Casimir de Viries pisze:
Po pierwsze, sama przyzwoitość nakazuje unikać stawiania znaku równości między światem wirtualnym, a światem realnym, czy między osobą kreatora, a postacią przez niego w Mikroświecie kreowaną. Jeden człowiek wyskakuje nagle ze swoimi realnymi danymi w Mikroświecie, albo z propozycją użycia innej łyżki, bo czosnek się z czekoladą niedostatecznie jeszcze zmieszał. To samo w sobie nie jest jeszcze aż takie groźne. Ale potem smaruję powstałą mieszaniną innych ludzi, bo nie potrafi odróżnić osoby kreatora od postaci przez niego kreowanej. Niektórym nudzą się postacie wirtualne i wtedy sięgają "z ciekawości" do osoby realnego kreatora, aby z tą osobą się "lepiej zapoznać". Takie zjawisko obserwujemy obecnie w Dreamlandzie i całym Mikroświecie nieustannie, mimo, że wiele osób sobie być obiektem smarowania nie życzy. Mikronacje zostały stworzone niejako w celu bycia ciekawą odskocznią od szarej realnej rzeczywistości, a niektórzy starają się doprowadzić do ścisłego połączenia tych dwóch światów.
Po drugie, niekiedy jakaś osoba za dużo o realnym sobie niewłaściwym osobom ujawni czy zbytnio się "zdewirtualizuje" (takie ładne sformułowanie z Micropedii), a potem usiłuje to cofnąć, lecz nic w internecie nie ginie. Tak się stało między innymi z pewną osobą z Rzeszy Sarmackiej, tak się stało z pewną osobą z Królestwa Hassenlandzkiego, tak się też stało z wieloma osobami dziś Dreamland zamieszkującymi. Owszem, to ich sprawa, tylko niech potem nie wyrzekają się tego, że zbyt dużo czosnku z czekoladą zjedli i tą mieszaniną innych osób niech nie karmią. Zacieranie się granicy między światami do niebezpieczny proces i nie należy dążyć do jego powielania.[/justify]
Mówiłem że będzie zabawnie. Akrobatyczne porównania normalnej praktyki (ludzie oddają się jakiejś aktywności wespół z innymi ludźmi w internecie, zapoznają się bliżej i czasem przenoszą tę znajomość na stopę realną) z kulinariami. Zakładanie że bycie odskocznią musi oznaczać udawanie (na poważnie), że
real nie istnieje. Stawianie znaku równości pomiędzy jakimikolwiek kontaktami, a zwykłą niedojrzałością/złośliwością/chamstwem które czasem się w takich sytuacjach ujawniają.
Na litość Wandy. Nie każdy musi lubić ludzi, lubić ich poznawać i lubić się z nimi spotykać. Pewnie gdyby to było obowiązkowym elementem, sam bym nigdy się w mikronacje nie zaczął bawić, zwłaszcza że zaczynałem w wieku lat czternastu. Ale pusty śmiech bierze jak się widzi dorabianie do tego jakichś głębokich uzasadnień i przedstawianie własnej niechęci jako wytycznych arbitra smaku i elegancji („przyzwoitość nakazuje”), czy wręcz jako prorocze napomnienia („niebezpieczny proces”, „nie należy dążyć”).