem i wciąż jestem zwolennikiem Dreamlandu jako federacji wysoce autonomicznych prowincji. Rzecz w tym, że większym jestem zwolennikiem - Dreamlandu. W obecnym kształcie prowincje nie są w stanie zapewnić mieszkańcom dostatecznej ilości życia, by zainteresować, zaktywizować czy choćby dłużej zatrzymać. Przejmowanie z barków prowincji kolejnych obowiązków przez władze centralne nie przekłada się na większy rozwój lokalny czy zadbanie o nowych obywateli. Wyczerpali się ludzie, wyczerpała się formuła. Łączenie prowincji uważam za krok drastyczny, ale konieczny - inaczej już wkrótce nie będzie nawet czego i po co łączyć.
To dla mnie brzmi właśnie jak argumentacja na rzecz państwa unitarnego.
ghardin pisze:Oczywiście, że liczymy na aktywność dotychczasowej kadry prowincji w nowym układzie - wierzymy, że są to ludzie odpowiedzialni, którym zależy na istnieniu i rozwoju Królestwa. Wierzymy, że łącząc swoje siły będą w stanie zrobić więcej, niż osobno dublując swoje wysiłki. Wierzymy wreszcie, że dobro Dreamlandu przeważy prywatne ambicje. Czy to naiwna wiara?
No właśnie, to jest chyba sedno i dobrze, że w końcu do niego dotarliśmy. Całą reforma opiera się na założeniu poczucia obowiązku tych nielicznych namiestników, którzy jeszcze coś robią. Wasza Ekscelencja raczył był stwierdzić swego czasu (nie będzie to dokładny cytat, ale sens), że elity też mają prawo do przyjemności. Słowa padły w nieco innych okolicznościach i przy zupełnie innym układzie osobowym gorącej debaty. Obawiam się po prostu, że sposób przeprowadzenia Waszej reformy spowoduje, że stracicie nawet tych, którzy starają się mimo wszystko pracować dla Królestwa. Dlatego taki nacisk kładę na element dobrowolności, de facto potrzebę akceptacji takiego połączenia przez bezpośrednio zainteresowanych. Dekretując coś na siłę, możemy stracić nawet tych nielicznych. Straciliśmy kilka osób przy okazji przenosin na forum. Dostaliśmy kogoś w zamian? Jeżeli się nie mylę, to nie. Boję się, że analogicznie może się stać przy kolejnej w ten sposób wprowadzanej modyfikacji. Nawet jeżeli ta Wasza reforma miałaby przynieść nie wiadomo jakie korzyści za 6 – 10 miesięcy, to może się okazać, że po prostu nie będzie miał kto fizycznie zrealizować tej reformy w jej najtrudniejszym, początkowym okresie. Przyzna przecież Wasza Ekscelencja, że jeżeli owe np. strony wykonane dla nowych regionów z ramienia administracji federalnej, miałyby wyglądać tak jak obecna strona Rządu JKM, to nie należy wróżyć nowym regionom wielkiej kariery…
ghardin pisze:Oczywiście możemy zająć się (również) tym sami - ja bardzo chętnie wróciłbym do działań w skali lokalnej, do prowincji. Czy jednak wówczas WKW przejmie utrzymanie i rozbudowę systemów Królestwa oraz pozostałe zadania KSI? Będę wielce zobowiązany

Obawiam się, że jeżeli w tej formie przymusu będziecie realizować reformę może okazać się, że nie będzie miał Wasza Ekscelencja innej alternatywy aniżeli albo objąć oba pola działalności (nowy region + KSI), albo z rozżaleniem stwierdzić, że dziękuje za udział w Królestwie w ogóle, ale nie jest w stanie odpowiedzialnie zobowiązać się do dalszej aktywności w Królestwie. I to byłaby dopiero prawdziwa tragedia. Znacznie większa aniżeli nawet strasząca strona Rządu JKM czy jednej z Prowincji.
ghardin pisze:Podsumowując: Nie wiem, dlaczego WKW i DPM próbuje zantagonizować społeczeństwo i władze centralne, dlaczego przedstawia projekt rządowy w kategoriach zamachu na wolność i niepodległość. Celem Rządu jest uratowanie Dreamlandu przed ostatecznym krachem aktywności, przed stanem agonalnym - wegetacją przy stopniowym wymieraniu ostatnich kadr. Co jest celem DPM?
Dopilnowanie Rządu JKM, by w swoich działaniach nie zapomniał o tym, że nawet najlepszy plan może okazać się zabójczy, jeżeli nie będzie miał go kto zrealizować, oraz że państwo wirtualne tym przede wszystkim różni się od realnego, że nie ma żadnego efektywnego środka przymusu i pewien poziom ogólnego konsensusu jest po prostu niezbędny. Skoro zaczęliście analizować sprawę pod tym kątem, to już odnieśliśmy mały sukces, m.zd. leżący w interesie całego Królestwa. Jak wprost wynika z naszego programu, za szczególnie szkodliwe uznajemy nie tyle same zmiany w prowincjach, co próbę ich przymusowego wprowadzenia, bez jakiegokolwiek wypróbowania skuteczności.