Strona 1 z 1

[SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 22 kwie 2025, 08:28
autor: karol flibustier
Bom dia, senhores!
Przeglądając nasz flagowy publikator, to faktycznie zajmują się tam redaktorzy wszystkim w wycinku mikronacji. Od jakże ważnego humoru, po całkiem poważne sprawy, jak obostrzenia na komunikatorach, czy przewroty pałacowe. Powieść nowalska, no tak, taki projekt był swego czasu robiony na podkreślenie historyczności Nowalu i wymarłego plemienia Istów zamieszkujących Wyspę Nowalską. Czy jednak warto napisać opowieść o współczesności mikronacyjnej? Hmm, zagwozdka, bo to wcale nie jest łatwy temat. Czytam sobie właśnie pracę magisterską Grzenkowicza (oczywiście, że pisał ją o mikro) i widzę, że temat jest raczej dokumentalny, niż dla literatury pięknej! Co sądzicie o tym, warto napisać coś? I czy ktoś to w ogóle będzie czytał?
Obrazek

Re: [SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 24 kwie 2025, 23:37
autor: Wojciech Bombina
Po latach spędzonych w mikronacji odnoszę wrażenie, że bardziej w temacie życia sporej części mikronautów jest np. Głośnik w głowie wyd. Czarne. :).

Re: [SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 26 kwie 2025, 02:40
autor: karol flibustier
Taak, to trwanie mikronautów przy swoich mikronacjach jest czymś bardzo interesującym.

Re: [SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 1 maja 2025, 20:25
autor: Edward Ebruz
karol flibustier pisze: 22 kwie 2025, 08:28 Co sądzicie o tym, warto napisać coś? I czy ktoś to w ogóle będzie czytał?
Jestem świeżo po lekturze, choć książka musiała swoje odczekać na kopczyku. Może później pokuszę się w innym mejscu o jakąś bardziej precyzyjną recenzję, ale w tym miejscu podzielę się pierwszymi wrażeniami (i zastrzeżeniami).

Pierwsze odczucie? Nie był to dobrze zainwestowany czas. O ile zdołałem przezwyciężyć wstępne rozczarowanie skromnym doborem materiału (mikronacje nieinternetowe), tak poległem w starciu z wysilonym entuzjazmem i językową płycizną. Rzecz nie broni się również metodologicznie. Zaczyna się niewinnie, od skromnej definicji fenomenu: zamiast o mikronacjach, autor woli mówić o tytułowych „tycipaństwach”. Jak przekonuje, „bynajmniej nie dlatego, że są godne pożałowania, nie — to dlatego, że te historie są jak z bajek”. W tym ujęciu „tycipaństwa” to właściwie temat-samograj, kolejne rozdziały właściwie piszą się same — objeżdżasz lub obdzwaniasz najróżniejszych poczciwców, którzy przepasają się wstęgami z papieru toaletowego i odgrywają rolę garażowego księcia, na ogół anarchizującego idealisty, któremu znudziło się płacenie podatków lub zapragnął założyć prywatne („pirackie”) radio, ale nie miał ochoty, środków lub umiejętności, by skutecznie boksować się z państwowym regulatorem.

Z naszej — wirtualnej — perspektywy (umiarkowanie) ciekawie robi się dopiero w końcowych partiach książki, gdzie autor na krótką chwilę odpuścił wizytowanie garażowców i poświęcił literalnie kilka zdań „mikronacjom, które istnieją głównie jako encyklopedyczne wpisy”, jak nazywa uniwersum MicroWiki. Jest to jednocześnie najsłabsza, najbardziej naiwna część tej narracji; z sobie tylko znanych powodów autor postanowił wprowadzić roboczą typologię mikronacji, co dało groteskowy efekt w postaci podziału na państwa „pacyfistyczne” i „ekstremistyczne” (w sensie: sprofilowane ideowo, raz na prawo, raz na lewo, na ogół jednak nie traktujące swej politycznej agendy na serio).

Skracając wywód: prawdopodobnie 90% mikronacji internetowych autor uznałby za ekstremistyczne. A te wywołują u młodego reportażysty z trudem ukrywane zgorszenie, ale poświęca im 3-4 akapity, w których tropi odwołania do „Manifestu komunistycznego” w konstytucji Unii Południowolondyńskich Socjalistycznych Republik Radzieckich czy motywy nordyckie w ikonografii państwa o nazwie Aryana, którą nazywa „mikropaństwem neonazistowskim”. Nawiasem mówiąc ciekaw jestem, jak zareagowałby po pobieżnej lekturze zawartości stron Ciprofloksji czy Wandystanu lub jakie miałby odczucia po wizycie w galerii penisów (Aleksander) czy dup (Kaufman). Być może eksplodowałaby mu głowa od nadmiaru nieprzyjemnych bodźców.

I właściwie ta głowa niemal autorowi eksplodowała, gdy trafił na ślad istniejącej przed laty na terenie pewnego zamku w Republice Czeskiej „mikronacji” — nie jestem pewien, dlaczego uparł się, by używać akurat tego pojęcia — gdzie lokalny Janusz biznesu, skazany później na karę więzienia, otworzył komercyjny przybytek dla społeczności BDSM, w którym mężczyźni dobrowolnie wchodzili w rolę „niewolników” na usługach wizytujących zamek kobiet-domin. Autor do tych Czech pojechał z rodzicami jako turysta, zamku od środka nie obejrzał i właściwie niewiele na miejscu zobaczył, ale w drodze powrotnej pozwolił sobie na swobodny strumień świadomości, który trafił do książki: „[…]co to za pomysł, żeby tworzyć państwo, gdzie mężczyźni są niewolnikami? Gdzie mężczyzn można bić, wykorzystywać seksualnie, poniżać, zmuszać do pracy za siebie i za to nie odpowiadać. Gdzie mężczyzna nie ma szansy zostać głową państwa – bo nie. Gdzie mężczyzna staje się własnością kobiety. Przecież to jakiś absurd” [s. 218]

Absurd? Bo ja wiem?

Finalnie autor przekonuje, że „mikronacje ekstremistyczne rozpadają się szybko, bo nie mają racji bytu. Nie osiągają też nigdy dużej popularności”. Bardzo możliwe, choć chyba dobór przykładów był tu dość tendencyjny. Co innego jednak mikronacje „pacyfistyczne”. Te, według zapewnień autora, „odnoszą spektakularne sukcesy”. Jako przykład podaje hipisowski squat w bezprawnie zajętym budynku na pograniczu libańsko-izraelskim, który w 1970 roku został przez swojego lokatora przemianowany na „państwo” (anihilowane przez kierowców buldożera, którzy przygotowywali grunt pod nowy kurort). Gdybyście czuli się rozczarowani tym przykładem, autor dorzuca z marszu hipisowską Nutopię Johna Lennona.

Na koniec wisienka na torcie. Kolejna porcja rozważań z poziomu meta: „czy Państwo Islamskie było mikronacją?”. Po krótkim zmaganiu z samym sobą, autor dochodzi do ostrożnego wniosku: raczej „nie”, chyba że wtedy, „kiedy było jeszcze tylko planowane, kiedy nie miało własnych ziem”.

W okładkowym blurbie Ziemowit Szczerek chwali książkę za „punkowość” i „pasję”. Ani jednego, ani drugiego niestety nie wyczułem. Widzę tu raczej naskórkowo potraktowany temat, zgrabną kompilację anegdotek i faktów skądinąd już znanych, wzbogaconą o wątek osobistych peregrynacji autora. Plusem tej publikacji jest jednak prezentacja mikronacyjnego uniwersum w innym niż naukowy kontekście — bo ten jest nam już znany choćby z publikacji mikronautów realizujących się akademicko w świecie realnym. Wstępna kwerenda i zmysł obserwacyjny okazały się jednak niewystarczające — a może zawiodły tu przyjęte założenia definicyjne? — i nie uchroniły autora przed ryzykownym zredukowaniem (zbanalizowaniem?) fenomenu. Projekt mikronacyjny nie sprowadza się do celebracji hipisowskiego idealizmu i garażowo-knajpianego anarchizmu z latach 70-90. w duchu Lennona i tęsknot za lepszym światem (wolnym od X, Y czy Z), lecz kontynuowany i rozwijany jest m.in. w środowisku internetowym, w którym nie tyle ewoluował, co wręcz przeszedł popromienną mutację. I tu widziałbym przestrzeń na część drugą. Prawdziwie punkową.

Re: [SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 2 maja 2025, 11:36
autor: karol flibustier
Dobra analiza. Powstałą później po tej książce na obrazku pracę magisterską na temat mikronacyjny postaram się wrzucić do archiwów SOKN Webpress,

Re: [SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 3 maja 2025, 11:01
autor: karol flibustier
Mo wreszcie udało się ogarnąć temat i praca magisterska, chronologicznie późniejsza od książki z widoczną okładką, też trafiła na łamy Webpressu https://sokn.wordpress.com/2025/05/03/m ... t-studiow/

Re: [SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 14 maja 2025, 23:04
autor: Karolina Aleksandra
Wymieniłam jakiś czas temu kilka słów z autorem tej książki o tym, czy nie chciałby więcej uwagi poświęcić mikronacjom w znaczeniu, które jest nam bliższe. Wspomniał że być może pokusiłby się o drugi tom poświęcony im, ale minęło już kilka lat i tego nie widać, więc chyba nic się z tego nie wykluje. Trzeba coś samemu napisać.

Re: [SOKN Webpress] przy porannej kawie

: 15 maja 2025, 05:01
autor: karol flibustier
W sumie, to przyglądam się tematowi, ale do tego jeszcze w głowie musi pojawić się cichutki głos mówiący, to robi np. Karolina Aleksandra, a tak reaguje na to Edward Ebruz, co związane jest z udziałem Grzegorza Ii ... przykładowa historia narracji. ;) Druga opcja, to praca źródłowa - czyli Platonowicz napisał to, Chamberlain uznał to za ..., a Windsor w ogóle odrzucił ..., kolejny wzorzec do akceptacji formy! ;)
Tyle warsztatu. A czy dojdzie coś do skutku, no na pewno nie w formie Grzenkowicza, bo on jest po prawdzie dokumentalistą.