(1)
(2)Z nieskrywaną radością przeczytałem oświadczenia dreamlandzkiego premiera i jego postulaty, które wydają się być bardzo wyważone i rozsądne w kontekście dotychczasowej polemiki. Premier żąda bowiem, by Wiedeń uznał Monderię za integralną część Elderlandu, zaprzestał rzekomych ataków na nią i zakończył używanie określenia "kolonia" czy "terytorium zamorskie".
(3)Co oczywiste, kompromis winien być zawarty nie tylko na zasadzie zapewnień ze strony Wiednia. Prywatnie - nie znając pełnego stanowiska naszego rządu - żywię nadzieję, że Królestwo Dreamlandu, także w imieniu Elderlandu, zobowiązałoby się w zamian nie uczestniczyć w procesie decyzyjnym dotyczącym kontynentu, o ile podejmowane decyzje nie będą dotyczyć terytorium Monderii, a także zaakceptuje fakt, że w Ostii nie dopuszcza się do decydowania o całym kontynencie państw, których siedziba najwyższych władz położona jest poza nim. I w tej sytuacji przedstawicielstwo Monderii (zależnie od sytuacji - monderyjskie, elderlandzkie czy dreamlandzkie) powinno w przyszłości móc uczestniczyć we wspólnych pracach państw kontynentu w specjalnym charakterze, uwzględniającym wyższe postulaty.
(4)Przydałoby się też oświadczenie Dreamlandu, w którym Rząd Królewski przyznaje, że w Monarchii Austro-Węgierskiej nie było woli usuwania Monderii z mapy.
Kilka słów komentarza.I zamieszczony w tekście cytat premiera Victorio Mortuusa.
Rząd JCKM wyda oświadczenie w tej sprawie w sytuacji, kiedy zarówno Dreamland jak i Austro-Węgry dojdą do jakiegoś porozumienia. Uważamy bowiem, że przejście tego problemu ze stopnia dyplomatycznego na medialny prowadzi jedynie zaogniania wzajemnych relacji i nie pomaga w wypracowaniu porozumienia.
Cieszy mnie fakt, że autor artykułu „z nieskrywaną radością” przyjął treść stanowiska szefa dreamlandzkiego rządu (fragment 1). Mam tylko nadzieję, że owa radość udzieli się również wiedeńskim decydentom, wszak o uznanie Monderii za integralną część Elderlandu i zaprzestanie używania błędnego terminu „kolonia” upomnieliśmy się we wrześniu 2012 r., wyjaśniając, czym Monderia jest, a czym nie jest. Bez rezultatu. Podobnie rzecz wygląda z proponowanym tu porozumieniem – wszak już pięć miesięcy temu zapewnialiśmy drugą stronę, że nie mamy na Ostii żadnych interesów poza zachowaniem status quo, a udział w regionalnym procesie decyzyjnym interesuje nas o tyle, o ile dyskutowany jest problem Monderii (fragment 2). Redaktor "Wiener Zeitung" może o tym nie wiedzieć – nie był stroną wrześniowego sporu. Powtórzyłem to jednak w ostatnich dniach w każdym możliwym miejscu, gdzie temat wypłynął.
Naprawdę szkoda, że trzeba było całego tego zamieszania, żeby dojść do tych wszystkich wniosków.
Fragment nr 3, w którym Autor sugeruje, by „Rząd Królewski przyznaje, że w Monarchii Austro-Węgierskiej nie było woli usuwania Monderii z mapy”. W moim odczuciu jest to kluczowy passus całego tekstu. Wbrew intuicjom Autora i wedle mojej oceny - zachowane w tej sprawie dokumenty nie pozwalają na wydanie takiego oświadczenia w zgodzie z prawdą. Być może dzisiaj nie ma takiej woli – to juz jednak inna sprawa. Na tym można budować ewentualne porozumienie
I tu ostatnia uwaga, tym razem pod adresem fragmentu nr 4, gdzie cytowany w artykule premier Mortuus, ku mojemu zaskoczeniu, wyraża dezaprobatę dla „przejścia z poziomu dyplomatycznego na medialny”. Wystarczy jednak zajrzeć do dwóch artykułów prasowych, które stały się punktem wyjścia do całej dyskusji (na łamach „Kuriera” i „Merkuriusza”), by uświadomić sobie, że nikt po stronie dreamlandzkiej nawet nie zająknął się nawet na temat Monderii. Obaj pisaliśmy wyłącznie o kłopotach Hirshbergii i Weerlandu z uzyskaniem swojego miejsca na Kontynencie Wschodnim.
Casus Monderii wypłynął dopiero w publicznej wypowiedzisamego premiera V. Mortuusa, który w dniu 17.02 na forum Monarchii zreferował treść jednej z wrześniowych not, sugerując, że może to być drugie i właściwe dno artykułu. Do czego musiałem się w taki czy inny sposób odnieść, skoro sprawa już ujrzała światło dzienne. Uprzedzając jednak ewentualny zarzut Autora tekstu – jedyne pełne zdanie, które zdecydowałem się zacytować przy tej okazji, pochodzi z wniosków końcowych niesławnego kongresu wiedeńskiego, którego ustalenia są dostępne i znane opinii publicznej. I takie stanowisko zostało nam przedstawione.
Bez komentarza pozostawiam natomiast zupełnie szokujący dla mnie passus, w którym Autor przyznaje, że "pomysły dotyczące likwidacji czyjegoś terytorium są kontrowersyjne, nawet jeżeli to terytorium nie jest aktywne", po chwili dodając jednak, że "niefortunne wypowiedzi o możliwym usunięciu Monderii z mapy zbiegły się jednocześnie z powrotem aktywności na tych ziemiach, co - szczęśliwie - zniwelowało zasadność pomysłu".


