Panowie, idąc tym tropem wszyscy powinniśmy prewencyjnie przenieść się do szalupy ratunkowej i z oddali obserwować, jak nam przybywa tych 40-50 obywateli. Tylko gdzie ich przybędzie? W dwóch smutnych prowincjach z pozamykanymi miastami? Ze stronami internetowymi pozamienianymi na wizytówki? Lewitujemy w kierunku pogardzanych forumnacji.
Postulat zredukowania liczby prowincji pojawił się w 2010 r. Chodziło o ograniczenie liczby etatów do obsadzenia. Zamiast pięciu namiestników miało być 2-3. Później pojawił się postulat zmniejszenia liczby miast. Postulat z jednej strony racjonalny - bo 30 miast na 25 obywateli to lekka przesada; z drugiej zaś - lekko populistyczny, bo akurat większość miast nie posiadała i nie posiada burmistrza, więc cięcie etatów nie dałoby nam literalnie nic. Nie mówiąc już o tym, że robota burmistrza to czysta przyjemność i jeden z powodów, dla których w ogóle warto pojawić się w mikronacji.
Mając to wszystko na uwadze, proszę ocenić osiągnięte efekty. Mamy Zjednoczone Księstwo Furlandii i Luindoru. Mniej etatów? Nic podobnego. Mamy, jak dawniej, Namiestnika Koronnego, mamy dodatkowo dwóch Komesów stojących na czele palatynatów - Furlandii i Luindoru. Zmienił się szyld, istota nie uległa zmianie. Prowincja ruszyła z miejsca nie dzięki terytorialno-ustrojowej żonglerce, lecz dzięki zaangażowaniu kilku błyskotliwych obywateli - samego Księcia, Daniły wicehrabiego de la Vegi, margrabiego Steda czy wreszcie Mackenzie baronowej Gordon-Allen, która sama jest przecież burmistrzem weblandzkiego Elsynoru, ale zaangażowała się tam, gdzie coś się dzieje. Gdzie ktoś ma pomysł na działanie, jest jakaś wizja, ruch, życie.
Morland, Webland i Surmala również próbowały takiego aliansu. Polecam lekturę tego
wątku. Dramat. Dzisiaj nie dzieje się lepiej - Namiestnik integruje się
de facto z samym sobą. "Integracja" polega na zamykaniu miast i utworzeniu wspólnego skarbu dla całego regionu. Jakie realne problemy mieszkańców trzech prowincji zostaną w ten sposób rozwiązane? Przecież do tej pory te prowincje nawet nie ubiegały się o środki ze Skarbu Królestwa. Podejrzewam, że nowi obywatele będą odtąd mieli jeszcze mniej punktów zaczepienia. Wspólny Namiestnik dwóch-trzech prowincji nie jest w stanie skupić się na żadnej, a obywatel, widząc skansen i tygodniami czekając na odpowiedź na maila, przejdzie raczej na służbę sąsiedniego pryncypała. Lub w ogóle opuści Królestwo. Co się stało z naszym Weblandem - najludniejszą kiedyś prowincją? Z najnowocześniejszą stroną internetową?
Prowincje powinny ze sobą konkurować, a nie współpracować, skoro w praktyce oznacza to jedynie likwidacje czego się da. Konkurować o mieszkańców, kusić możliwością zatrudnienia, przyciągać aktywnością swoich namiestników. Tak, jak to miało miejsce kilka ładnych lat temu, gdy namiestnicy skakali sobie do oczu, bijąc się nawet o kolejność wyświetlania nazw prowincji na stronie głównej. Wszystko miało znaczenie w wyścigu po nowych mieszkańców. W tym sensie dzisiejsze hasło "współpracy" oznacza dla mnie zgodę na uśmiercenie tych prowincji. I to wszystko przy równolegle zgłaszanych postulatach decentralizacji!
Trzeba również, wzorem Zjednoczonego Księstwa, wykorzystać instytucję nadań ziemskich.