Expose Premiera Rządu Królewskiego
-
Edward I Artur
Expose Premiera Rządu Królewskiego
(wygłoszone dziś rano przed IP)
PAŁAC PARLAMENTU
DREAMOPOLIS KRÓLEWSKIE
Wasza Królewska Mość,
Wasze Królewskie Wysokości,
Panowie Senatorowie,
Panowie Posłowie,
Wasze Ekscelencje,
Szlachetni Goście,
Przyjaciele,
Gdyby jeszcze kilka tygodni temu ktoś powiedział mi, że stanę w tym charakterze przed obliczem Wysokiej Izby - nie uwierzyłbym mu. To jednak fakt; zdecydowałem się przyjąć ofertę Klubu Republikańskiego i stanąć na czele nowego Rządu JKM.
Przedstawiłem Klubowi swoje postulaty reform, Klub je przyjął, a w toku dalszej dyskusji także uzupełnił i częściowo zmodyfikował.
Ten Gabinet jest gabinetem reform - i od tego warto rozpocząć to wystąpienie. Nie możemy być głusi i ślepi na zmiany, a Dreamland musi dostosowywać się do realiów, skoro to realia nie chcą jakoś dostosować się do niego. Jest wiele sygnałów świadczących o konieczności pilnych (i dogłębnych) zmian.
Po pierwsze - opublikowana przeze mnie wcześniej statystyka stażu głosujących w ostatnich wyborach świadczy, że Dreamland już przynajmniej roku nie wzbogacił się o żadnego nowego, aktywnego obywatela (wobec siedmiu obywateli ze stażem od 1 roku do 2 lat i aż czternastu ze stażem dłuższym niż dwa lata).
Po wtóre - przeliczyliśmy: w Dreamlandzie mamy obecnie 27 miast, nie licząc wsi Kakuty (5 w Furlandii, 5 w Luindorze, 3 w Morlandzie, 6 w Surmali i aż 7 w Weblandzie; osobno Dreamopolis Królewskie). W głosowaniu do Izby Poselskiej wzięły natomiast udział 23 osoby. Miast mamy więcej niż aktywnych obywateli.
Jeśli policzyć to w ten sposób, że z jednej strony odliczymy z liczby głosujących czterech głosujących w Domenie Królewskiej, a z drugiej z listy miast odejmiemy Dreamopolis, to otrzymamy proporcję 26:19. Na 26 miast w pięciu prowincjach mamy 19 aktywnych obywateli!
To oczywiście nie tylko problem miast. Problem jest znacznie rozleglejszy - obecna struktura Dreamlandu w najmniejszym stopniu nie jest przystosowana do liczebności populacji. Potrzebujemy imigracji. Ale żadne działania promocyjne nie przyniosą oczekiwanego skutku, jeśli nowy mieszkaniec/obywatel trafi na pustynię - do prowincji, w której jest jednym z dwu czy trzech obywateli; jeśli obejmie jakieś stanowisko ministerialne w rządzie, którego będzie jedynym członkiem. Takiego państwa wirtualnego przecież w ogóle nie można traktować poważnie!
Proszę, by spojrzeć na propozycje reform nie jak na jakieś drastyczne aberracje, ale na pakiet rozsądku. Fundamentem tych postulatów jest właśnie zdrowy rozsądek i przekonanie, że Dreamlandowi należy się jeszcze terapia.
Wcale nie jest za późno, wbrew przekonaniom malkontentów. Jesteśmy populacją niezbyt liczną, ale nie wygasłą. Jeśli przestaniemy się oszukiwać i doprowadzimy Dreamland do stanu zgodnego ze zdrowym rozsądkiem, to to się opłaci.
Mamy oczywiście świadomość, że nasze propozycje nie wszystkim się spodobają; spodziewamy się dość silnego oporu. Ale cóż, skoro Dreamland (jak i wszystkie państwa wirtualne) stoją dyskusją i polityką - może nam to wyjść tylko na dobre.
Mamy też świadomość, że nie mamy monopolu na prawdę - ani Klub, ani ja osobiście, ani ten Rząd. Dlatego poprosimy Dreamlandczyków o to, by przesyłali nam swoje własne propozycje: przy odrobinie szczęścia uda się zaprojektować spójną wizję reform. Taką, którą będzie można wprowadzić w życie w oczekiwaniu przyszłych korzyści.
Wymienię tylko kilka najważniejszych z naszych postulatów.
Najpoważniejszą postulowaną przez nas zmianą będzie zmniejszenie liczby prowincji do dwóch.
Musimy skończyć ze szkodliwym przekonaniem, że stać nas na pięć prowincji, pięciu namiestników i pięć stolic. Nie stać. Po pierwsze, nie stać nas na to, by tracić imigrantów zniechęconych pustynnym, wyludnionym obrazem którejś z pięciu prowincji. Jak można zresztą nazywać prowincją (czy "państwem członkowskim", jak to się kiedyś nazywało) jednostkę, w której mamy dwóch aktywnych obywateli? Po drugie, nie możemy dalej oszukiwać się, że stać nas na rozsmarowywanie osób aktywnych cienką warstwą po pięciu osobnych prowincjach. Każda z tych prowincji to namiestnik, czasami (nawet to nie zawsze!) jakieś zalążki administracji, powołuje się też burmistrzów miast - Dreamlandczyków nie ma tylu, by nadal sobie na to pozwalać.
Zmniejszenie ilości prowincji do dwóch może sprawić, że aktywni obywatele podzielą się pomiędzy te dwa organizmy i wreszcie stworzą być może aktywne jednostki terytorialne - z namiestnikiem motywowanym świadomością, że jest ktoś, kto w razie porażki jest w stanie go zastąpić; z parlamentem czy innym ciałem kolegialnym; z głosowaniami, debatami i dyskusjami. Naszym zdaniem tylko tak można to osiągnąć i do tej zmiany będziemy dążyć.
Dwie prowincje to również perspektywa konkurencji między nimi - przy obecnych słabych, pogrążonych w atrofii pięciu prowincjach takiej konkurencji wzbudzić po prostu się nie da.
Po drugie, zamierzamy przyjrzeć się niektórym organom Królestwa. Jeszcze przed dniem, gdy otrzymałem propozycję pokierowania Rządem, złożyłem JKM projekt ustawy likwidującej Komisję Wyborczą Królestwa. I to jest również część tej reformy - komisja od samego swego początku w 2002 roku i tak zwykle działała jako de facto organ jednoosobowy. Skoro tak, to w miejsce Komisji proponujemy jednoosobowego Królewskiego Komisarza Wyborczego. Przemawia za tym rozsądek: nic się nie zmieni na gorsze. Atutem tego rozwiązania jest natomiast przynajmniej to, że nie będziemy musieli wyłączać od kandydowania do Izby trzech aktywnych obywateli w każdych wyborach.
Po zmniejszeniu liczby prowincji przyjrzeć się będzie trzeba oczywiście również Senatowi - żeby nie rzucać słów na wiatr, dokładne propozycje przedstawimy w ciągu miesiąca.
Rewizji i uproszczenia wymagają także stosowane w Królestwie procedury. Nie może być tak, że w dwudziestokilkuosobowej społeczności z wnioskiem o referendum musi wystąpić co najmniej 21 obywateli z przynajmniej 3 prowincji (minimum 7 podpisów z każdej). W tej chwili ten konstytucyjny wymóg nie jest nawet nieracjonalny - on jest zupełnie bzdurny. Referendum tą drogą nie da się zarządzić w ogóle - są prowincje, w których (opierając się na wynikach ostatnich wyborów) mamy tylko dwóch aktywnych mieszkańców!
Dreamland trzeba dostosować do rzeczywistości.
Chcemy też uproszczenia procedur sądowych. Nie może być tak, że sprawa znika z przestrzeni debaty publicznej i rozpatrywana jest przez sądy przez kilka kolejnych miesięcy. W ten sposób zabijamy dyskusję i politykę, na których Królestwo jest ufundowane. Sąd powinien być raczej uczestnikiem tego dyskursu; uczestnikiem szczególnym, bo oceniającymi legalność - ale jednak uczestnikiem, a nie zamrażarką.
Propozycji mamy znacznie więcej - wkrótce szczegółowo przedstawimy je publicznie pod dyskusję. Tym właśnie przede wszystkim zajmować się będzie ten Rząd.
Zmiany chcemy przeprowadzić w ciągu jednej kadencji. I jesteśmy przekonani, że to się uda. Proszę Państwa o wsparcie tych wysiłków.
Moje wystąpienie i tak jest już wystarczająco długie, nie będę więc go przedłużał ponad miarę, choć wiele jeszcze jest przecież pozostało do powiedzenia.
Miło mi przedstawić członków Gabinetu:
Sprawami zagranicznymi pokieruje dotychczasowy premier hrabia Jacques de Brolle. Hrabia jest gwarancja, że zmiana rządu nie oznacza jednocześnie żadnej gwałtownej zmiany polityki zagranicznej prowadzonej przez Królestwo. Będzie to nadal polityka wyważona, nastawiona na współpracę a nie na konfrontację, przykładająca dużą wagę do umacniania przyjaznych stosunków z naszymi partnerami, przede wszystkim z państwami Wspólnoty Korony Ebruzów i państwami bliskimi tej Wspólnocie.
Za kulturę i naukę oraz promocję odpowiedzialny będzie wielokrotny minister, bliski współpracownik Korony diuk Paweł Erwin de Archien-Liberi - jako minister kultury i nauki, minister ds. informacji oraz wicepremier.
Trudno może mówić o kulturze i nauce wówczas, gdy mówimy o Rządzie ukierunkowanym na śmiałe reformy ustrojowe - diuk de Archien-Liberi ma jednak mnóstwo pomysłów, o których bez wątpienia sam wkrótce opowie więcej. Są to zarówno nowe inicjatywy, jak i próba rozwiązania problemów, z jakimi boryka się dreamlandzka nauka i kultura od wielu miesięcy czy lat.
Jako minister ds. informacji diuk de Archien-Liberi będzie odpowiedzialny między innymi za to, by kontakt między Rządem a wszystkimi Dreamlandczykami był jak najlepszy. Biorąc pod uwagę cele, jakie ten Gabinet sobie stawia: ten kontakt to rzecz niezbędna.
Za sprawiedliwość i obywatelstwo odpowiadać będzie jak dotychczas arcyksiążę Ghardin. Pokładam w panu ministrze pełne zaufanie: bez wątpienia proponowane zmiany dotkną w jakiś sposób kwestii obywatelstwa - choćby Szkoły Głównej Królestwa, która wręcz domaga się bardzo głębokiej reformy. Osoba Arcyksięcia w moim przekonaniu gwarantuje, że wszystko co niezbędne zostanie zrobione - i że zostanie to zrobione należycie.
Ministerstwem Finansów i Gospodarki - a więc resortem wszystkich tek finansowo-gospodarczych - pokieruje Bartosz Lenczowski. Resort ministra Lenczowskiego najprawdopodobniej będzie dość trudny. Niestety, obecnie finanse publiczne, budżetowanie i wszelkie sprawy okołobudżetowe pozostają w stanie pewnego chaosu. To trzeba wreszcie uporządkować, myśląc też o przyszłości - ten Gabinet chciałby po sobie pozostawić w tej sferze porządek i dobre nawyki, które umożliwią przyszłym rządom sprawne poruszanie się w kwestiach finansowych. Jestem przekonany, że aktywność i energia ministra Lenczowskiego jest dostateczną rękojmią powodzenia tego projektu.
Wysoka Izbo!
Panie Marszałku!
Na podstawie art. 39a ust. 1 Konstytucji Królestwa Dreamlandu zwracam się do Wysokiej Izby o udzielenie wotum zaufania.
(-) Edward A. Krieg, RS.
PAŁAC PARLAMENTU
DREAMOPOLIS KRÓLEWSKIE
Wasza Królewska Mość,
Wasze Królewskie Wysokości,
Panowie Senatorowie,
Panowie Posłowie,
Wasze Ekscelencje,
Szlachetni Goście,
Przyjaciele,
Gdyby jeszcze kilka tygodni temu ktoś powiedział mi, że stanę w tym charakterze przed obliczem Wysokiej Izby - nie uwierzyłbym mu. To jednak fakt; zdecydowałem się przyjąć ofertę Klubu Republikańskiego i stanąć na czele nowego Rządu JKM.
Przedstawiłem Klubowi swoje postulaty reform, Klub je przyjął, a w toku dalszej dyskusji także uzupełnił i częściowo zmodyfikował.
Ten Gabinet jest gabinetem reform - i od tego warto rozpocząć to wystąpienie. Nie możemy być głusi i ślepi na zmiany, a Dreamland musi dostosowywać się do realiów, skoro to realia nie chcą jakoś dostosować się do niego. Jest wiele sygnałów świadczących o konieczności pilnych (i dogłębnych) zmian.
Po pierwsze - opublikowana przeze mnie wcześniej statystyka stażu głosujących w ostatnich wyborach świadczy, że Dreamland już przynajmniej roku nie wzbogacił się o żadnego nowego, aktywnego obywatela (wobec siedmiu obywateli ze stażem od 1 roku do 2 lat i aż czternastu ze stażem dłuższym niż dwa lata).
Po wtóre - przeliczyliśmy: w Dreamlandzie mamy obecnie 27 miast, nie licząc wsi Kakuty (5 w Furlandii, 5 w Luindorze, 3 w Morlandzie, 6 w Surmali i aż 7 w Weblandzie; osobno Dreamopolis Królewskie). W głosowaniu do Izby Poselskiej wzięły natomiast udział 23 osoby. Miast mamy więcej niż aktywnych obywateli.
Jeśli policzyć to w ten sposób, że z jednej strony odliczymy z liczby głosujących czterech głosujących w Domenie Królewskiej, a z drugiej z listy miast odejmiemy Dreamopolis, to otrzymamy proporcję 26:19. Na 26 miast w pięciu prowincjach mamy 19 aktywnych obywateli!
To oczywiście nie tylko problem miast. Problem jest znacznie rozleglejszy - obecna struktura Dreamlandu w najmniejszym stopniu nie jest przystosowana do liczebności populacji. Potrzebujemy imigracji. Ale żadne działania promocyjne nie przyniosą oczekiwanego skutku, jeśli nowy mieszkaniec/obywatel trafi na pustynię - do prowincji, w której jest jednym z dwu czy trzech obywateli; jeśli obejmie jakieś stanowisko ministerialne w rządzie, którego będzie jedynym członkiem. Takiego państwa wirtualnego przecież w ogóle nie można traktować poważnie!
Proszę, by spojrzeć na propozycje reform nie jak na jakieś drastyczne aberracje, ale na pakiet rozsądku. Fundamentem tych postulatów jest właśnie zdrowy rozsądek i przekonanie, że Dreamlandowi należy się jeszcze terapia.
Wcale nie jest za późno, wbrew przekonaniom malkontentów. Jesteśmy populacją niezbyt liczną, ale nie wygasłą. Jeśli przestaniemy się oszukiwać i doprowadzimy Dreamland do stanu zgodnego ze zdrowym rozsądkiem, to to się opłaci.
Mamy oczywiście świadomość, że nasze propozycje nie wszystkim się spodobają; spodziewamy się dość silnego oporu. Ale cóż, skoro Dreamland (jak i wszystkie państwa wirtualne) stoją dyskusją i polityką - może nam to wyjść tylko na dobre.
Mamy też świadomość, że nie mamy monopolu na prawdę - ani Klub, ani ja osobiście, ani ten Rząd. Dlatego poprosimy Dreamlandczyków o to, by przesyłali nam swoje własne propozycje: przy odrobinie szczęścia uda się zaprojektować spójną wizję reform. Taką, którą będzie można wprowadzić w życie w oczekiwaniu przyszłych korzyści.
Wymienię tylko kilka najważniejszych z naszych postulatów.
Najpoważniejszą postulowaną przez nas zmianą będzie zmniejszenie liczby prowincji do dwóch.
Musimy skończyć ze szkodliwym przekonaniem, że stać nas na pięć prowincji, pięciu namiestników i pięć stolic. Nie stać. Po pierwsze, nie stać nas na to, by tracić imigrantów zniechęconych pustynnym, wyludnionym obrazem którejś z pięciu prowincji. Jak można zresztą nazywać prowincją (czy "państwem członkowskim", jak to się kiedyś nazywało) jednostkę, w której mamy dwóch aktywnych obywateli? Po drugie, nie możemy dalej oszukiwać się, że stać nas na rozsmarowywanie osób aktywnych cienką warstwą po pięciu osobnych prowincjach. Każda z tych prowincji to namiestnik, czasami (nawet to nie zawsze!) jakieś zalążki administracji, powołuje się też burmistrzów miast - Dreamlandczyków nie ma tylu, by nadal sobie na to pozwalać.
Zmniejszenie ilości prowincji do dwóch może sprawić, że aktywni obywatele podzielą się pomiędzy te dwa organizmy i wreszcie stworzą być może aktywne jednostki terytorialne - z namiestnikiem motywowanym świadomością, że jest ktoś, kto w razie porażki jest w stanie go zastąpić; z parlamentem czy innym ciałem kolegialnym; z głosowaniami, debatami i dyskusjami. Naszym zdaniem tylko tak można to osiągnąć i do tej zmiany będziemy dążyć.
Dwie prowincje to również perspektywa konkurencji między nimi - przy obecnych słabych, pogrążonych w atrofii pięciu prowincjach takiej konkurencji wzbudzić po prostu się nie da.
Po drugie, zamierzamy przyjrzeć się niektórym organom Królestwa. Jeszcze przed dniem, gdy otrzymałem propozycję pokierowania Rządem, złożyłem JKM projekt ustawy likwidującej Komisję Wyborczą Królestwa. I to jest również część tej reformy - komisja od samego swego początku w 2002 roku i tak zwykle działała jako de facto organ jednoosobowy. Skoro tak, to w miejsce Komisji proponujemy jednoosobowego Królewskiego Komisarza Wyborczego. Przemawia za tym rozsądek: nic się nie zmieni na gorsze. Atutem tego rozwiązania jest natomiast przynajmniej to, że nie będziemy musieli wyłączać od kandydowania do Izby trzech aktywnych obywateli w każdych wyborach.
Po zmniejszeniu liczby prowincji przyjrzeć się będzie trzeba oczywiście również Senatowi - żeby nie rzucać słów na wiatr, dokładne propozycje przedstawimy w ciągu miesiąca.
Rewizji i uproszczenia wymagają także stosowane w Królestwie procedury. Nie może być tak, że w dwudziestokilkuosobowej społeczności z wnioskiem o referendum musi wystąpić co najmniej 21 obywateli z przynajmniej 3 prowincji (minimum 7 podpisów z każdej). W tej chwili ten konstytucyjny wymóg nie jest nawet nieracjonalny - on jest zupełnie bzdurny. Referendum tą drogą nie da się zarządzić w ogóle - są prowincje, w których (opierając się na wynikach ostatnich wyborów) mamy tylko dwóch aktywnych mieszkańców!
Dreamland trzeba dostosować do rzeczywistości.
Chcemy też uproszczenia procedur sądowych. Nie może być tak, że sprawa znika z przestrzeni debaty publicznej i rozpatrywana jest przez sądy przez kilka kolejnych miesięcy. W ten sposób zabijamy dyskusję i politykę, na których Królestwo jest ufundowane. Sąd powinien być raczej uczestnikiem tego dyskursu; uczestnikiem szczególnym, bo oceniającymi legalność - ale jednak uczestnikiem, a nie zamrażarką.
Propozycji mamy znacznie więcej - wkrótce szczegółowo przedstawimy je publicznie pod dyskusję. Tym właśnie przede wszystkim zajmować się będzie ten Rząd.
Zmiany chcemy przeprowadzić w ciągu jednej kadencji. I jesteśmy przekonani, że to się uda. Proszę Państwa o wsparcie tych wysiłków.
Moje wystąpienie i tak jest już wystarczająco długie, nie będę więc go przedłużał ponad miarę, choć wiele jeszcze jest przecież pozostało do powiedzenia.
Miło mi przedstawić członków Gabinetu:
Sprawami zagranicznymi pokieruje dotychczasowy premier hrabia Jacques de Brolle. Hrabia jest gwarancja, że zmiana rządu nie oznacza jednocześnie żadnej gwałtownej zmiany polityki zagranicznej prowadzonej przez Królestwo. Będzie to nadal polityka wyważona, nastawiona na współpracę a nie na konfrontację, przykładająca dużą wagę do umacniania przyjaznych stosunków z naszymi partnerami, przede wszystkim z państwami Wspólnoty Korony Ebruzów i państwami bliskimi tej Wspólnocie.
Za kulturę i naukę oraz promocję odpowiedzialny będzie wielokrotny minister, bliski współpracownik Korony diuk Paweł Erwin de Archien-Liberi - jako minister kultury i nauki, minister ds. informacji oraz wicepremier.
Trudno może mówić o kulturze i nauce wówczas, gdy mówimy o Rządzie ukierunkowanym na śmiałe reformy ustrojowe - diuk de Archien-Liberi ma jednak mnóstwo pomysłów, o których bez wątpienia sam wkrótce opowie więcej. Są to zarówno nowe inicjatywy, jak i próba rozwiązania problemów, z jakimi boryka się dreamlandzka nauka i kultura od wielu miesięcy czy lat.
Jako minister ds. informacji diuk de Archien-Liberi będzie odpowiedzialny między innymi za to, by kontakt między Rządem a wszystkimi Dreamlandczykami był jak najlepszy. Biorąc pod uwagę cele, jakie ten Gabinet sobie stawia: ten kontakt to rzecz niezbędna.
Za sprawiedliwość i obywatelstwo odpowiadać będzie jak dotychczas arcyksiążę Ghardin. Pokładam w panu ministrze pełne zaufanie: bez wątpienia proponowane zmiany dotkną w jakiś sposób kwestii obywatelstwa - choćby Szkoły Głównej Królestwa, która wręcz domaga się bardzo głębokiej reformy. Osoba Arcyksięcia w moim przekonaniu gwarantuje, że wszystko co niezbędne zostanie zrobione - i że zostanie to zrobione należycie.
Ministerstwem Finansów i Gospodarki - a więc resortem wszystkich tek finansowo-gospodarczych - pokieruje Bartosz Lenczowski. Resort ministra Lenczowskiego najprawdopodobniej będzie dość trudny. Niestety, obecnie finanse publiczne, budżetowanie i wszelkie sprawy okołobudżetowe pozostają w stanie pewnego chaosu. To trzeba wreszcie uporządkować, myśląc też o przyszłości - ten Gabinet chciałby po sobie pozostawić w tej sferze porządek i dobre nawyki, które umożliwią przyszłym rządom sprawne poruszanie się w kwestiach finansowych. Jestem przekonany, że aktywność i energia ministra Lenczowskiego jest dostateczną rękojmią powodzenia tego projektu.
Wysoka Izbo!
Panie Marszałku!
Na podstawie art. 39a ust. 1 Konstytucji Królestwa Dreamlandu zwracam się do Wysokiej Izby o udzielenie wotum zaufania.
(-) Edward A. Krieg, RS.
- APRS
- król-senior
- Posty: 842
- Rejestracja: 19 sie 2010, 19:20
- Numer GG: 2587993
- NIM: 607400
- Lokalizacja: aktualnie: Sangajokk
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
LDKD #33439
Wasza Królewska Mość,
Wasze Królewskie Wysokości,
Wasze Ekscelencje,
Drodzy Dreamlandczycy i Szanowni Goście,
Krótko tytułem wstępu...
EAR> Po wtóre - przeliczyliśmy: w Dreamlandzie mamy obecnie 27 miast,
nie licząc wsi Kakuty (5 w Furlandii, 5 w Luindorze (...)
W Księstwie Luindoru działają dwa miasta - Saudade i Vuolatar. Miasta
Avalon i Eskalibur zostały zamknięte. Koppenberg jest stolicą Marchii
Dhatar, której Margrabia jest członkiem Rządu JKM. Ów Rząd, jeżeli
jego Premier i Ministrowie mają należycie spełniać swoje
konstytucyjne obowiązki - to jest doradzać Jego Królewskiej Mości i w
Jego imieniu sprawować administrację - muszą dołożyć większej
staranności, aby być na bieżąco.
Do rzeczy.
EAR> Najpoważniejszą postulowaną przez nas zmianą będzie zmniejszenie liczby
prowincji do dwóch.
EAR> Musimy skończyć ze szkodliwym przekonaniem, że stać nas na pięć prowincji,
pięciu namiestników i pięć stolic. Nie stać. Po pierwsze, nie stać nas na to, by
tracić imigrantów zniechęconych pustynnym, wyludnionym obrazem którejś z pięciu
prowincji. Jak można zresztą nazywać prowincją (czy "państwem członkowskim", jak
to się kiedyś nazywało) jednostkę, w której mamy dwóch aktywnych obywateli? Po
drugie, nie możemy dalej oszukiwać się, że stać nas na rozsmarowywanie osób
aktywnych cienką warstwą po pięciu osobnych prowincjach. Każda z tych prowincji
to namiestnik, czasami (nawet to nie zawsze!) jakieś zalążki administracji,
powołuje się też burmistrzów miast - Dreamlandczyków nie ma tylu, by nadal sobie
na to pozwalać.
EAR> Zmniejszenie ilości prowincji do dwóch może sprawić, że aktywni obywatele
podzielą się pomiędzy te dwa organizmy i wreszcie stworzą być może aktywne
jednostki terytorialne - z namiestnikiem motywowanym świadomością, że jest ktoś,
kto w razie porażki jest w stanie go zastąpić; z parlamentem czy innym ciałem
kolegialnym; z głosowaniami, debatami i dyskusjami. Naszym zdaniem tylko tak
można to osiągnąć i do tej zmiany będziemy dążyć.
EAR> Dwie prowincje to również perspektywa konkurencji między nimi - przy
obecnych słabych, pogrążonych w atrofii pięciu prowincjach takiej konkurencji
wzbudzić po prostu się nie da.
Jego Królewska Wysokość próbuje nas przekonać, że likwidacja trzech
Prowincji przysłuży się Królestwu. Argumentuje to chęcią
przyoszczędzenia na urzędnikach. Zamiar to jeżeli nie szczytny, to
przynajmniej użyteczny. Zgadzam się, że w naszej obecnej sytuacji
zachodzi konieczność przeprowadzenia działań zmierzających raczej do
uroszczenia, a nie rozbudowy istniejących struktur. Ale czy do tego
trzeba likwidować dreamlandzkie prowincje? Nie.
Błąd tkwi w samym założeniu. Otóż Jego Królewska Wysokość raczy
zakładać, że pozostałe dwie prowincje podzielą się aktywnością
pochodzącą z trzech likwidowanych; innymi słowy zakłada, że "suma
aktywności" pozostanie co najmniej na stałym poziomie, a docelowo w
magiczny sposób wzrośnie. Ośmielę się nie podzielić tego poglądu. Nie
bierze on pod uwagę w żaden sposób strony emocjonalnej. Trzeba
dostrzec, że większość naszych obywateli ukształtowało się w ramach
Królestwa jako tworu federalnego, złożonego z pięciu prowincji. Pewne
odrębności zawsze były uważane za jego siłę. Dziś o odrębnościach
trudno mówić, ale u tych aktywnych mniej więcej emerytów, pięć
prowincji jako element definicji pojęcia "Królestwo Dreamlandu" jest
nadal żywe. Zbytni racjonalizm w tym wypadku może przynieść zgubny
efekt - zniechęcić tych, którzy podjęli się wysiłku działania na
rzecz lokalnego rozwoju. Trzeba pamiętać wreszcie i o tym, że nie
jest tak, że te X osób da się przerzucać jak roboty: to, że ktoś
zajmuje się akurat miastem w "jego" prowincji, nie musi oznaczać iż z
równym zapałem będzie się zajmował aktywnością aprlamentarną,
wyłoniony w prowincji - a teraz już raczej regionie/okręgu, z którym
w żaden sposób nie czuje się związany.
Jego Królewska Wysokość zdaje się natomiast w ogóle nie dostrzegać
innej możliwości, pozostawiającej elementy tradycyjne, lecz nadającej
im inną aniżeli dotychczas treść. Ten sposób reformowania znakomicie
sprawdzał sie w przeszłości bynajmniej nie tylko dreamlandzkiej, i
nie widzę powodów dla których nie można byłoby zeń skorzystać obecnie.
Jeżeli celem jest minimalizacja kosztów osobowych administracji
krajowej, wystarczy ująć jej obowiązków. W dzisiejszym systemie, przy
wsparciu posiadanymi możliwościami informatycznymi, np. kwestie
obywatelstwa w całości może przejąć Rząd JKM, a mówimy tutaj również
o weryfikacji ludności. Trzeba wreszcie jasno ułożyć kwestię miast -
przekonać namiestników, by nie bali się zamykać nieaktywnych - nie
znosić z powierzchni twardego dysku dreamlandzkiego serwera, ale
łagodnie przenosić je w miejsce dłuższego odpoczynku, traktując
trochę jako cenne materiały archiwalne. Kto wie - może jakiś nowy
obywatel postawi sobie za cel uatrakcyjnienie, czy też przebudzenie
dawnego miasta? Czemu nie wykorzystać tej sznasy, nawet jeżeli będzie
to chwilowe?
EAR> Po drugie, zamierzamy przyjrzeć się niektórym organom Królestwa. Jeszcze
przed dniem, gdy otrzymałem propozycję pokierowania Rządem, złożyłem JKM projekt
ustawy likwidującej Komisję Wyborczą Królestwa. I to jest również część tej
reformy - komisja od samego swego początku w 2002 roku i tak zwykle działała
jako de facto organ jednoosobowy. Skoro tak, to w miejsce Komisji proponujemy
jednoosobowego Królewskiego Komisarza Wyborczego. Przemawia za tym rozsądek: nic
się nie zmieni na gorsze. Atutem tego rozwiązania jest natomiast przynajmniej
to, że nie będziemy musieli wyłączać od kandydowania do Izby trzech aktywnych
obywateli w każdych wyborach.
W pełni podzielam przedstawioną argumentację co do zasadności
ograniczenia się do komisarza wyborczego, zwłaszcza w sytuacji, gdy -
nie zawsze sprawnie, ale jednak - wybory przeprowadzane są z
wykorzytsaniem elektronicznego formularza.
EAR> Po zmniejszeniu liczby prowincji przyjrzeć się będzie trzeba oczywiście
również Senatowi - żeby nie rzucać słów na wiatr, dokładne propozycje
przedstawimy w ciągu miesiąca.
Wygląda to trochę tak, jaby cała reforma miała na celu właśnie
uderzenie w Senat, który ostatnio - fakt, że nieskutecznie - ale
ośmielił się mieć inny pogląd aniżeli aktualna większość w Izbie
Poselskiej. Senat Królewski był przeciwny wprowadzaniu chyłkiem zmian
co do przenosin na forum bez przeprowadzenia obiecywanego jeszcze w
poprzedniej kadencji referendum.
Oczywiście nie sądzę, aby to był akurat cel Rządu Jego Królewskiej
Mości, ale taki jest skutek. Oto pragnie się modyfikowania jedynego
organu, który choćby potencjalnie stanowić może przeciwwagę dla
manewrów politycznych aktualnej większości w Izbie Poselskiej.
Liczby, tak chętnie przywoływane w wystąpieniu Jego Królewskiej
Wysokości, też są obosieczne: proszę pamiętać, że tych 5 obywateli to
1/4 aktywnego społeczeństwa.
EAR> Rewizji i uproszczenia wymagają także stosowane w Królestwie procedury. Nie
może być tak, że w dwudziestokilkuosobowej społeczności z wnioskiem o referendum
musi wystąpić co najmniej 21 obywateli z przynajmniej 3 prowincji (minimum 7
podpisów z każdej). W tej chwili ten konstytucyjny wymóg nie jest nawet
nieracjonalny - on jest zupełnie bzdurny. Referendum tą drogą nie da się
zarządzić w ogóle - są prowincje, w których (opierając się na wynikach ostatnich
wyborów) mamy tylko dwóch aktywnych mieszkańców!
Oczywiście i w tym zakresie jest między nami zgoda.
EAR> Chcemy też uproszczenia procedur sądowych. Nie może być tak, że sprawa
znika z przestrzeni debaty publicznej i rozpatrywana jest przez sądy przez kilka
kolejnych miesięcy. W ten sposób zabijamy dyskusję i politykę, na których
Królestwo jest ufundowane. Sąd powinien być raczej uczestnikiem tego dyskursu;
uczestnikiem szczególnym, bo oceniającymi legalność - ale jednak uczestnikiem, a
nie zamrażarką.
Trzeba pamiętać, że upraszczanie procedur sądowych oznacza przede
wszystkim jedno - przerzucenie większej odpowiedzialności na
uczestników procesu. To oni tak naprawdę będą zmuszeni do takiego
przygotowania sprawy, by jej rozpoznanie przez sąd było możliwe
szybciej aniżeli później. Czy jesteśmy gotowi na to, by ograniczyć
się do złożenia pozwu/wniosku/aktu oskarżenia i odpowiedzi nań, bez
możliwości składania dalszych oświadczeń w sprawie? Nie rozumiem też
co ma znaczyć "udział sądów w dyskursie". Sądy nie są od
uczestnictwa w debacie politycznej, tylko od rozstrzygania sporów
prawnych.
EAR> Propozycji mamy znacznie więcej - wkrótce szczegółowo
przedstawimy je publicznie pod dyskusję. Tym właśnie przede wszystkim zajmować
się będzie ten Rząd.
Na zakończenie chciałbym zwrócić jedną, ale za to niezwykle istotną
uwagę. Żadna z propozycji, które nam dziś obwieszczono, zwłaszcza tak
fundamentalnego znaczenia jak uderzenie w strukturę Królestwa, nie
było przedmiotem kampanii wyborczej. Jest rzeczą drugorzędną, że
kampania ta była niemrawa. Ale jest to też po części wina zwycięzców,
którzy nie zgłosili tak daleko idących planów w trakcie kampanii.
Jego Królewska Wysokość apeluje teraz o pomysły i opinie. Można by
nieco sarkatycznie i złośliwie powiedzieć, że na to był czas przed
głosowaniem - wówczas Klub Republikański winien wskazać na swoje
plany i rzeczowo je wyłożyć.
Przysłowiowy kij ma jednak dwa końce. Proszę Państwa, aktualna
większość w Izbie Poselskiej nie może powoływać się skutecznie na
polityczny mandat wyborców, gdyż w istocie nie poddała wyborczej
weryfikacji swojego planu. Jest to kolejna w Klubie Republikańskim -
i mówię to z przykrością - próba przeprowadzenia celów jakoby w
imieniu suwerena, ale jednak poza nim. Tak było z forum i jak wynika
z przedstawionego expose - tak ma być również tym razem.
Wasza Królewska Mość,
Korzystając z okazji, w związku z zabraniem przeze mnie głosu w
politycznej debacie, oddaję się do dyspozycji Waszej Królewskiej
Mości z urzędu Prezesa Sądu Królestwa i sędziego tego Sądu. Zdaję
sobie sprawę iż wystąpienie niniejsze wykracza poza przyjmowaną
przeze mnie dotychczas ścisłą wykładnię zasady sędziowskiej
powściągliwości. Niemniej uważam, że obecna sytuacja Królestwa wymaga
ode mnie wzięcia udziału w debacie publicznej na warunkach jej
aktywnego uczestnika. Ocenie Waszej Królewskiej Mości - jako
najwyższego sędziego w Królestwie - pozostawiam kwestię możliwości
pełnienia przeze mnie w dalszym ciągu zaszczytnego urzędu sędziego
dreamlandzkiego. Niechciałbym, aby szacunek dlań, a przede wszystkim
zaufanie do obiektywizmu i bezstronności, tak pieczołowicie
wypracowywane przez wszystkich sędziów Królestwa, został
zaprzepaszczony.
Z poważaniem,
(-) Artur Piotr, RS.
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Zamknięcie Avalonu i Eskaliburu, o którym WKW pisze, miało miejsce trzy dni temu. Trudno oczekiwać, by Premier czy ministrowie zaczynali każdy dzień od gruntownego przejrzenia stron wszystkich prowincji, a najlepiej również miast i instytucji - trudno choćby dlatego, że nie mieliby wówczas szans nic więcej zrobić. Sam staram się regularnie dokonywać takiego "przeglądu" - nie częściej jednak, niż raz w tygodniu.APRS pisze:Ów Rząd, jeżeli jego Premier i Ministrowie mają należycie spełniać swoje
konstytucyjne obowiązki - to jest doradzać Jego Królewskiej Mości i w
Jego imieniu sprawować administrację - muszą dołożyć większej
staranności, aby być na bieżąco.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że uwaga WKW miała na celu zwyczajne wbicie Premierowi szpilki... Szpilka czy nie, to margines dyskusji; do meritum więc.
Premier w expose napisał o zmniejszeniu ilości prowincji, ale nie było mowy o likwidacji. Jesteśmy świadomi silnego przywiązania Dreamlandczyków do tradycji małych ojczyzn (bardziej, niestety, do tradycji właśnie niż do samych prowincji, na co wskazuje generalne zamarcie lokalnego życia...). Nie umielibyśmy nawet "wybrać" prowincji do odstrzału. Naszym planem jest nie zamykanie, lecz łączenie prowincji. Oczywiście - to również rozwiązanie kontrowersyjne, pozwalające jednak zachować obecne prowincje choćby jako krainy historyczne.APRS pisze:Jego Królewska Wysokość próbuje nas przekonać, że likwidacja trzech
Prowincji przysłuży się Królestwu. Argumentuje to chęcią
przyoszczędzenia na urzędnikach. [...] Ale czy do tego
trzeba likwidować dreamlandzkie prowincje? Nie.
Błąd tkwi w samym założeniu. Otóż Jego Królewska Wysokość raczy
zakładać, że pozostałe dwie prowincje podzielą się aktywnością
pochodzącą z trzech likwidowanych; innymi słowy zakłada, że "suma
aktywności" pozostanie co najmniej na stałym poziomie, a docelowo w
magiczny sposób wzrośnie. Ośmielę się nie podzielić tego poglądu. Nie
bierze on pod uwagę w żaden sposób strony emocjonalnej.
Ograniczenie liczby prowincji daje dwojakie szanse: redukcji administracyjnej - co nie wymaga chyba wyjaśnień - oraz powrotu konkurencji między prowincjami. W dawnych, dobrych czasach to właśnie konkurencja napędzała rozwój lokalny. O miejsce w czołówce (mierzone efektownością stron internetowych, zaawansowaniem skryptów, liczbą nowych mieszkańców, skutecznością eliminacji martwych dusz, jakością lokalnych mediów...) trwała zacięta walka, przynosząc wszystkim stronom motywację i korzyści. Pamiętam, jakie emocje towarzyszyły np. przygotowywaniu "gospodarskiej" wizyty WKW w Weblandzie po wstąpieniu na tron oraz śledzeniu tego, co przygotowały pozostałe prowincje...
Obecnie konkurencja pomiędzy prowincjami nie istnieje - lokalne ruchy są znikome, rzadko obejmują kogokolwiek ponad Namiestnika i ew. 1-2 jego współpracowników (tak przynajmniej było dotychczas - faktyczny potencjał Luindoru będzie można ocenić dopiero za 2-3 miesiące). Nie można tu nawet winić Namiestników - aktywnego życia prowincji nie da się prowadzić jednoosobowo. Wygląda więc na to, że prowincje przede wszystkim przestały dostarczać emocji.
To prawda - ale nie cała. Dreamland obecnie trzyma się w całości właśnie dzięki temu, że z poczucia obowiązku i odpowiedzialności kilku(nastu) obywateli pozwala się przerzucać jak roboty - tam, gdzie są potrzebni. Przekonany jestem, że Edward Krieg stokroć wolałby zająć się publicystyką i literaturą, zamiast przewodniczyć Rządowi czy pracować w sądownictwie. Ja wolałbym postawić na nogi Galerię Królewską, a nie pisać skrypty w php czy czytać i poprawiać projekty ustaw. Mamy jednak świadomość "wyższej konieczności" - istnienia Królestwa. Myślę, że WKW również do tej grupy należy.APRS pisze:Trzeba pamiętać wreszcie i o tym, że nie jest tak, że te X osób da się przerzucać jak roboty: to, że ktoś zajmuje się akurat miastem w "jego" prowincji, nie musi oznaczać iż z równym zapałem będzie się zajmował aktywnością parlamentarną, wyłoniony w prowincji - a teraz już raczej regionie/okręgu, z którym w żaden sposób nie czuje się związany.
Primo - jakimi możliwościami informatycznymi? Dreamland obecnie nie posiada praktycznie ani jednego informatyka. Kazio Wichura resztki wydartego realowi czasu poświęca na dbanie o bezpieczeństwo i ustawienia serwera, ja staram się utrzymać przy życiu główne systemy i w miarę możliwości zakładać konta/bazy na serwerze, by nie opóźniać ani nie blokować niczyich inicjatyw. Niektórzy Namiestnicy mozolnie tworzą skrypty dla prowincji, zwykle zresztą tylko do wewnętrznego tychże użytku. Jakie możliwości informatyczne WKW ma na myśli?APRS pisze:Jego Królewska Wysokość zdaje się natomiast w ogóle nie dostrzegać
innej możliwości, pozostawiającej elementy tradycyjne, lecz nadającej
im inną aniżeli dotychczas treść. Ten sposób reformowania znakomicie
sprawdzał sie w przeszłości bynajmniej nie tylko dreamlandzkiej, i
nie widzę powodów dla których nie można byłoby zeń skorzystać obecnie.
Jeżeli celem jest minimalizacja kosztów osobowych administracji
krajowej, wystarczy ująć jej obowiązków. W dzisiejszym systemie, przy
wsparciu posiadanymi możliwościami informatycznymi, np. kwestie
obywatelstwa w całości może przejąć Rząd JKM, a mówimy tutaj również
o weryfikacji ludności.
Secundo - jeśli dobrze rozumiem, proponuje WKW po prostu przerzucić część obowiązków z barków Namiestników na barki ministrów? Być może nie ma wKW pełnego obrazu sytuacji, ale ministrowie (będący zresztą zwykle również posłami) nie mają wcale więcej czasu czy mniej pracy od Namiestników. Nie przesiadujemy w klimatyzowanych gabinetach, z nudów rozwiązując krzyżówki. Oczywiście - mógłbym wziąć na siebie sprawy obywatelskie czy martwe dusze. Tylko w imię czego? Tego, byśmy mogli wciąż utrzymywać, prowadzić i modernizować 5 równoległych rozbudowanych serwisów, służących zwykle 2-5 osobom? Żeby nadal istniało 25 w większości nikomu niepotrzebnych miast, z rzadka posiadających choćby po jednym mieszkańcu? To w naszych warunkach po prostu życie ponad stan. Dach przecieka, spiżarnia pusta, zima idzie - ale ach! ten sad wiśniowy, ten sad...
Tertio - celem nie jest odciążenie administracji krajowej. Celem - i jedyną w naszych oczach nadzieją Dreamlandu - jest sprawienie, by znów stał się atrakcyjnym miejscem dla nowych mieszkańców, by umiał ich zaangażować w lokalne życie. Tak, jak pisał Premier - nowy mieszkaniec trafia do Królestwa, widzi te wszystkie Księstwa i Republiki, w nich liczne, piękne miasta, pałace, instytucje, mapy, systemy, rady i parlamenty, nieruchomości i przedsiębiorstwa... Bardzo szybko jednak zauważa, że to tylko fasada, sprytnie zamaskowane ruiny dawnej świetności. Brak jakiegokolwiek życia poza sporadycznymi apelami Namiestnika o współudział, nie ma nawet z kim pogadać. Czy taki człowiek nie ma prawa czuć się oszukany? Wybiera wówczas Sarmację, eRepublik czy Farmville - miejsca, gdzie coś się dzieje.
Ponieważ nowy mieszkaniec - rzucony na głęboką wodę burmistrzowania - gdy tylko orientuje się, że nie ma żadnej publiczności dla jego działań, traci entuzjazm i rezygnuje. Mamy długą historię takich dwutygodniowych burmistrzów, wiceministrów czy (współ)pracowników. Zamknięcie miast nic nie zmienia - nadal nikt w nich nie mieszka i nadal nie mają burmistrza. To jedynie usankcjonowanie stanu faktycznego.APRS pisze:Trzeba wreszcie jasno ułożyć kwestię miast -
przekonać namiestników, by nie bali się zamykać nieaktywnych - nie
znosić z powierzchni twardego dysku dreamlandzkiego serwera, ale
łagodnie przenosić je w miejsce dłuższego odpoczynku, traktując
trochę jako cenne materiały archiwalne. Kto wie - może jakiś nowy
obywatel postawi sobie za cel uatrakcyjnienie, czy też przebudzenie
dawnego miasta? Czemu nie wykorzystać tej sznasy, nawet jeżeli będzie
to chwilowe?
Pisał WKW o innej możliwości wyjścia Dreamlandu z kryzysu braku zaangażowania nowych obywateli - możliwości opartej na nadawaniu nowej treści elementom tradycyjnym. Proszę o rozwinięcie tej myśli - jeśli faktycznie jest to realna, lepsza droga, to z pewnością nie będziemy ślepo upierać się przy naszych pomysłach.
[...]
Tu mnie WKW zaskoczył - pomysł likwidacji Senatu nie jest przecież wcale nowy, powraca regularnie, zawsze z tą samą motywacją: Senat od dawna nie jest skuteczny, praktycznie nie prowadzi debat, nie korzysta z prawie żadnych swych uprawnień. Jak WKW zauważa, to 1/4 społeczeństwa - niejako "zamrożona" w nieefektywnej i nadmiarowej instytucji w czasach, gdy ledwie udaje nam się zebrać minimalną ilość kandydatów do pracy w Izbie Poselskiej. Wreszcie - czy faktycznie mamy takie zasoby ludzkie, że połowę aktywnego społeczeństwa możemy obarczyć procesem prawodawczym? Czy dla kontroli stanowionego prawa nie wystarczy nam Król - zwierzchnik Senatu?APRS pisze:Wygląda to trochę tak, jaby cała reforma miała na celu właśnie
uderzenie w Senat, który ostatnio - fakt, że nieskutecznie - ale
ośmielił się mieć inny pogląd aniżeli aktualna większość w Izbie
Poselskiej.
[...]
Wasza Królewska Mość - Wszyscy przecież mamy świadomość, że wprowadzenie proponowanych przez nas zmian ustrojowych wymaga zmiany Konstytucji. To zaś wymaga albo referendum ogólnonarodowego, albo uzyskania poparcia Króla i 4/5 pełnego składu Parlamentu - a więc choćby większości bezpośrednio dotykanego naszą reformą Senatu. Klub wraz z posłem niezrzeszonym, który wszedł w skład Rządu - to zaledwie 2/5 Parlamentu. Oczywistym jest, że albo uda nam się przekonać większość obywateli, albo nasze plany nie mają szans realizacji.APRS pisze:[...]EdwardArtur pisze: Propozycji mamy znacznie więcej - wkrótce szczegółowo
przedstawimy je publicznie pod dyskusję. Tym właśnie przede wszystkim zajmować
się będzie ten Rząd.
Jest to kolejna w Klubie Republikańskim -
i mówię to z przykrością - próba przeprowadzenia celów jakoby w
imieniu suwerena, ale jednak poza nim. Tak było z forum i jak wynika
z przedstawionego expose - tak ma być również tym razem.
Sprawa forum zaś nie została jeszcze zamknięta. Jak zapewne WKW wie, Konstytucja nie przewiduje możliwości zarządzenia referendum przez Rząd Królewski. Może to zrobić jedynie Król - czy to na wniosek swój, czy Senatu Królewskiego (który - nota bene - po raz kolejny nie skorzystał ze swoich możliwości). Od JKM uzyskałem zapewnienie, że referendum się odbędzie - terminu jednak nie znam.
Pakiet ustaw był konieczny, by móc w pełni przetestować forum jako narzędzie - choćby dla ogłaszania aktów prawnych czy jako formę pracy Izby Poselskiej. Dopiero po tym kroku życie Królestwa przeniosło się na forum - dopiero teraz więc możemy mówić o faktycznym porównywaniu zalet i wad nowej formy komunikacji. Do projektów nowelizacji sam zgłosiłem poprawki, które m.in. zapewniają możliwość płynnego i bezstratnego powrotu do listy dyskusyjnej, jeśli taka będzie decyzja Narodu.
Ufny w obiektywizm i odpowiedzialność Waszej Królewskiej Wysokości, pod rozwagę WKW składam mój ministerialny urząd. Jeśli WKW uzna, że w ramach Rządu czy resortu działałem wbrew Królestwu czy Narodowi - bezzwłocznie podam się do dymisji.
Pozdrawiam,
(-) ax. Ghardin, OCO,
Minister Spraw Wewnętrznych
-
Edward I Artur
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Arcyksiążę Ghardin już odpowiedział, ja się pod jego odpowiedzią mogę podpisać.
Tylko dwa słowa ode mnie.
Zresztą, nie wydaje mi się nawet, by choćby "na to wyglądało". Zdaje się, że akurat w tym wypadku wygląda na to, czym jest: na reformę zmierzającą do uzdrowienia Królestwa.
Twierdzenie, że to całe zamieszanie ma na celu wyłącznie wytoczenie dział przeciwko Senatowi - to jest teza niepoważna, której się po WKW nie spodziewałem.
Tylko dwa słowa ode mnie.
Opadły mi ręce. Czy WKW naprawdę sądzi, że decydujemy się przeprowadzić dogłębną, trudną reformę (a właściwie "reformy") - zmniejszyć liczbę prowincji, dokonać przeglądu prawa, odchudzić administrację, uprościć procedury - po to, aby "uderzyć w Senat"?APRS pisze:Wygląda to trochę tak, jaby cała reforma miała na celu właśnie uderzenie w Senat, który ostatnio - fakt, że nieskutecznie - ale ośmielił się mieć inny pogląd aniżeli aktualna większość w Izbie Poselskiej. Senat Królewski był przeciwny wprowadzaniu chyłkiem zmian co do przenosin na forum bez przeprowadzenia obiecywanego jeszcze w
poprzedniej kadencji referendum.
Zresztą, nie wydaje mi się nawet, by choćby "na to wyglądało". Zdaje się, że akurat w tym wypadku wygląda na to, czym jest: na reformę zmierzającą do uzdrowienia Królestwa.
Twierdzenie, że to całe zamieszanie ma na celu wyłącznie wytoczenie dział przeciwko Senatowi - to jest teza niepoważna, której się po WKW nie spodziewałem.
-
Edward I Artur
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Ja mam natomiast nadzieję, że WKW jednak nie skorzysta z tej okazji do przemeblowania RząduGhardin pisze:Ufny w obiektywizm i odpowiedzialność Waszej Królewskiej Wysokości, pod rozwagę WKW składam mój ministerialny urząd. Jeśli WKW uzna, że w ramach Rządu czy resortu działałem wbrew Królestwu czy Narodowi - bezzwłocznie podam się do dymisji.
- Pavel Svoboda
- król-senior
- Posty: 1139
- Rejestracja: 13 wrz 2010, 15:02
- Numer GG: 1935862
- NIM: 509280
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Dziwi mnie trochę, że o emocjonalnym przywiązaniu do prowincji mówi akurat ten jeden Namiestnik, który nie mieszka nawet we własnej prowincji. Przypomnijmy sobie zresztą, w jakich okolicznościach powoływani byli wszyscy urzędujący obecnie Namiestnicy. Ilu z nich samemu zgłosiło się do pracy, a ilu zostało do niej namówionych przez Króla?
Umówmy się nawet, że po połączeniu pięciu prowincji w dwie, stan prowincji nie ulegnie wyraźnej poprawie. Jest to dosyć logiczne założenie. Jeśli przyjąć, że obecnie na poziomie prowincji faktycznie działa w Luindorze: 3 osoby (chwilowo), w Surmali 2 osoby, w pozostałych prowincjach po jednej, to nawet połączenie dwóch czy trzech prowincji w jedną i tak da nam twory 5-osobowe. Nawet przyjmując optymistycznie i nierealistycznie, że wszystkie te osoby będą chciały kontynuować pracę taką, jaką robią obecnie dla nowych prowincji, to faktycznie i tak nie należy spodziewać się fajerwerków. Ale przynajmniej zmniejszymy o ponad połowę wysiłek, który wkładamy w uzyskiwanie tych samych, mizernych efektów.
Gdyby dano mi wybór między kontynuowanym istnieniem Luindoru a firmy SeKoDre, bez namysłu wybrałbym SeKoDre - dlatego, że wszystko to, co możemy mieć w Luindorze, możemy równie dobrze mieć w czterech innych prowincjach, a SeKoDre mamy tylko jedno. Nominację WKW uważam za najlepszy dowód na to, że Dreamland ponosi realne straty z faktu, że obsadzenie wszystkich stanowisk namiestniczych uważa się u nas za priorytet. Gdyby JKM udało się namówić WKW do objęcia nie stanowiska namiestnika Luindoru, ale Rektora UK, dyrektora Instytutu Nauki lub redaktora naczelnego Plegolalu i gdyby efektem tego był przygotowany równie szybko równie profesjonalny nowy serwis, Dreamland, w moim odczuciu, zyskałby niepomiernie więcej. Mamy tyle instytucji niepowtarzalnych w skali mikroświata, a uparcie wszystkie zasoby ładujemy w pięciokrotne duplikowanie tej samej rzeczy.
Przywiązanie Dreamlandczyków do prowincji uważam obecnie za w ogromnej większości kompletnie niekonstruktywny sentymentalizm. Przypominają mi się ludzie, którzy zbierali podpisy pod petycją przeciw likwidacji kina Polonia w Sopocie. Gdyby wszyscy ci ludzie kupowali bilety i chodzili do tego kina przynajmniej raz w tygodniu, nikt by pewnie nawet nie mówił o likwidacji. Gdyby dziś Król przyjął regułę nieobsadzania stanowisk namiestniczych dopóki kandydaci sami się nie zgłoszą, podejrzewam, że za rok, dwa w Senacie świeciłoby pustkami. Fakt, że do dziś owe fundamenty Królestwa, owe "elementy definicji pojęcia 'Królestwo Dreamlandu'" istnieją zasługujemy nie dreamlandzkiemy przywiązaniu do małych ojczyzn, ale upartej polityce Korony by stale poddawać defibrylacji pięciu pacjentów, których serca nie potrafią już bić samodzielnie (polityce, dodam, wymuszonej na Koronie przez Konstytucję).
Na koniec słowo o zarzucie, że Klub Republikański nie wspominał o planach w kampanii wyborczej. Owszem, nie wspominał, bo nie miał wtedy jeszcze takich planów. Klub Republikański szedł do wyborów bez planu tworzenia Rządu, podobnie jak reszta kandydatów. Osobiście, znając decyzję barona de Brolle'a, by nie kontynuować swojej misji na stanowisku Premiera, spodziewałem się po wyborach długiego i bolesnego okresu, w którym Dreamland nie będzie w stanie wyłonić nowego Rządu. Szedłem do wyborów wyłącznie z założeniem, że lepiej będzie, jeśli chociaż Izba Poselska będzie funkcjonować normalnie.
Raz jeszcze baron de Brolle dokonał czynu graniczącego z cudem i znalazł kandydata na Premiera. Powinniśmy chyba zdać sobie wszyscy sprawę z faktu, że już samo to pozwoliło nam uniknąć bardzo poważnego kryzysu, a być może odsunąć od siebie koniec Dreamlandu. Nie miejmy też złudzeń: jeśli w tej kadencji nie dojdzie do poważnych zmian, ta sytuacja dogoni nas po następnych wyborach. Proszę nie odebrać tego jak szantaż. Jeśli nowemu Premierowi nie uda się jednak przeprowadzić planowanych przez niego reform, nie sądzę, by był on gotów kontynuować na stanowisku kolejną kadencję w charakterze administratora. Kto wtedy zostanie Premierem? Z każdymi kolejnymi wyborami zbliżamy się do frekwencji, która okaże się niewystarczająca dla wyłonienia pełnego składu Izby Poselskiej. Co zrobimy, kiedy to wreszcie nastąpi? Wreszcie pytanie, o które prawdopodobnie wszyscy miewamy, ale staramy się spychać gdzieś poza granice świadomości: komu przekaże Koronę JKM Robert, gdy nie będzie już w stanie dalej wykonywać swoich obowiązków?
To zapewne jeden z pozytywnych skutków dwóch kadencji rządu Jacquesa de Brolle'a, że zdajemy się nie zdawać sobie sprawy z tego, w jak poważnym zagrożeniu jest istnienie Królestwa Dreamlandu i że ciągle skaczemy z kryzysu na kryzys. Przypomnijmy sobie w jakim stanie emocjonalnym znajdowaliśmy się pod koniec 2009 roku. I w kontekście tego wszystkiego, co napisałem powyżej, przeczytajmy raz jeszcze expose Premiera.
Umówmy się nawet, że po połączeniu pięciu prowincji w dwie, stan prowincji nie ulegnie wyraźnej poprawie. Jest to dosyć logiczne założenie. Jeśli przyjąć, że obecnie na poziomie prowincji faktycznie działa w Luindorze: 3 osoby (chwilowo), w Surmali 2 osoby, w pozostałych prowincjach po jednej, to nawet połączenie dwóch czy trzech prowincji w jedną i tak da nam twory 5-osobowe. Nawet przyjmując optymistycznie i nierealistycznie, że wszystkie te osoby będą chciały kontynuować pracę taką, jaką robią obecnie dla nowych prowincji, to faktycznie i tak nie należy spodziewać się fajerwerków. Ale przynajmniej zmniejszymy o ponad połowę wysiłek, który wkładamy w uzyskiwanie tych samych, mizernych efektów.
Gdyby dano mi wybór między kontynuowanym istnieniem Luindoru a firmy SeKoDre, bez namysłu wybrałbym SeKoDre - dlatego, że wszystko to, co możemy mieć w Luindorze, możemy równie dobrze mieć w czterech innych prowincjach, a SeKoDre mamy tylko jedno. Nominację WKW uważam za najlepszy dowód na to, że Dreamland ponosi realne straty z faktu, że obsadzenie wszystkich stanowisk namiestniczych uważa się u nas za priorytet. Gdyby JKM udało się namówić WKW do objęcia nie stanowiska namiestnika Luindoru, ale Rektora UK, dyrektora Instytutu Nauki lub redaktora naczelnego Plegolalu i gdyby efektem tego był przygotowany równie szybko równie profesjonalny nowy serwis, Dreamland, w moim odczuciu, zyskałby niepomiernie więcej. Mamy tyle instytucji niepowtarzalnych w skali mikroświata, a uparcie wszystkie zasoby ładujemy w pięciokrotne duplikowanie tej samej rzeczy.
Przywiązanie Dreamlandczyków do prowincji uważam obecnie za w ogromnej większości kompletnie niekonstruktywny sentymentalizm. Przypominają mi się ludzie, którzy zbierali podpisy pod petycją przeciw likwidacji kina Polonia w Sopocie. Gdyby wszyscy ci ludzie kupowali bilety i chodzili do tego kina przynajmniej raz w tygodniu, nikt by pewnie nawet nie mówił o likwidacji. Gdyby dziś Król przyjął regułę nieobsadzania stanowisk namiestniczych dopóki kandydaci sami się nie zgłoszą, podejrzewam, że za rok, dwa w Senacie świeciłoby pustkami. Fakt, że do dziś owe fundamenty Królestwa, owe "elementy definicji pojęcia 'Królestwo Dreamlandu'" istnieją zasługujemy nie dreamlandzkiemy przywiązaniu do małych ojczyzn, ale upartej polityce Korony by stale poddawać defibrylacji pięciu pacjentów, których serca nie potrafią już bić samodzielnie (polityce, dodam, wymuszonej na Koronie przez Konstytucję).
Na koniec słowo o zarzucie, że Klub Republikański nie wspominał o planach w kampanii wyborczej. Owszem, nie wspominał, bo nie miał wtedy jeszcze takich planów. Klub Republikański szedł do wyborów bez planu tworzenia Rządu, podobnie jak reszta kandydatów. Osobiście, znając decyzję barona de Brolle'a, by nie kontynuować swojej misji na stanowisku Premiera, spodziewałem się po wyborach długiego i bolesnego okresu, w którym Dreamland nie będzie w stanie wyłonić nowego Rządu. Szedłem do wyborów wyłącznie z założeniem, że lepiej będzie, jeśli chociaż Izba Poselska będzie funkcjonować normalnie.
Raz jeszcze baron de Brolle dokonał czynu graniczącego z cudem i znalazł kandydata na Premiera. Powinniśmy chyba zdać sobie wszyscy sprawę z faktu, że już samo to pozwoliło nam uniknąć bardzo poważnego kryzysu, a być może odsunąć od siebie koniec Dreamlandu. Nie miejmy też złudzeń: jeśli w tej kadencji nie dojdzie do poważnych zmian, ta sytuacja dogoni nas po następnych wyborach. Proszę nie odebrać tego jak szantaż. Jeśli nowemu Premierowi nie uda się jednak przeprowadzić planowanych przez niego reform, nie sądzę, by był on gotów kontynuować na stanowisku kolejną kadencję w charakterze administratora. Kto wtedy zostanie Premierem? Z każdymi kolejnymi wyborami zbliżamy się do frekwencji, która okaże się niewystarczająca dla wyłonienia pełnego składu Izby Poselskiej. Co zrobimy, kiedy to wreszcie nastąpi? Wreszcie pytanie, o które prawdopodobnie wszyscy miewamy, ale staramy się spychać gdzieś poza granice świadomości: komu przekaże Koronę JKM Robert, gdy nie będzie już w stanie dalej wykonywać swoich obowiązków?
To zapewne jeden z pozytywnych skutków dwóch kadencji rządu Jacquesa de Brolle'a, że zdajemy się nie zdawać sobie sprawy z tego, w jak poważnym zagrożeniu jest istnienie Królestwa Dreamlandu i że ciągle skaczemy z kryzysu na kryzys. Przypomnijmy sobie w jakim stanie emocjonalnym znajdowaliśmy się pod koniec 2009 roku. I w kontekście tego wszystkiego, co napisałem powyżej, przeczytajmy raz jeszcze expose Premiera.
(-) Pavel Svoboda, r.s.
-
Martin van Buuren
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Wasza Królewska Wysokość!
Niestety nie mogę się zgodzić z postulowanymi reformami. Ograniczanie części składowych to można powiedzieć rozwiązanie chwilowe i bardzo płytkie. Jak wspomniał JKW Artur Piotr, zapominamy o kilku ważnych aspektach, takie przesunięcie wcale nie musi przynieśc poprawy. Co z tego, że zrobimy dwóch Namiestników, zyskamy 3 osoby wolne? To nie jest prosta matematyka, wynik może byc całkowicie inny, mamy dwie prowincje ale straciliśmy trzech obywateli, którzy postanowili zrezygnować z dalszej zabawy. W takim rachunku, raczej nie wyjdziemy na "plus".
Cały czas staram się przedstawić projekt, który powstał już dość dawno, mam nadzieje, że w końcu uda sie go przekazać. Głównym założeniem projektu jest likwidacja Rządu, który nie jest konieczny do działania Królestwa. Jakkolwiek prowincje są czymś ciekawym, na czym budowano KD, tak Rząd mamy w każdym państwie wirtualnym. Ja osobiście proponowałbym zastąpienie rządu 2 osobami + Król. Zarządzanie, promocje, i inne sprawy administracyjne przekazać prowincjom - wówczas sądzę, że wyścig, która prowincja lepsza może rozpocząć się na nowo. Oczywiście wszystko w granicach okreslonych prawem federalnym.
Pytanie po co są te dwie osoby z Królem? Już wyjaśniam, potrzebujemy dwóch koordynatorów odpowiedzialnych przed Parlamentem (na który nota bene mam również pomysł) za sprawne funkcjonowanie całości organizmu. Od razu wyjaśniam, że do powołania koordynatorów wcale nie potrzebujemy dodatkowych osób, jak przy formowaniu rządu.
Koordynator 1 - odpowiedzialny za sprawne funkcjonowanie prowincji oraz sprawy zagraniczne - moja propozycja - z mocy prawa jest nim Marszałek Dworu JKM. Dlaczego? Marszałek Dworu zazwyczaj jest zorientowany na arenie międzynarodowej, to on koresponduje z ludźmi z zagranicy w sprawach królewskich, jest zazwyczaj znana osobą. Po drugie to Korona kieruje polityką zagraniczną - dobry kontakt pomiędzy Marszałkiem Dworu a Koroną zawsze będzie gwarantował harmonię. Oczywiście Parlament będzie mógł wyrażać swoje zdanie na temat działalności Marszałka i ewentualnie zgłaszać protesty. Marszałek Dworu jako osoba Króla nie będzie mógł być odwołany przez Parlament, jednak samo zgłoszenie zastrzeżeń do prowadzonej polityki zagranicznej może być wyraźnym sygnałem dla JKM o potrzebie zmiany Marszałka. Oczywiście wszytko jest do "poprawienia" - przykładem może być możliwość obowiązkowych konsultacji z Parlamentem w sprawach ważnej wagi (przykładowo komisja Parlamentarna złożona z 3 osób odpowiedzialnych za sprawy zagraniczne).
Koordynator 2 - odpowiedzialny za sprawy typowo administracyjne np. sprawiedliwość. Osoba powoływana z grona Parlamentarzystów. Dokładnie nie pamiętam tego całego projektu, musiałbym odszukać zapiski i dopiero wówczas podzielę się w pełni.
Oczywiście Król jako osoba spajająca całość.
Tak na marginesie, zauważyłem, że wiele osób nadal niepoprawnie tytułuje Jacquesa de Broll'a. Otóż od ostatnich nobilitacji to hrabia de Brolle, a nie baron.
Niestety nie mogę się zgodzić z postulowanymi reformami. Ograniczanie części składowych to można powiedzieć rozwiązanie chwilowe i bardzo płytkie. Jak wspomniał JKW Artur Piotr, zapominamy o kilku ważnych aspektach, takie przesunięcie wcale nie musi przynieśc poprawy. Co z tego, że zrobimy dwóch Namiestników, zyskamy 3 osoby wolne? To nie jest prosta matematyka, wynik może byc całkowicie inny, mamy dwie prowincje ale straciliśmy trzech obywateli, którzy postanowili zrezygnować z dalszej zabawy. W takim rachunku, raczej nie wyjdziemy na "plus".
Cały czas staram się przedstawić projekt, który powstał już dość dawno, mam nadzieje, że w końcu uda sie go przekazać. Głównym założeniem projektu jest likwidacja Rządu, który nie jest konieczny do działania Królestwa. Jakkolwiek prowincje są czymś ciekawym, na czym budowano KD, tak Rząd mamy w każdym państwie wirtualnym. Ja osobiście proponowałbym zastąpienie rządu 2 osobami + Król. Zarządzanie, promocje, i inne sprawy administracyjne przekazać prowincjom - wówczas sądzę, że wyścig, która prowincja lepsza może rozpocząć się na nowo. Oczywiście wszystko w granicach okreslonych prawem federalnym.
Pytanie po co są te dwie osoby z Królem? Już wyjaśniam, potrzebujemy dwóch koordynatorów odpowiedzialnych przed Parlamentem (na który nota bene mam również pomysł) za sprawne funkcjonowanie całości organizmu. Od razu wyjaśniam, że do powołania koordynatorów wcale nie potrzebujemy dodatkowych osób, jak przy formowaniu rządu.
Koordynator 1 - odpowiedzialny za sprawne funkcjonowanie prowincji oraz sprawy zagraniczne - moja propozycja - z mocy prawa jest nim Marszałek Dworu JKM. Dlaczego? Marszałek Dworu zazwyczaj jest zorientowany na arenie międzynarodowej, to on koresponduje z ludźmi z zagranicy w sprawach królewskich, jest zazwyczaj znana osobą. Po drugie to Korona kieruje polityką zagraniczną - dobry kontakt pomiędzy Marszałkiem Dworu a Koroną zawsze będzie gwarantował harmonię. Oczywiście Parlament będzie mógł wyrażać swoje zdanie na temat działalności Marszałka i ewentualnie zgłaszać protesty. Marszałek Dworu jako osoba Króla nie będzie mógł być odwołany przez Parlament, jednak samo zgłoszenie zastrzeżeń do prowadzonej polityki zagranicznej może być wyraźnym sygnałem dla JKM o potrzebie zmiany Marszałka. Oczywiście wszytko jest do "poprawienia" - przykładem może być możliwość obowiązkowych konsultacji z Parlamentem w sprawach ważnej wagi (przykładowo komisja Parlamentarna złożona z 3 osób odpowiedzialnych za sprawy zagraniczne).
Koordynator 2 - odpowiedzialny za sprawy typowo administracyjne np. sprawiedliwość. Osoba powoływana z grona Parlamentarzystów. Dokładnie nie pamiętam tego całego projektu, musiałbym odszukać zapiski i dopiero wówczas podzielę się w pełni.
Oczywiście Król jako osoba spajająca całość.
Tak na marginesie, zauważyłem, że wiele osób nadal niepoprawnie tytułuje Jacquesa de Broll'a. Otóż od ostatnich nobilitacji to hrabia de Brolle, a nie baron.
-
Bartosz Lenczowski
- Posty: 122
- Rejestracja: 13 wrz 2010, 21:24
- Numer GG: 2489317
- NIM:
- Lokalizacja: Vuolatar
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Wasza Ekscelencjo!
Z całym szacunkiem, ale zlikwidowanie Rządu Królewskiego byłoby dla mnie osobiście strzałem we własną stope. Powodów jest kilka.
Pierwszy to taki, że nikt nie może dać gwarancji, źe znajdziemy dwóch bardzo aktywnych koordynatorów. Tu juź można podkreślić jak działa sam Senat (a wszyscy wiemy jak znikoma jest jego aktywność), ktöry powinien być główną radą króla. Zniknięcie wszystkich ministerstw, premiera i innych członków rządu wywołałoby zamęt i rozgardiasz w polityce, która jak na razie jest jednym z nielicznych aspektów życia KD.
Choć przez lata byłem pochłonięty przywiązaniem do Solardii (teraz Luindoru) nie boje się pomysłu o zmniejszeniu ilości prowincji. Dlaczego? A dlaczego miałbym? Mogę ciągle pokazywać swoje przywiązanie do Luindoru bez względu na nazwe nowej, złączonej prowincji. Ekscelencja mówi o odpowiednikach prowincji jako realnych województw. Tak jest, zgadzam się i od razu pytam ile województw mieliśmy w Polsce 15 lat temu? Czy ktoś po tym płacze? Nie. Już zapomniałem, że kiedyś byłem w Małopolsce, a teraz jestem na Podkarpaciu. Nie myśle też, że jestem jedyną osobą myślącą w ten sposób.
Zgodziłem się na propozycje Premiera do wstąpienia do rządu nie po to, by marnotrawić to co jest historią naszego Królestwa, a po to by ulepszać i upraszczać dla potencjalnych nowych mieszkańców które nasz kraj potrzebuje jak chory przeszczepu! Wiele swoich uwag przekazałem w Tuulemaa i typowo podkreśliłem chyba, że Dreamland teraz chce oferować ludziom to co oferował za lat największego rozkwitu. Sęk w tym, że teraz tego potencjału już nie mamy. Po co nam 20 miast skoro nie ma tam burmistrzów? Po co nam 5 prowincji, pragne podkreślić "sztucznych" prowincji podtrzymywanych przez 2-4 osoby jak umierającego pacjenta pod respiratorem? Połączenie sił prowincji moim zdaniem oznacza połączenie potencjału, a co najwaźniejsze użycie go z większą efektywnością.
To jest moje zdanie na temat prowincji, a deklaruje to nie jako członek KR czy poseł.
Z całym szacunkiem, ale zlikwidowanie Rządu Królewskiego byłoby dla mnie osobiście strzałem we własną stope. Powodów jest kilka.
Pierwszy to taki, że nikt nie może dać gwarancji, źe znajdziemy dwóch bardzo aktywnych koordynatorów. Tu juź można podkreślić jak działa sam Senat (a wszyscy wiemy jak znikoma jest jego aktywność), ktöry powinien być główną radą króla. Zniknięcie wszystkich ministerstw, premiera i innych członków rządu wywołałoby zamęt i rozgardiasz w polityce, która jak na razie jest jednym z nielicznych aspektów życia KD.
Choć przez lata byłem pochłonięty przywiązaniem do Solardii (teraz Luindoru) nie boje się pomysłu o zmniejszeniu ilości prowincji. Dlaczego? A dlaczego miałbym? Mogę ciągle pokazywać swoje przywiązanie do Luindoru bez względu na nazwe nowej, złączonej prowincji. Ekscelencja mówi o odpowiednikach prowincji jako realnych województw. Tak jest, zgadzam się i od razu pytam ile województw mieliśmy w Polsce 15 lat temu? Czy ktoś po tym płacze? Nie. Już zapomniałem, że kiedyś byłem w Małopolsce, a teraz jestem na Podkarpaciu. Nie myśle też, że jestem jedyną osobą myślącą w ten sposób.
Zgodziłem się na propozycje Premiera do wstąpienia do rządu nie po to, by marnotrawić to co jest historią naszego Królestwa, a po to by ulepszać i upraszczać dla potencjalnych nowych mieszkańców które nasz kraj potrzebuje jak chory przeszczepu! Wiele swoich uwag przekazałem w Tuulemaa i typowo podkreśliłem chyba, że Dreamland teraz chce oferować ludziom to co oferował za lat największego rozkwitu. Sęk w tym, że teraz tego potencjału już nie mamy. Po co nam 20 miast skoro nie ma tam burmistrzów? Po co nam 5 prowincji, pragne podkreślić "sztucznych" prowincji podtrzymywanych przez 2-4 osoby jak umierającego pacjenta pod respiratorem? Połączenie sił prowincji moim zdaniem oznacza połączenie potencjału, a co najwaźniejsze użycie go z większą efektywnością.
To jest moje zdanie na temat prowincji, a deklaruje to nie jako członek KR czy poseł.
(-) Bartosz Lenczowski

- Pavel Svoboda
- król-senior
- Posty: 1139
- Rejestracja: 13 wrz 2010, 15:02
- Numer GG: 1935862
- NIM: 509280
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Najmocniej przepraszam Mości Hrabiego Jacquesa de Brolle'a i dziękuję Sekretarzowi Heroldii za zwrócenie mi na to uwagi. Raz jeszcze, przepraszam za błąd.
(-) Pavel Svoboda, r.s.
-
Martin van Buuren
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Wasza Ekscelencjo!
Niestety nie mogę się zgodzić z tym co Pan mówi. Jaki rozgardiasz będzie po likwidacji Rządu? Mówi Pan o problemie ze znalezieniem 2 koordynatorów, prosze wybaczyć do Rzadu potrzeba przynajmniej 4. Strzał w stopę? Ciekawe, sądzę, że większym strzałem jest likwidacja Prowincji. Ja proponuję konkretną zmianę, coś nowego niepowtarzalnego, Pan lansuje Rząd, który no cóż potrafi zlikwidować Prowincję, bo przecież zyskamy ludzi. Szczerze powiedziawszy, sądzę że strzeli Pan w stopę całemu Królestwu przybijając jednocześnie ostatni gwóźdź do trumny.
Porównanie obecnych części składowych do historii zmiany liczby województw w Polsce... no cóż raczej nie ma to nic wspólnego. Prowincje Królestwa to jednak cos więciej niż województwa w Polsce, tutaj mamy przede wszystkim ewidentnie widoczną odrębność.
Idąc Pana drogą " po co nam Rząd skoro pracuje w nim zazwyczaj Premier i jeden minister..."
Nota bene, mówi się tutaj, że to nie likwidacja tylko łączenie. Jak zwał, tak zwał w ostatecznym rachunku nie będzie takiej czy innej prowincji, więc pisanie, że pozostanie w historii jest trochę nie na miejscu - wszak czymś oczywistym jest przy likwidacji pozostawienie informacji o takim czy innym organizmie Królestwa.
Niestety nie mogę się zgodzić z tym co Pan mówi. Jaki rozgardiasz będzie po likwidacji Rządu? Mówi Pan o problemie ze znalezieniem 2 koordynatorów, prosze wybaczyć do Rzadu potrzeba przynajmniej 4. Strzał w stopę? Ciekawe, sądzę, że większym strzałem jest likwidacja Prowincji. Ja proponuję konkretną zmianę, coś nowego niepowtarzalnego, Pan lansuje Rząd, który no cóż potrafi zlikwidować Prowincję, bo przecież zyskamy ludzi. Szczerze powiedziawszy, sądzę że strzeli Pan w stopę całemu Królestwu przybijając jednocześnie ostatni gwóźdź do trumny.
Porównanie obecnych części składowych do historii zmiany liczby województw w Polsce... no cóż raczej nie ma to nic wspólnego. Prowincje Królestwa to jednak cos więciej niż województwa w Polsce, tutaj mamy przede wszystkim ewidentnie widoczną odrębność.
Idąc Pana drogą " po co nam Rząd skoro pracuje w nim zazwyczaj Premier i jeden minister..."
Nota bene, mówi się tutaj, że to nie likwidacja tylko łączenie. Jak zwał, tak zwał w ostatecznym rachunku nie będzie takiej czy innej prowincji, więc pisanie, że pozostanie w historii jest trochę nie na miejscu - wszak czymś oczywistym jest przy likwidacji pozostawienie informacji o takim czy innym organizmie Królestwa.
- APRS
- król-senior
- Posty: 842
- Rejestracja: 19 sie 2010, 19:20
- Numer GG: 2587993
- NIM: 607400
- Lokalizacja: aktualnie: Sangajokk
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Jego Królewska Mość przychylił się do mojej sugestii i przyjął moją rezygnację z urzędów Prezesa i Sędziego Sądu Królestwa, za co jestem serdecznie wdzięczny. Pozwolę sobie zatem odpowiedzieć.
Proszę jednocześnie o wyrozumiałość. Forum dla mnie nadal jest narzędziem przy edycji dłuższych postów nie tyle nawet niewygodnym, co niemożliwym do opanowania. Dlatego tekst przygotowywany jest poza nim i wklejany. Za ewentualne błędy składni przepraszam.


Proszę jednocześnie o wyrozumiałość. Forum dla mnie nadal jest narzędziem przy edycji dłuższych postów nie tyle nawet niewygodnym, co niemożliwym do opanowania. Dlatego tekst przygotowywany jest poza nim i wklejany. Za ewentualne błędy składni przepraszam.
Oczywiście jak najbardziej należy oczekiwać, że jeżeli w wystąpieniu o takiej wadze jak expose, nowy Premier powołuje się na argumenty statystyczne, a zwłaszcza gdy jest to Premier o tak znakomitym doświadczeniu, dołoży wszelkiej staranności, aby dane były aktualne. O zmianach w Luindorze jest doskonale wiadomo i należało po prostu upewnić się bezpośrednio przed wygłoszeniem mowy. Trzy dni - jak Wasza Ekscelencja sam zaznaczył - to dość sporo. Oczywiście sprawdzanie stanu raz w tygodniu to znakomite założenie, trzeba tylko czasem dostosować, kiedy owo "raz" wypada. Zaznaczyłem natomiast, że to oczywiście tytułem wstępu.ghardin pisze:Zamknięcie Avalonu i Eskaliburu, o którym WKW pisze, miało miejsce trzy dni temu. Trudno oczekiwać, by Premier czy ministrowie zaczynali każdy dzień od gruntownego przejrzenia stron wszystkich prowincji, a najlepiej również miast i instytucji - trudno choćby dlatego, że nie mieliby wówczas szans nic więcej zrobić. Sam staram się regularnie dokonywać takiego "przeglądu" - nie częściej jednak, niż raz w tygodniu.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że uwaga WKW miała na celu zwyczajne wbicie Premierowi szpilki... Szpilka czy nie, to margines dyskusji; do meritum więc.
Wasza Ekscelencja raczy wybaczyć, ale na czym opiera się zaożenie, że konkurencja między dwiema Prowincjami będzie większa aniżeli wśród pięciu? Miejsce pierwsze jest zawsze jedno. Jak już zaznaczyłem, podstawowe założenie, że "suma aktywności" nie ulegnie zmianie in minus może okazać się niestety błędne.ghardin pisze:Ograniczenie liczby prowincji daje dwojakie szanse: redukcji administracyjnej - co nie wymaga chyba wyjaśnień - oraz powrotu konkurencji między prowincjami. W dawnych, dobrych czasach to właśnie konkurencja napędzała rozwój lokalny. O miejsce w czołówce (mierzone efektownością stron internetowych, zaawansowaniem skryptów, liczbą nowych mieszkańców, skutecznością eliminacji martwych dusz, jakością lokalnych mediów...) trwała zacięta walka, przynosząc wszystkim stronom motywację i korzyści. Pamiętam, jakie emocje towarzyszyły np. przygotowywaniu "gospodarskiej" wizyty WKW w Weblandzie po wstąpieniu na tron oraz śledzeniu tego, co przygotowały pozostałe prowincje...
Administrację w istniejącym CRM. Chodziło mi wyłącznie o to. Przy okazji - nie dowiedzieliśmy się nic o planach Rządu w tym zakresie. Rozumiem, że są to kwestie techniczne, ale poniekąd niezwykle nośne. Co z Atamanem? Czy Królestwo pod nową administracją nadal jest/będzie zainteresowane tym projektem? Czy rozważane są jakieś alternatywy dla istniejących rozwiązań systemowych? Być może oparcie się na skryptach własnej produkcji w obecnych czasach deficyu informatyków jest zbytnią rozrzutnością? Może również tutaj warto zastanowić się nad oszczędnościami osobowymi, czy raczej dostsowaniem stanu rzeczywistego do możliwości? Nie jestem informatykiem, ale nie wydaje mi się, by przy odważnych decyzjach - a czego jak czego, ale odwagi nowemu Gabinetowi nie sposób odmówić - nie było możliwości rozwiązania.ghardin pisze:Jakie możliwości informatyczne WKW ma na myśli? (...) Tylko w imię czego? Tego, byśmy mogli wciąż utrzymywać, prowadzić i modernizować 5 równoległych rozbudowanych serwisów, służących zwykle 2-5 osobom? Żeby nadal istniało 25 w większości nikomu niepotrzebnych miast, z rzadka posiadających choćby po jednym mieszkańcu? To w naszych warunkach po prostu życie ponad stan. Dach przecieka, spiżarnia pusta, zima idzie - ale ach! ten sad wiśniowy, ten sad...
Więc czy zdaniem Rządu należy to wszystko usunąć? Obawiam się, że to co mamy z przeszłości, to obecnie nasz jedyny kapitał. Nie jest on oczywiście bez skazy. Niemniej proszę się zastanowić: kto stworzy te dwie nowe prowincje? Kto założy im serwisy, przeniesie obywateli? Rozumiem, że Rząd gotów jest to uczynić w ramach swojego programu - jak się teraz okazuje - łączenia? Póki co Rząd ma problem nawet z tym, by aktualizować newsy na stronie głównej... Do tej pory (11 listopada 2010 roku, 12:28 czasu dreamlandzkiego (polskiego)) nie pojawiła się wiadomość o expose w aktualnościach na stronie głównej. Ostatnie pięć newsów - między innymi o zaświadczeniach dla posłów, otwarciu Izby Poselskiej i Mowie Tronowej Jego Królewskiej Mości, ba - nawet o wyborze Marszałka i Wicemarszałka Izby Poselskiej, to wszystko wiadomości niepochodzące ani od poprzednich ministrów, ani od nowego Rządu. Przyznaję, że specjalnie nie uzupełniałem tego braku patrząc na to, kiedy się pojawi (i kto go wpisze).ghardin pisze:Wybiera wówczas Sarmację, eRepublik czy Farmville - miejsca, gdzie coś się dzieje.
Tutaj sami sobie jesteśmy winni. Na to również Rząd winien zwrócić uwagę. Nie usłyszałem w expose, jak - poza magicznym zmniejszeniem liczby prowincji - chce Rząd rozwiązać ten problem? Proszę Państwa, jednym z istotnych grzechów nas wsystkich jest to, że nie potrafimy docenić nawet naszych małych sukcesów. A wydaje się, że teraz możemy liczyć przede wszystkim na nie.ghardin pisze:Ponieważ nowy mieszkaniec - rzucony na głęboką wodę burmistrzowania - gdy tylko orientuje się, że nie ma żadnej publiczności dla jego działań, traci entuzjazm i rezygnuje. Mamy długą historię takich dwutygodniowych burmistrzów, wiceministrów czy (współ)pracowników. Zamknięcie miast nic nie zmienia - nadal nikt w nich nie mieszka i nadal nie mają burmistrza. To jedynie usankcjonowanie stanu faktycznego.
Znowuż pragnę zwrócić uwagę na problem domniemanej stałej aktywności. Jest Wasza Ekscelencja pewien, że dzisiejsi senatorzy rzucą się do kandydowania do Izby Poselskiej. Bardzo chciałbym się mylić, ale śmiem wątpić.Teza o Jego Królewskiej Mości jako o zwierzchniku Senatu jest dla mnie niezrozumiała, więc nie potrafię się do tego odnieść.ghardin pisze:pomysł likwidacji Senatu nie jest przecież wcale nowy, powraca regularnie, zawsze z tą samą motywacją: Senat od dawna nie jest skuteczny, praktycznie nie prowadzi debat, nie korzysta z prawie żadnych swych uprawnień. (...) Wreszcie - czy faktycznie mamy takie zasoby ludzkie, że połowę aktywnego społeczeństwa możemy obarczyć procesem prawodawczym? Czy dla kontroli stanowionego prawa nie wystarczy nam Król - zwierzchnik Senatu?
Absolutnie nie był. Można było potestować bez formalnych przenosin. Był to natomiast świetny manewr taktyczny - co oddałem już JE Jaquesowi hrabiemu de Brolle przy innej okazji, gratulując mu skuteczności. Niestety, mający swoje przykre konsekwencje uboczne, których może nie wzięto pod uwagę, a może dokonując ich oceny, w całości rozrachunku uznano za konsumowane przez korzyści. Nie wiem i szczerze mówiąc wpływu na moją ocenę całej tej kwestii nie ma.ghardin pisze:Pakiet ustaw był konieczny, by móc w pełni przetestować forum jako narzędzie - choćby dla ogłaszania aktów prawnych czy jako formę pracy Izby Poselskiej. Dopiero po tym kroku życie Królestwa przeniosło się na forum - dopiero teraz więc możemy mówić o faktycznym porównywaniu zalet i wad nowej formy komunikacji. Do projektów nowelizacji sam zgłosiłem poprawki, które m.in. zapewniają możliwość płynnego i bezstratnego powrotu do listy dyskusyjnej, jeśli taka będzie decyzja Narodu.
I znając mnie w tym zakresie Wasza Ekscelencja doskonale zna odpowiedź. Mam wątpliwości co do programu. Proszę nie traktować ich jako argumentów personalnych, bo nie o to mi chodzi. Znamy się zbyt długo byśmy obaj nie wiedzieli, jakim szacunkiem darzę Waszą Ekscelencję. Nie oznacza to jednak, że nie będę zwracał uwagi na to, co moim zdaniem w polityce Rządu jest błędem, a przynajmniej czego wszystkich konsekwencji nie wzięto pod uwagę.ghardin pisze:Ufny w obiektywizm i odpowiedzialność Waszej Królewskiej Wysokości, pod rozwagę WKW składam mój ministerialny urząd. Jeśli WKW uzna, że w ramach Rządu czy resortu działałem wbrew Królestwu czy Narodowi - bezzwłocznie podam się do dymisji.
W zasadzie to ja mógłbym podpisać się pod tymi słowy. Pozwolę sobie tylko zacytować moją pierowtną wypowiedź w tym fragmencie, który - jak wnoszę ze sposobu cytowania - JKW Premier niechcący przeoczyłEdwardArtur pisze:Opadły mi ręce. Czy WKW naprawdę sądzi, że decydujemy się przeprowadzić dogłębną, trudną reformę (a właściwie "reformy") - zmniejszyć liczbę prowincji, dokonać przeglądu prawa, odchudzić administrację, uprościć procedury - po to, aby "uderzyć w Senat"? (...) to jest teza niepoważna, której się po WKW nie spodziewałem.
Nie wiem doprawdy, jak mogłem jaśniej wyrazić swoją opinię, że to nie jest cel Rządu, a jedynie pewien skutek.Oczywiście nie sądzę, aby to był akurat cel Rządu Jego Królewskiej Mości, ale taki jest skutek.
Wasza Królewska Wysokość - jest dla mnie najzupełniej oczywiste, że tylko wtedy może Wasza Królewska Wysokość być politycznie odpowiedzialny za działania Gabinetu, jeżeli - nie licząc Jego Królewskiej Mości - będzie miał Wasza Królewska Wysokość ostateczny wpływ na jego skład personalny. Nieśmiałbym wręcz uzurpować sobie jakichkolwiek, choćby śladowych kompetencji w tym zakresieEdwardArtur pisze:Ja mam natomiast nadzieję, że WKW jednak nie skorzysta z tej okazji do przemeblowania Rządu
Za ciepłe słowa oczywiście dziękuję. Ale przejawia się w nich właśnie to samo życzeniowe myślenie, które towarzyszy - obawiam się - całemu temu projektowi, przynajmniej w zakresie przedstawionym w expose (bo jednak wersja JE arcyksięcia Ghardina to już pewna nowość). Równie dobrze mógłym powiedzieć, że ja również wolałbym, żeby Wasza Królewska Wysokość, zamiast rozmieniać się czasami na dobre w jałowych debatach, zasiadł do kolejnego tomu Wielkiej Księgi Dreamlandu. I co? I nic - mogę sobie co najwyżej prywatnie ponarzekać. O to właśnie mi chodzi. Nikogo do niczego się nie zmusi. Objawianie takiego programu w taki sposób, jaki został dokonany, grozi maksymalizacją strat.Pavel Svoboda pisze:Gdyby JKM udało się namówić WKW do objęcia nie stanowiska namiestnika Luindoru, ale Rektora UK, dyrektora Instytutu Nauki lub redaktora naczelnego Plegolalu i gdyby efektem tego był przygotowany równie szybko równie profesjonalny nowy serwis, Dreamland, w moim odczuciu, zyskałby niepomiernie więcej. Mamy tyle instytucji niepowtarzalnych w skali mikroświata, a uparcie wszystkie zasoby ładujemy w pięciokrotne duplikowanie tej samej rzeczy.
Zapewne ma Wasza Królewska Wysokość rację. Ale czy zabawa w Królestwo Dreamlandu nie jest właśnie po części efektem sentymentalizmu, przywiązania do pewnych tradycji? Nie łudźmy się - zabawa w Królestwo Dreamlandu nie jest efektem racjonalnej oceny zysków i strat, lecz skutkiem takich a nie innych emocji. No bo czy racjonalne jest, by dorośli - przynajmniej niektórzy - ludzie bawili się w monarchię? Przyzwyczajenie, przywiązanie nas tutaj trzyma, nie racjonalizm. Nie oznacza to oczywiście, by racjonalna ocena nie miała odgrywać żadnego znaczenia - ale musimy pamiętać, że element emocjonalny też jest ważny.Pavel Svoboda pisze:Przywiązanie Dreamlandczyków do prowincji uważam obecnie za w ogromnej większości kompletnie niekonstruktywny sentymentalizm.
To akurat brzmi raczej jak oskarżenie wobec poprzednich dwóch kadencji, że nie zrobiono niczego, by nie dopuścić do stanu obecnego. Na chwilę obecną wprawdzie nie ujawniła się nam opozycja, ale ośmielę się zasugerować, aby aż do tego stopnia nie odbierać jej jednak chlebaPavel Svoboda pisze:To zapewne jeden z pozytywnych skutków dwóch kadencji rządu Jacquesa de Brolle'a, że zdajemy się nie zdawać sobie sprawy z tego, w jak poważnym zagrożeniu jest istnienie Królestwa Dreamlandu i że ciągle skaczemy z kryzysu na kryzys. Przypomnijmy sobie w jakim stanie emocjonalnym znajdowaliśmy się pod koniec 2009 roku.
- Pavel Svoboda
- król-senior
- Posty: 1139
- Rejestracja: 13 wrz 2010, 15:02
- Numer GG: 1935862
- NIM: 509280
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Z drugiej strony, JKW Premier pominął w swoim podliczeniu, jak sądzę omyłkowo, Królewskie Miasto Ekorre. Wyłączył też Kakuty - tym razem świadomie, jednak można dyskutować, czy słusznie. Paradoksalnie jest to bodaj najludniejsza miejscowość w Królestwie. Jeśli więc odjąć Avalon i Eskalibur, a dodać Ekorre i Kakuty, liczby ponownie się zgadzająAPRS pisze:Oczywiście jak najbardziej należy oczekiwać, że jeżeli w wystąpieniu o takiej wadze jak expose, nowy Premier powołuje się na argumenty statystyczne, a zwłaszcza gdy jest to Premier o tak znakomitym doświadczeniu, dołoży wszelkiej staranności, aby dane były aktualne. O zmianach w Luindorze jest doskonale wiadomo i należało po prostu upewnić się bezpośrednio przed wygłoszeniem mowy. Trzy dni - jak Wasza Ekscelencja sam zaznaczył - to dość sporo. Oczywiście sprawdzanie stanu raz w tygodniu to znakomite założenie, trzeba tylko czasem dostosować, kiedy owo "raz" wypada. Zaznaczyłem natomiast, że to oczywiście tytułem wstępu.
Przyzna WKW, że mój przykład nie jest wcale taki nierealistyczny i życzeniowy. Rzecz jasna, nikt WKW do niczego nie byłby nigdy w stanie zmusić, ale fakt, że JKW przekonał WKW do objęcia stanowiska Namiestnika i to w Luindorze jest dokonaniem nie lada i wcale nie mniej niewyobrażalnym, niż gdyby namówił WKW do zajęcia się, dajmy na to, Instytutem Nauki. Jedyny epizod namiestniczy miał WKW 8 lat temu, trwało to 5 miesięcy i, o ile pamiętam, opuszczał WKW Pałac Prezydencki z dużą ulgąAPRS pisze:Za ciepłe słowa oczywiście dziękuję. Ale przejawia się w nich właśnie to samo życzeniowe myślenie, które towarzyszy - obawiam się - całemu temu projektowi, przynajmniej w zakresie przedstawionym w expose (bo jednak wersja JE arcyksięcia Ghardina to już pewna nowość). Równie dobrze mógłym powiedzieć, że ja również wolałbym, żeby Wasza Królewska Wysokość, zamiast rozmieniać się czasami na dobre w jałowych debatach, zasiadł do kolejnego tomu Wielkiej Księgi Dreamlandu. I co? I nic - mogę sobie co najwyżej prywatnie ponarzekać. O to właśnie mi chodzi. Nikogo do niczego się nie zmusi. Objawianie takiego programu w taki sposób, jaki został dokonany, grozi maksymalizacją strat.
Właściwie, to mogę obrócić argument WKW przeciw Niemu. Stanowisko Namiestnika, jak już wskazywałem, od lat obsadzane jest w 80% przypadków "z łapanki". Obaj zasiadaliśmy na tronie i obaj wiemy doskonale, jak zazwyczaj wygląda ten proces. Korona nie ma tu większego wyboru. Nieobsadzenie stanowiska Namiestnika oznaczałoby opróżnienie fotela Senatora, a tego nasza Konstytucja nie przewiduje. Zmniejszenie liczby namiestników do dwóch, jeśli nie przyniesie nic innego, to przynajmniej zmniejszy ilość "zmuszania", jakie dzieje się u nas regularnie.
Myślę, że może się okazać, że siła owego sentymentalizmu jest dużo mniejsza, niż nam się zdaje. Wiele można mnożyć przykładów reform, do których na początku zdaje się nie sposób się przyzwyczaić, a które później wchodzą bardzo płynnie w życie. Z reala: denominacja, reforma województw, wprowadzenie Euro w państwa Europy Zachodniej. Z naszego podwórka można przywołać Luindor (przepraszam, że tak się czepiam Luindoru; to naprawdę przypadekAPRS pisze:Zapewne ma Wasza Królewska Wysokość rację. Ale czy zabawa w Królestwo Dreamlandu nie jest właśnie po części efektem sentymentalizmu, przywiązania do pewnych tradycji? Nie łudźmy się - zabawa w Królestwo Dreamlandu nie jest efektem racjonalnej oceny zysków i strat, lecz skutkiem takich a nie innych emocji. No bo czy racjonalne jest, by dorośli - przynajmniej niektórzy - ludzie bawili się w monarchię? Przyzwyczajenie, przywiązanie nas tutaj trzyma, nie racjonalizm. Nie oznacza to oczywiście, by racjonalna ocena nie miała odgrywać żadnego znaczenia - ale musimy pamiętać, że element emocjonalny też jest ważny.
Cóż, już jakiś rok temu powiedziałem Premierowi de Brolle'owi, że jeśli nie będzie kryzysu, pogrążymy się w kryzysie. Stan paniki z końca 2009 roku przyniósł nam dwa czy trzy nowe czasopisma i powrót do życia kilku dawno niewidzianych w Królestwie obywateli. Jest jednak jasne, że ten efekt mógł utrzymać się tylko chwilowo. Rząd hrabiego de Brolle'a przyniósł powrót normalności, a z nim nastąpiło uśpienie, ale gdyby nie to, wątpię, czy jeszcze byśmy tu w ogóle byli.APRS pisze:To akurat brzmi raczej jak oskarżenie wobec poprzednich dwóch kadencji, że nie zrobiono niczego, by nie dopuścić do stanu obecnego. Na chwilę obecną wprawdzie nie ujawniła się nam opozycja, ale ośmielę się zasugerować, aby aż do tego stopnia nie odbierać jej jednak chleba
Być może to dobry moment, bym zaznaczył, że jako poseł pozostający poza Rządem, nie reprezentuję w całości opinii i celów gabinetu. Popieram reformy i uważam je za konieczne, jednak na końcu drogi widzę coś trochę innego i trochę inaczej wyobrażam sobie efekty owych reform oraz inaczej rozumiem płynące z nich korzyści. Mogę powiedzieć to wprost: pogodziłem się już z faktem, że czas Dreamlandu jest policzony i nie spodziewam się odbicia od dna ani powrotu do świetności. Wychodząc z tego założenia, uważam, że powinniśmy tak się w Dreamlandzie umościć, by cieszyć się tym, co nam zostało najefektywniej, a w ostateczną fazę wejść miękko i bez żalu. Obecnie, obawiam się, większość z nas trzyma tu poczucie winy i pewien emocjonalny szantaż. Jednocześnie sprawia to, że egzystencja w Dreamlandzie staje się bardzo mało przyjemna. Mam teorię, że odpuszczenie sobie mrzonek o powrocie i przewyższeniu stanu z 2002 roku może samo w sobie uzdrowić wielu z nas.
(-) Pavel Svoboda, r.s.
- APRS
- król-senior
- Posty: 842
- Rejestracja: 19 sie 2010, 19:20
- Numer GG: 2587993
- NIM: 607400
- Lokalizacja: aktualnie: Sangajokk
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Powinniśmy zatem myśleć o referendum "Czy jesteś za zakończeniem funkcjonowania Królestwa z końcem 2010 roku". Proszę nie zrozumiec mnie źle - odwagę wyrażenia takiej myśli, a i dyskomfort dojścia do takich wniosków, w pełni doceniam. Chciałbym jednak bardzo, by Wasza Królewska Wysokość się mylił; zresztą pewnie wszyscy byśmy chcieli, nie wyłączając Waszej Królewskiej Wysokości.Pavel Svoboda pisze:Wychodząc z tego założenia, uważam, że powinniśmy tak się w Dreamlandzie umościć, by cieszyć się tym, co nam zostało najefektywniej, a w ostateczną fazę wejść miękko i bez żalu. Obecnie, obawiam się, większość z nas trzyma tu poczucie winy i pewien emocjonalny szantaż. Jednocześnie sprawia to, że egzystencja w Dreamlandzie staje się bardzo mało przyjemna. Mam teorię, że odpuszczenie sobie mrzonek o powrocie i przewyższeniu stanu z 2002 roku może samo w sobie uzdrowić wielu z nas.
Obawiam się, że dalsze dyskusje nad tym, co przedstawiono, więcej już nie wniosą. Jak widać, sam Klub nie ma jeszcze wypracowanej jednej wersji i nie przedstawi szczegółów. Trudno zatem debatować nad tym co jest, bo na poziomie zaprezentowanych ogólników już chyba wszystko powiedziano. Zwraca tylko uwagę brak odpowiedzi na pytania, czy Rząd JKM ma środki na realizację reformy w postaci stworzenia infrastruktury nowych Prowincji, czy też będzie się starał dopiero znaleźć osoby gotowe podjąć się tych działań.
Cieszę się, że wreszcie pojawił się wpis o expose na stronie głównej Królestwa.
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Zakładamy raczej możliwość wykorzystania istniejącej infrastruktury po jej odpowiednim zmodyfikowaniu. W żadnym razie nie chodzi nam o to, by wyrzucać do kosza niemałe nakłady pracy i czasu, poświęcone choćby przez Namiestników na budowę prowincji. Nie chcemy budować "nowych" prowincji od zera - połączenie istniejących to również połączenie ich dorobku.APRS pisze:Zwraca tylko uwagę brak odpowiedzi na pytania, czy Rząd JKM ma środki na realizację reformy w postaci stworzenia infrastruktury nowych Prowincji, czy też będzie się starał dopiero znaleźć osoby gotowe podjąć się tych działań.
Oczywiście - jest to jeden z głównych tematów do dialogu Rządu z Namiestnikami.
ax. Ghardin, OCO
- APRS
- król-senior
- Posty: 842
- Rejestracja: 19 sie 2010, 19:20
- Numer GG: 2587993
- NIM: 607400
- Lokalizacja: aktualnie: Sangajokk
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Ten dialog został już rozpoczęty? Bo ja niczego w skrzynce pocztowej nie znalazłem...ghardin pisze:Oczywiście - jest to jeden z głównych tematów do dialogu Rządu z Namiestnikami.
-
Martin van Buuren
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Niestety nie mogę się zgodzić z Pańskim twierdzeniem. Łączenie Prowincji to nic innego jak całkowite uśmiercenie 3, a cały dorobek zostanie zapomniany, kogo interesuje historia? Czy przeczytał Pan historię każdego kraju? Ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że czytałem jedynie Furlandii. Ze smutkiem muszę stwierdzić nie należy ona do lektur, które odświeżam raz w miesiącu, także i ja zapominam co było bardzo dawno temu. Tak samo będzie z pozostałymi krajami, o ile może pozostanie nazwa, to nowy mieszkaniec po pewnym czasie nie będzie zwyczajnie wiedział, że kiedyś było inaczej.
To co Państwo nazywają "łączeniem", "zmianami", to zwyczajnie likwidacja.
To co Państwo nazywają "łączeniem", "zmianami", to zwyczajnie likwidacja.
To jest raczej forma monologu - w tym wypadku Rządu.Ten dialog został już rozpoczęty?
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
W przypadku dłuższych postów robię tak samo - zdarzyło mi się, że w trakcie pisania zostałem wylogowany z uwagi na zbyt długą "nieaktywność", tracąc cały napisany post.APRS pisze:Forum dla mnie nadal jest narzędziem przy edycji dłuższych postów nie tyle nawet niewygodnym, co niemożliwym do opanowania. Dlatego tekst przygotowywany jest poza nim i wklejany.
Konkurencja między prowincjami w kryzysie opiera się nie na walce o miejsce pierwsze, ale o uniknięcie ostatniego. W obecnej sytuacji każda z prowincji może powiedzieć sobie "A tam, przecież prowincja X jest jeszcze słabsza od nas...". Przy dwóch prowincjach jeśli prowincja nie jest najlepsza, to automatycznie jest najgorsza - taki układ ma szansę zmobilizować konkurencję.APRS pisze:Wasza Ekscelencja raczy wybaczyć, ale na czym opiera się zaożenie, że konkurencja między dwiema Prowincjami będzie większa aniżeli wśród pięciu? Miejsce pierwsze jest zawsze jedno. Jak już zaznaczyłem, podstawowe założenie, że "suma aktywności" nie ulegnie zmianie in minus może okazać się niestety błędne.
Oczywiście - musimy brać pod uwagę zmniejszenie obecnej aktywności po połączeniu prowincji - głównie wśród doświadczonych Dreamlandczyków. Jednak od co najmniej dwóch lat trwa proces zmniejszania tej aktywności - starsze pokolenia odchodzą na emeryturę czy wymierają - zaś nowi aktywni wcale się nie pojawiają. A bez nowych ludzi, bez nowych pomysłów i sił nie przetrwamy.
Jako Rząd przyjęliśmy za cel zapobiegnięcie wymarciu Królestwa - jeśli jednak to właśnie powolna agonia jest tym, czego Naród Dreamlandzki oczekuje, to jesteśmy niewłaściwymi ludźmi na niewłaściwym miejscu.
Nie do końca rozumiem, o jakie plany Rządu w zakresie administracji CRM Wasza Królewska Wysokość pyta? Sam system napisany jest na tyle elastycznie, że dostosowanie go do mniejszej lub większej ilości prowincji to bardzo niewielka praca - i to oczywiście zapewni Rząd. Jeśli chodzi o administrację mieszkańcami w nowych prowincjach, to zakładałbym tutaj rozwiązania analogiczne do obecnych, tj administrację w rękach Namiestników lub wyznaczonych przez nich osób.APRS pisze:Administrację w istniejącym CRM. Chodziło mi wyłącznie o to. Przy okazji - nie dowiedzieliśmy się nic o planach Rządu w tym zakresie. Rozumiem, że są to kwestie techniczne, ale poniekąd niezwykle nośne.
W kwestii Atamana obraz sytuacji przedstawił Jacques de Brolle w osobnym wątku. O ile mi wiadomo, Rząd nie ma jeszcze w tej sprawie przyjętego stanowiska, trwają rozmowy.APRS pisze:Co z Atamanem? Czy Królestwo pod nową administracją nadal jest/będzie zainteresowane tym projektem? Czy rozważane są jakieś alternatywy dla istniejących rozwiązań systemowych? Być może oparcie się na skryptach własnej produkcji w obecnych czasach deficyu informatyków jest zbytnią rozrzutnością? Może również tutaj warto zastanowić się nad oszczędnościami osobowymi, czy raczej dostsowaniem stanu rzeczywistego do możliwości? Nie jestem informatykiem, ale nie wydaje mi się, by przy odważnych decyzjach - a czego jak czego, ale odwagi nowemu Gabinetowi nie sposób odmówić - nie było możliwości rozwiązania.
Jeśli zaś chodzi o rezygnację z własnych skryptów - to czy chodzi WKW o CRM/CRIP/CBD? W przypadku tych systemów - generalnie gotowych, zamkniętych i funkcjonujących - to o wiele większym wysiłkiem wydaje mi się migracja na jakiś inny (jaki?) system, niż bieżąca administracja powyższymi. Jeśli chodzi o witryny różnych instytucji, to tutaj oczywiście racja - coraz częściej zresztą używamy np. Wordpressa czy forów. Jeśli zaś o system gospodarczy - to czy zna WKW "gotowy" system gospodarczy, który moglibyśmy po prostu wykorzystać na nasze potrzeby?
Tak, jak pisałem - zakładamy wykorzystanie i kontynuację istniejących serwisów i systemów prowincji po odpowiedniej przebudowie. Między innymi dlatego chcemy łączyć istniejące, a nie zakładać nowe. "Systemowe" przeniesienie obywateli Rząd bierze na siebie, to bardzo niewielka zmiana techniczna.APRS pisze:Obawiam się, że to co mamy z przeszłości, to obecnie nasz jedyny kapitał. Nie jest on oczywiście bez skazy. Niemniej proszę się zastanowić: kto stworzy te dwie nowe prowincje? Kto założy im serwisy, przeniesie obywateli? Rozumiem, że Rząd gotów jest to uczynić w ramach swojego programu - jak się teraz okazuje - łączenia?
Podstawowym problemem Dreamlandu w naszej ocenie nie jest obecnie brak imigrantów, tylko brak atrakcyjnych treści i możliwości, które możnaby im zaoferować. Według logów CRM w ciągu ostatniego miesiąca zapisało się 30 nowych osób - ile z nich rozpoczęło aktywną działalność w prowincjach czy na forum federalnym? Dreamland kilka dni po wejściu okazuje się być wymierającą pustynią schowaną za szpalerem pięknych, rozłożystych, wiekowych drzew. Jeśli jednak nie uda nam się tej rozległej pustyni zamienić na choćby niewielką, ale żywą oazę, to nie mamy szans zatrzymać nowych mieszkańców, nie mówiąc już o wciągnięciu ich w nasze v-życie.APRS pisze:Tutaj sami sobie jesteśmy winni. Na to również Rząd winien zwrócić uwagę. Nie usłyszałem w expose, jak - poza magicznym zmniejszeniem liczby prowincji - chce Rząd rozwiązać ten problem? Proszę Państwa, jednym z istotnych grzechów nas wsystkich jest to, że nie potrafimy docenić nawet naszych małych sukcesów. A wydaje się, że teraz możemy liczyć przede wszystkim na nie.
Jeśli bedą chcieli mieć wpływ na politykę Królestwa, to owszem - będą kandydować. Jeśli zaś takiego wpływu mieć nie chcą - to po co właściwie zasiadają w Senacie, poza przeciąganiem terminów? Wydaje się, że w obecnej chwili praca Senatu jest takim samym problemem dla samych Senatorów, jak i dla Izby Poselskiej.APRS pisze:Znowuż pragnę zwrócić uwagę na problem domniemanej stałej aktywności. Jest Wasza Ekscelencja pewien, że dzisiejsi senatorzy rzucą się do kandydowania do Izby Poselskiej. Bardzo chciałbym się mylić, ale śmiem wątpić.
Użyłem określenia 'zwierzchnik Senatu', ponieważ JKM jest zwierzchnikiem Namiestników - a więc pośrednio decyduje o składzie Senatu. Natomiast generalnie chodziło mi o to, że w mojej opinii do kontroli jakości i sensu stanowionego prawa wystarczą uprawnienia Jego Królewskiej Mości.APRS pisze:Teza o Jego Królewskiej Mości jako o zwierzchniku Senatu jest dla mnie niezrozumiała, więc nie potrafię się do tego odnieść.
Pełna zgoda. Mój stosunek do proponowanych reform jest właśnie przede wszystkim wynikiem "ważenia" emocji - czy większe jest przywiązanie do formy federacji pięciu prowincji, czy do istnienia Królestwa w ogóle?APRS pisze:Nie łudźmy się - zabawa w Królestwo Dreamlandu nie jest efektem racjonalnej oceny zysków i strat, lecz skutkiem takich a nie innych emocji.
APRS pisze:To akurat brzmi raczej jak oskarżenie wobec poprzednich dwóch kadencji, że nie zrobiono niczego, by nie dopuścić do stanu obecnego.
Wręcz przeciwnie - udało się trochę wyhamować postępującą degradację - na tyle, na ile siły i możliwości skromnego (przede wszystkim w kwestii posiadanego czasu) Rządu pozwalały. Nigdy zresztą nie twierdziliśmy, że jesteśmy najlepszym Rządem - ale że jesteśmy jedynym, który zdecydował się spróbować coś zrobić. Ten stan trwa zresztą już trzecią kadencję.
Na zakończenie chciałbym ponowić moje pytanie o pomysły WKW na inną reformę Królestwa, by na powrót stało się ono żywe i atrakcyjne dla nowoprzybyłych. Zdawał się WKW mieć tutaj jakieś przemyślenia, lecz dotąd ich szerzej nie przedstawił...
ax. Ghardin, OCO
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Proszę Panów, ten Rząd istnieje dopiero tydzień. Potrzebujemy trochę czasu na dogranie planów, przedyskutowanie propozycji we własnym gronie, ustalenie stanowisk w poszczególnych sprawach.Martin van Buuren pisze:To jest raczej forma monologu - w tym wypadku Rządu.APRS pisze:Ten dialog został już rozpoczęty?
ax. Ghardin, OCO
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Panowie zdają się twierdzić, że głównym celem ograniczenia ilości prowincji jest "uwolnienie" 3 osób. To nieprawda. Podkreślę po raz kolejny - głównym celem jest zamiana kolosalnej pustyni, jaką z punktu widzenia życia jest obecnie Dreamland, w niewielką, ale żywą oazę. Chodzi nam przede wszystkim o atrakcyjność dla nowych obywateli - ponieważ bez nich, bez ich aktywności niedługo już pociągniemy. Jeśli na ten problem mają Panowie rozwiązania - czekamy z niecierpliwością na ich przedstawienie.Martin van Buuren pisze:Co z tego, że zrobimy dwóch Namiestników, zyskamy 3 osoby wolne?
Czyli rozumiem, że zamiast Rządu mamy dwóch bardzo aktywnych koordynatorów (skąd Pan ich weźmie?). Jeden odpowiada za "sprawne funkcjonowanie prowincji" - w jaki sposób? Ma władzę nad Namiestnikami? - oraz sprawy zagraniczne; drugi - za prokuraturę i sądy. De facto więc - mamy po prostu rząd ograniczony ilościowo oraz o zmniejszonym zakresie działań.Martin van Buuren pisze:Cały czas staram się przedstawić projekt, który powstał już dość dawno, mam nadzieje, że w końcu uda sie go przekazać. Głównym założeniem projektu jest likwidacja Rządu, który nie jest konieczny do działania Królestwa. Jakkolwiek prowincje są czymś ciekawym, na czym budowano KD, tak Rząd mamy w każdym państwie wirtualnym. Ja osobiście proponowałbym zastąpienie rządu 2 osobami + Król. Zarządzanie, promocje, i inne sprawy administracyjne przekazać prowincjom - wówczas sądzę, że wyścig, która prowincja lepsza może rozpocząć się na nowo.
Namiestnicy dostają więcej obowiązków - administrację CRIP i CBD, samofinansowanie się własnej prowincji, edukację nowych mieszkańców i ew. egzaminowanie na obywateli, prowadzenie ew. instytucji naukowych i kulturalnych oraz całe działania promocyjne (rozumiem, że wówczas na zewnątrz promuje się nie Królestwo Dreamlandu, ale poszczególne prowincje).
Nietrudno zauważyć, że wiele z tych działań - finansowanie, edukację, instytucje kultury i nauki, promocję - prowincje z powodzeniem mogą prowadzić obecnie. I jakoś nie prowadzą, albo nie widać żadnych efektów. Czy naprawdę uważa Pan, że dodanie Namiestnikom obowiązków spowoduje zwiększenie rozwoju i atrakcyjności prowincji? Szczerze się ucieszę, jeśli tylko udowodni Pan to praktycznym przykładem.
Podsumowując - nie zamierzam bronić stanowiska o niezbędności Rządu w ustroju Królestwa. "Rozwój" zakresu działań Rządu następował głównie dlatego, że prowincje nie radziły sobie z wypełnianiem swoich zadań samodzielnie. Tak narodziło się centralne sądownictwo, Szkoła Główna, eliminacja martwych dusz, itp. Jeśli wszystkie prowincje będą w stanie na powrót przejąć odpowiedzialność za poszczególne działy administracji, Rząd nie będzie dłużej potrzebny. W obecnej chwili nie wydaje mi się to jednak możliwe.
ax. Ghardin, OCO
- APRS
- król-senior
- Posty: 842
- Rejestracja: 19 sie 2010, 19:20
- Numer GG: 2587993
- NIM: 607400
- Lokalizacja: aktualnie: Sangajokk
- Kontakt:
Re: Expose Premiera Rządu Królewskiego
Rozumiem - obawiam się tylko, że został przyjęty pewien plan działania na tyle mglisty, że sami niestety nie wiecie, na co się zgodziliście. Bardzo mi przykro, ale tak to właśnie wygląda.ghardin pisze:Proszę Panów, ten Rząd istnieje dopiero tydzień. Potrzebujemy trochę czasu na dogranie planów, przedyskutowanie propozycji we własnym gronie, ustalenie stanowisk w poszczególnych sprawach.
Mamy wspólne założenie - mimo wszystko spróbować uratować Królestwo (jestem więcej jak pewien, że nawet JKW Pavel Svoboda, z jego - wielce przeze mnie szanowanym - racjonalizmem, w tym celu działa). Przyjęta przez Państwa metoda niestety kuleje. Założyliście, że uda się zrealizować plan przez fakty dokonane, bez żadnych wcześniejszych konsultacji. Byłoby to zrozumiałe i uzasadnione, gdybyście choćby nawet i tak ogólnikowe założenia przedstawili w kampanii. Gdyby nadal była tak jałowa jak faktycznie była, wówczas z czystym sumieniem przyłączyłbym się w miarę możliwości do realizacji. Ale tak się nie stało. Na pomysł likwidacji/łączenia prowincji Klub zdecydował się później - JKW Pavel przedstawił nam tutaj szczegóły, więc nie trzeba ich powtarzać. Skoro nie było (bo nie mogło być) to przedmiotem debaty wyborczej, zwróciłbym się wpierw na drogę konsultacji z namiestnikami. Zorientowalibyście się wówczas z góry, jakie są opinie lokalne; kto wie - być może bylibyście w stanie przedstawić argument, że namiestnicy nie zechcieli Wam odpowiedzieć - wówczas też moglibyście łatwo przystąpić do realizacji programu. Zdecydowaliście się jednak na drogę wprowadzoną przez poprzednią administrację. Proszę bardzo. Tylko teraz proszenie o czas świadczy, że zaskoczyło Was to, że w ogóle są jakiekolwiek wątpliwości.
Tymczasem ja zdążyłem w tym czasie zrobić to, co Wy powinniście zrobić od razu, jak tylko zaakceptowaliście program JKW Edwarda Artura i powiadomiliście o tym Jego Królewską Mość, a jeszcze przed wystąpieniem z expose - napisałem do Namiestników, tylko już po wygłoszeniu expose. Odpowiedział wyłącznie Książę Furlandii. Daję Wam argument najprostszy, którego nie byliście w stanie sobie sami zorganizować. Mogliście go wykorzystać już w expose. A teraz mówicie o potrzebnym Wam czasie...
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość