Wasza Królewska Mość,
Lordowie Senatorowie,
projekt JKW Pavla Svobody jest projektem na czasy kryzysu. Widać w nim ciągły strach i obawy, że wszystkie organy władzy mogą być niepowoływane, a jeśli tak się stanie, to zawsze ma interweniować biedny król, który oczywiście wszystkim się zajmie i wszystko załatwi.
Lordowie senatorowie, proszę was o jedno: nie róbmy mu już więcej krzywdy, tak jak robiliśmy to JKW Marcinowi Mikołajowi. Jego panowanie cechowało zwijanie się władzy, aż został w zasadzie sam król, który na końcu z bezsilności po prostu abdykował. Nowy król ma odwrócić to zwijanie interesu i zapewnić
samozapełnianie się urzędów władzy. Więc przestańcie się na niego ciągle oglądać. Samodzielnie on niczego nie załatwi, sam nie zapełni wakatów, sam nie przeprowadzi wyborów, itp. Dlatego też poprawka Svobody, która odwołuje się ciągle do króla, który jakoś zasypie dziury w administracji jest zła. Ona nie ma perspektywy. Ona nie patrzy w przyszłość Królestwa liczącego kilkukrotnie więcej aktywnych obywateli niż jest dziś. Wbrew temu co mówi Albon ludzie chcą rządzić i chcą się bawić w humanistów i prawników. Wbrew temu co twierdzą Marcin Mikołaj i Pavel Svoboda ludzie chcą polityki! Trzeba ich po prostu odnaleźć, a zauważcie, że w krótkim czasie po objęciu tronu JKM Edward II zajrzał poza Mikroświat i sprowadził nowych ludzi, których potrzeby są inne, niż te, które sami im przypisujecie. Dowodem tego jest Albon poturbowany przez młodych obywateli za swoje dziwaczne tezy, które nie mają poparcia w rzeczywistości. Nie mówcie ciągle, że czegoś nie można zrobić, że nie można przeprowadzić wyborów, że nie można powołać Parlamentu, itd. Kiedy tak twierdzicie, mówicie tylko tyle, że sami tego nie chcecie i nie możecie zrobić, ale nie, że wcale się nie da. Po prostu nie da się z wami.
Dlatego też uważam, że należy myśleć perspektywicznie, umożliwiać powstawanie i samoorganizowanie się organów autonomicznych, atrakcyjnych, zdolnych wpływać na losy państwa. Król ma zapewniać ciągłość władzy, być aktywnym graczem na scenie politycznej, gdyż model marcinowski zawiódł jak widzieliście na całej linii. Jednocześnie król nie może dawać powodów społeczeństwu do tego, aby ono (mimowolnie nawet) odpychało od siebie obowiązki względem państwa, a to proponuje poprawka Svobody, w której ja widzę takie motto: "gdyby mi się nie chciało niech król się wszystkim zajmie", przy czym JKW Pavel Svoboda mówi to za siebie, nie mówi tego jako aktywny działacz społeczny i polityczny czy gibki młodzik. Mówi jako stary, zmęczony i powolny emeryt, który chce mieć pewność, że król się wszystkim zajmie, gdy normalny tryb konstytucyjny trafi szlag.
Poprawka Svobody do Konstytucji nie nadaje jej dodatkowych walorów aktywnego ustroju i pola do popisu. Jest wręcz przeciwnie. Wszędzie bije po oczach król, król, król. To błąd, błąd, i jeszcze raz błąd.
Przejdę do skomentowania porównania dokonanego przez JKW Svobodę.
Pavel Svoboda pisze:Mój projekt pozostaje przy tradycyjnej nazwie Prowincji, projekty JKM i Daniela von Witta wprowadzają w ich miejsce baliwaty. Sama organizacja terytorialna we wszystkich projektach pozostaje zasadniczo taka sama.
Nazwy podstawowych jednostek podziału administracyjnego kraju proponowane w projektach "dworskich" odnoszą się do narracji kulturowej. Prowincje nie są i nigdy nie były jednostkami terenowymi władzy centralnej, a tylko władzy królewskiej. To właśnie podkreśla się w Karcie. Pomijam tu oczywiście fakt, że nazwa jednostki podziału terytorialnego nie występowała nigdy w nazwie własnej danej jednostki, więc patrząc na sprawę w ten sposób jest bez znaczenia, jak określa się te jednostki. Ale podkreślę: ma to znaczenie od strony kultury.
Pavel Svoboda pisze:Projekty JKM i Daniela von Witta znoszą prawo Parlamentu i grupy 3 obywateli do składania wniosku o referendum. Wnioski nadal oczywiście będzie można składać, jednak Król nie będzie zobowiązany na ich podstawie rozpisać referendum. Mój projekt (tj. pozostanie przy obowiązujących zapisach) gwarantuje więc więcej demokracji, zachowując dla Narodu prawo do wnioskowania o referendum, którego Król nie może zablokować.
Projekty dworskie nie znoszą tego prawa, a jedynie nie określają mechaniki zarządzania referendum, co określi ustawa.
Pavel Svoboda pisze:Projekt Daniela von Witta zakłada Parlament wybierany na trzymiesięczną kadencję. (...)
Mój projekt zakłada powoływanie Parlamentu, ale nie określa jak będzie się to odbywało, co doprecyzuje ustawa. To samo tyczy się wyboru Marszałka. Karta nie nazywa też samych członków Parlamentu; czy będą to senatorowie, lordowie senatorowie, posłowie - w Karcie nie ma to znaczenia. Istosta jest taka: Parlament ma być! Jedyny "haczyk" jest taki, że gdyby Parlament nie był ustanowiony w trybie ustawowym to Król na czas kadencji ma przejąć jego władzę. Istotna jest tu kadencyjność, pewien cykl, który ma się toczyć.
Pavel Svoboda pisze:Mój projekt nie określa organizacji Parlamentu, więc obie wersje proponowane przez JKM i Marszałka teoretycznie będą możliwe do wprowadzenia ustawą. Jednocześnie przyjmując mój projekt, pozostawiamy obowiązujące zapisy tworzące w Parlamencie dwa stronnictwa i obowiązek przynależności do jednego z nich dla wszystkich członków Parlamentu.
Działania stronnictw nigdy nie sprawdzono w praktyce. Poza tym mogłyby się nazywać równie dobrze tak: stronnictwo różowe i stronnictwo seledynowe; stronnictwo ogórkowe i stronnictwo pomidorowe; stronnictwo "X" i stronnictwo "Y". Niebiescy i zieloni niczego nie wyrażają. Przez cały ostatni rok
nikt nie podjął tematu ich jakiegoś scharakteryzowania, więc ich utrzymanie jest bezsensowne.
Pavel Svoboda pisze:Projekty JKM i Marszałka określają długość kadencji Premiera. Pozostając przy obowiązującej Konstytucji, ta kwestia określona musi być w ustawie.
Obecna Konstytucja nakłada również obowiązek przedstawienia kandydata na Premiera na stronnictwa parlamentarne. Projekty JKM i Marszałka rezygnują z tego zapisu.
W razie braku dostatecznej ilości kandydatów na Premiera, zgodnie z moim projektem, Król powoła bezpośrednio własnego kandydata. Zgodnie z projektami JKM i Marszałka - Król wskaże kandydata, ale wybory nadal się odbędą. Akt głosowania w takim wypadku wydaje się pusty. Projekty nie przewidują też, co należy zrobić, jeśli jedyny kandydat królewski nie zostanie wybrany.
Wybory Premiera muszą się odbywać. Bez względu na sytuację. To ma być druga osoba w państwie mająca mandat społeczny. Musi być wybrana.
Pavel Svoboda pisze:Projekty JKM i Marszałka oba wprowadzają wybory sędziów na półroczne kadencje. Obecna Konstytucja (mój projekt) kwestię powoływania sędziów pozostawia w rękach Króla. Wszystkie projekty znoszą stanowisko Prezesa Sądu Królewskiego.
Czy ktoś zastanawiał się, dlaczego organ władzy sędziowskiej nikogo nie pociągał? Może dlatego, że przez całe lata ustawodawstwo zrobiło z sędziego nie władcę ale urzędnika zajmującego się rutynowymi głupstwami (głównie zmianą nazwiska, likwidacją przedsiębiorstwa, spadkami w trybie dziedziczenia ustawowego). Wiem, ponieważ byłem sędzią pokoju, i były to zwykłe masówki. Sędzia ma mieć władzę, rozsądzać spory, a nie zajmować się wnioskami o zmianę nazwiska. Z tego powodu jako organ władzy ma pochodzić z wyborów. Istotny jest tu również wymóg przestrzegania zasady kadencyjności tego organu władzy. Jeśli odpowiednio zadbamy o kreację nowego sądownictwa to ja wierzę, że będziemy mieć poważanych sędziów pochodzących z wyborów powszechnych.
Mój projekt w niektórych kwestiach zobowiązuję się jeszcze poprawić.
(-) Daniel diuk von Witt
Marszałek Parlamentu Królewskiego