Problem tkwi w tym, że jeżeli raz damy "szansę" na stworzenie jakiegoś lądu (Aryun sam w sobie niech se żyje, skoro ten żywot i tak jest marny) to niedługo powstanie mikroświatowy sektor w formie gigantycznego śmietnika.
Jakiś ,,śmietnik" zawsze będzie istniał. Nie da się tego zjawiska wyeliminować. Z tym jest jak z narkomanią. Poprzez jej zakazanie nie da się jej zwalczyć.
Proszę mnie nie zmuszać do wskazania wolnych i uznanych terenów Mikroświata. W jakim celu tworzyć nowe, które z czasem odwiedzane będą jedynie przez zagubionych żeglarzy?
Zapomina WE, że mikroświat jest wolny, więc wymaga liberalnego podejścia. Jeśli yoyonacja upadnie, to jest jej sprawa. Nikt inny na tym nie ucierpi, natomiast jeśli założyciele yoyonacji będą uparcie trzymać swój twór przy życiu, to jest minimalna szansa na ,,wyrobienie" jakiegoś poważniejszego charakteru.
Wszystkie moje wypowiedzi w tym temacie mają charakter prywatny. Przypomnę, że w chwili obecnej nie reprezentuję żadnych władz Królestwa Dreamlandu.
Oczywiście, że mają charakter prywatny. Jednak prywatne opinie mają duży wpływ na świat, a jako postać znana raczej na Polinie, ma WE pewien udział w kształtowaniu opinii innych mikronautów, a pośrednio mikronacji.
W tej wypowiedzi nie podoba mi się także fakt porównywania Aryunu do ZSKHiW. Oba te państwa działają w zupełnie inny sposób.
Największe różnice to te klimatyczne. Proszę wskazać różnice, które ma WE na myśli.
Prawdę mówiąc nie rozumiem takiej determinacji w uznawaniu wszystkiego, co się rusza.
Za to ja nie rozumiem determinacji w utrudnianiu działania yoyonacjom. Nie jestem za uznaniem żadnej yoyonacji, a za pozostawieniem yoyonacji samych sobie. Za ich zignorowaniem.
O ile Aryun stworzony został przez grupę ludzi (jest ich tam teraz trzech? czterech?), to o tym tworze zwanym Tirimudzi wiem tylko tyle, że składa się z jednej osobistości. Wydaje mi się, że tego typu yoyonacje powinno się wykluczyć już na wstępie. Niczego dobrego nie wniosą.
Jak już mówiłem, najlepiej takie twory ignorować. Bardzo prawdopodobne, że nie wniosą nic nowego, co nie zmienia faktu, że minimalne przynajmniej prawdopodobieństwo jest. Jeśli yoyonacja będzie pozostawiona na pastwę losu, czas pokaże czy może coś wnieść ale z pewnością nie wniesie nic, jeśli się ją ograniczy.
Tak jak wspomniałem wyżej, sytuacja nie byłaby o tyle tragiczna, jakby podjęto starania o przejęcie istniejących już regionów.
Wtedy sytuacja byłaby o wiele gorsza. Jeśli uważa WE, że yoyonacje łamią porządek v-świata, to lepiej żeby funkcjonowały na jakimś swoim kontynencie, izolując się tym samym od reszty, niż żeby poważniejsze mikronacje musiały się z takimi yoyonacjami użerać.
Na koniec chciałbym zapewnić, iż jeżeli powstanie Kontynent Południowy, stworzę nową yoyonację, która zajmie ląd większy od znanego nam dotychczas Mikroświata. Tesz chcem być klulem, kto mi teho saproni?
Nikt nie zabroni. Nikt nie utrudni. Jak już mówiłem, mikronacje prymitywne itd. szkodzą tylko sobie, jeśli nie próbują wpływać na mikronacje poważne, a nowy kontynent to jawny pokaz chęci częściowego odizolowania się, co, powtarzam po raz n-ty, działa na korzyść pozostałych.
PS: Królestwa Aryunu, mimo wszystko, nie określałbym yoyonacją.