Nie jest to łatwe. Pierwszym problemem jest to, że mijająca kadencja daje mi zarówno powody do zadowolenia, jak i rozczarowania – przy czym od razu zaznaczam, że jako Premier to ja ponoszę odpowiedzialność za całokształt i rozczarowanie nie odnosi się do nikogo personalnie, lecz do mojego Rządu jako instytucji państwowej.
Niemniej, duży problem tego postu stanowiło to, czy zacząć od porażek, czy na nich skończyć. W obu przypadkach pada podejrzenie, że celowo manipuluje czytelnikiem, czego akurat nie chcę robić. Żeby nie tworzyć fałszywej skromności zacznę więc od sukcesów.
Zacząć trzeba od tego, że Dreamland powstał niczym feniks z popiołów. Oczywiście nie sposób twierdzić, że to dzięki mojemu gabinetowi, ale po pierwsze udało nam się tego nie zepsuć – co jak uczy historia mikroświata samo w sobie jest już osiągnięciem. Po drugie, udało się nam ten proces wspierać różnymi drobnymi działaniami.
I teraz już pozwolę sobie przejść do konkretnych działań rządu, które poczytuję za sukces.
Niezastąpiony Minister Spraw Wewnętrznych w osobie mojego wnuka – JKW Macieja II – ogarnął nasze forum. Mam nadzieję, że wszyscy mają poczucie, że ktoś się faktycznie tym forum opiekuje. A podkreślić należy, że jest to nasza główna infrastruktura – także ten akapit jest bardzo krótki, ale to faktycznie duży sukces.
Jeśli chodzi o resort Ministerstwa Spraw Zagranicznych, nad którym czuwa hrabia Baldwin – wielokrotnie już pisałem, że problemem tego resortu jest to, że nie o wszystkim można pisać wprost. Uczynię więc to w sposób taki, żeby przekazać jak najszerszą wizję, ale jednak interesu nie naruszyć. Największym wydarzeniem niewątpliwie była moja wizyta w Księstwie Sarmacji i podpisanie stosownego traktatu.
I o tym muszę się wypowiedzieć szerzej, zwłaszcza że minęło już trochę czasu i pewne rzeczy wypada już powiedzieć – a dostrzegam zaskakująco dużo zdań krytycznych. Jeśli chodzi o cele tego przedsięwzięcia. Podstawowym było oczywiście zaistnienie na arenie międzynarodowej i zapewnienie nam w ten sposób nowego otwarcia, każdy kto śledzi v-świat wie, że to się nam udało. Drugi cel, to oczywiście klasycznie uregulowanie kwestii Awary Płd., która w następstwie tego traktatu (a także innych zakulisowych działań) jest uznawana przez cały mikroświat za nasze terytorium. Trzeci cel, to faktyczne nawiązanie relacji z Sarmacją i docelowe tworzenie wspólnych przedsięwzięć. Proszę zauważyć, że jest to chyba jedyny kraj, który jest w stanie skutecznie pozyskiwać nowych mieszkańców i ich zagospodarowywać. Głupotą byłoby więc nie utrzymywać z nim relacji.
Oprócz traktatu, była również moja wizyta w Sarmacji, która spotkała się również z negatywnymi komentarzami. Świetnie się bawiłem i to już samo w sobie przesądza, że miało to sens. Natomiast, co do zarzutów, że to my pojechaliśmy się prosić, obniżyliśmy swoją rangę itd. – zwracam uwagę, że do Sarmacji nie pojechał JKM Tannegard, tylko moja skromna osoba, działająca w upoważnieniu Króla, w dodatku jak ktoś nie śledzi Sarmacji, to raczej byłem tam persona non grata. W istocie więc to my działaliśmy przez pełnomocnika, a Sarmaci przez sam majestat władcy. Po drugie, na co tak szerokiej uwagi nie zwrócono, dzięki wizycie doszło do złożenia kwiatów pod pomnikiem Bohaterów Teutońskiego Maja.
Abstrahując już od tego, że sprawiło mi to przyjemność jako Teutończykowi – ten pomysł sięga dalej. Po upadku Teutonii, Teutończycy rozpierzchli się częściowo poza Internet, a częściowo po całym mikroświecie. Co jakiś czas próbują reaktywować Teutonię, ale wszyscy wiemy dlaczego to się nie może udać. Są więc to nasi potencjalni obywatel, zwłaszcza, że z wielu względów Dreamland może stać się naturalnym spadkobiercą (kustoszem?) upadłej Teutonii. Dodatkowo kto dobrze zna wspólną historię Teutonii i Sarmacji dostrzegł pewnie różne smaczki, a takie rzeczy tu lubimy.
W konsekwencji opisywanego wyżej nowego otwarcia nawiązaliśmy różne nieformalne relacje z interesującymi nas krajami. Docelowo zmierzać to będzie oczywiście ku większej formalizacji oraz wspólnym wydarzeniom – przy czym, nie interesuje nas model inkorporacyjny na modłę sarmacką. Kto ma do nas trafić do nas trafi prędzej czy później, a na arenie międzynarodowej potrzebujemy raczej wspólnego frontu kulturowego.
Dalej – Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pod opieką JKW Alfreda de Ebruza. Jest to resort, który i realnie i wirtualnie zazwyczaj nie nie wydaje się zbyt spektakularny, nawet gdy dużo się dzieje. Jeśli chodzi o gołym okiem widoczne rzeczy to aktualizacja i tunning strony głównej, reaktywacja Biblioteki im. św. Róży. Dalsze owoce będą się pewnie objawiać stopniowo.
Resort Bezpieczeństwa Narodowego i Religii działający pod kierunkiem mojego syna JKW Aleksandra pozornie nic nie zrobił, natomiast proszę zwrócić uwagę, że na pierwszym miejscu jego obowiązków ustaliłem prowadzenie i zwierzchność nad służbami specjalnymi. I nie był to mikronacyjny dowcip. Od zawsze uważałem, że każdy szanujący się v-kraj takowe służby musi mieć. JKW Aleksander stanowił nieocenioną pomoc w niektórych działaniach dyplomatycznych. Na biegu mamy też dalsze pomysły, które mam nadzieję zostaną zrealizowane.
No i Ministerstwo Transportu i Technologii. Cóż, pozwoli płynnie przejść do niepowodzeń Rządu. Jego działania niestety nie były zgodne z oczekiwaniami moimi, ani też Ministra bar. Moskwicza. Miało być dużo narracji, wyszło tylko trochę. Ale tak to już w wirtualu bywa.
A jeśli chodzi o faktyczne rozczarowania tej kadencji. Każdy widzi, że straciliśmy impet zarówno jako kraj, jak i jako rząd. Jest w tym niemało mojej winy, ale uczciwie się przyznam, w końcu doprowadziłem realnie do stanu, gdzie większość problemów jest rozwiązanych, więc mogę się relaksować czytając pół dnia książkę na łonie przyrody, albo chodząc po górach. Stąd moje mniejsze zaangażowanie, natomiast proszę się nie martwić, prędzej czy później znowu coś się wysra i będę więcej czasu spędzać tutaj
Straciliśmy również impet w polityce zagranicznej. Jak już pisałem są różne nieformalne relacje, projekty traktatów, ale o ile przez pierwszą połowę kadencji korpus dyplomatyczny miał szczęście do bardzo aktywnych członków, o tyle w drugiej połowie stało się wręcz odwrotnie. Kilka projektów jest prawie gotowych, ale brakło po prostu czasu.
Dalej, forum jest ogarnięte, ale projekty różnych dalej idących usprawnień (odznaczenia, dziennik praw) są rozgrzebane. Nie udało się póki co również reaktywować Uniwersytetu, a wypadałoby takowy mieć. Planowałem też pewne zabawy legislacyjnie, ale ostatecznie brakło mi po prostu weny. No i największe rozczarowanie. Minister JKW Aleksander nadal nie wygrał z wiadomymi siłami bitwy o dreamlandzki cukier.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że aktualny spadek aktywności jest przejściowy, a także że kolejny rząd – niezależnie kto zostanie Premierem – będzie kontynuować rozpoczęta projekty.
I na koniec mam jeszcze jedną refleksję. Poprzednią kadencję kończyłem w lutym z poczuciem silnego zmęczenia w negatywnym znaczeniu. Kraj był w rozkładzie, nie było jak tego pociągnąć, wszelki wysiłek szedł jak krew w piach. Tym razem również czuję zmęczenie, ale w pozytywnym sensie – wiele rzeczy udało się nam zrealizować, widoczne są namacalne efekty. Mam nadzieję, że i Państwu się podobało.