Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurierze
- Edward Ebruz
- obywatel
- Posty: 1920
- Rejestracja: 7 sie 2010, 22:59
- Numer GG: 8606140
- NIM: 873817
- Lokalizacja: Letrib [Webland]
- Kontakt:
Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurierze
W wolnej chwili zachęcam do lektury tekstu poświęconego jednemu z bardziej rozpoznawalnych regionów polskiego mikroświata. W tekście na zasadzie analogii pojawiają się wątki dreamlandzko-elderlandzkie.
Zachęcam również do dyskusji. Punktem wyjścia może być choćby ostatni akapit, który stanowi materiał na osobny szkic. Nie chciałem jednak przesadnie rozcieńczać tekstu, który i tak wyszedł nieco tasiemcowy.
Dla przykładu intryguje mnie jedna kwestia. Czy MFK może stanowić odpowiednik organizacji regionalnej w rozumieniu zasygnalizowanym w tekście? Czy może lepiej pozostać przy ambicjach czysto naukowych (kartografia), choć zarazem uniwersalnych?
http://kurier.ty-i.net/2013/06/10/stare ... ontynentu/
Zachęcam również do dyskusji. Punktem wyjścia może być choćby ostatni akapit, który stanowi materiał na osobny szkic. Nie chciałem jednak przesadnie rozcieńczać tekstu, który i tak wyszedł nieco tasiemcowy.
Dla przykładu intryguje mnie jedna kwestia. Czy MFK może stanowić odpowiednik organizacji regionalnej w rozumieniu zasygnalizowanym w tekście? Czy może lepiej pozostać przy ambicjach czysto naukowych (kartografia), choć zarazem uniwersalnych?
http://kurier.ty-i.net/2013/06/10/stare ... ontynentu/
Edward J. Ebruz, r.s.
- Daniel von Witt
- Posty: 13223
- Rejestracja: 5 cze 2012, 15:38
- Numer GG: 41404078
- NIM: 877416
- Lokalizacja: Bekka-Heach (Rolandia)
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Kongresy Orientyki i Vaarlandu obarczone są od początku jedną skazą – ustalaniem listy gości i ich rangowaniem – jest to pierwszy i zarazem kulminacyjny punkt całych tych spotkań – grają tu melodię zawsze interesy narodowe, a nie wspólne. Kraje chcą się integrować ale każdy ma swój pogląd na to, z kim mają się dogadywać i ile ich partnerzy mogą mieć do powiedzenia. Nie ma tutaj myślenia prawdziwie ponadnarodowego ani tym bardziej dalekosiężnego, gdyż sprzeczki toczą się o to z kim siedzieć przy stole rozmów, a nie o czym rozmawiać. Do tego najczęściej gospodarz takich imprez dobiera rodzaj siedzenia – jedni otrzymują wygodne fotele a inni zwykłe krzesła czy stołeczki. Niektórym karze się stać za pierwszą linią siedzeń a jeszcze innym za drzwiami. I gra toczy się w zasadzie o te krzesła i fotele, a nie o to co można wyłożyć na stół.
Nie wiem jakie okulary z filtrami zakładają na oczy ludzie, którzy oglądają mapy kontynentów. Bo ja żadnych nie zakładam i jak patrzę na mapy załóżmy Ostii to widzę tam np. Elderland, Ciprofloksję, Winktown czy ZSKHiW. Jeśli widzę je tam lub te państwa twierdzą, że tam są i mogą to udowodnić to zapraszam je wszystkie bez wymysłów. Wszystkich jak leci. A tu mamy tymczasem okularki z filtrem habsburskim – tam widać tylko te państwa, które Wiedeń przynajmniej nie chce pożreć :) A dalej na wschód mamy okularki francuskie i skarlandzkie – i w każdych widać co innego. W ten sposób patrząc to nigdy nikt nie może mówić o Kongresie Vaarlandu bez Agurii czy Kongresie Orientyki bez Elderlandu czy ZSKHiW. Jeśli jest za mało foteli – dokupię. Jeśli zaś liczba v-foteli nie gra roli to przestali by się o nie szarpać. Ale pytanie może lepsze: o czym wtedy prawdziwie by rozmawiano?
(-) Daniło hrabia de la Vega
Nie wiem jakie okulary z filtrami zakładają na oczy ludzie, którzy oglądają mapy kontynentów. Bo ja żadnych nie zakładam i jak patrzę na mapy załóżmy Ostii to widzę tam np. Elderland, Ciprofloksję, Winktown czy ZSKHiW. Jeśli widzę je tam lub te państwa twierdzą, że tam są i mogą to udowodnić to zapraszam je wszystkie bez wymysłów. Wszystkich jak leci. A tu mamy tymczasem okularki z filtrem habsburskim – tam widać tylko te państwa, które Wiedeń przynajmniej nie chce pożreć :) A dalej na wschód mamy okularki francuskie i skarlandzkie – i w każdych widać co innego. W ten sposób patrząc to nigdy nikt nie może mówić o Kongresie Vaarlandu bez Agurii czy Kongresie Orientyki bez Elderlandu czy ZSKHiW. Jeśli jest za mało foteli – dokupię. Jeśli zaś liczba v-foteli nie gra roli to przestali by się o nie szarpać. Ale pytanie może lepsze: o czym wtedy prawdziwie by rozmawiano?
(-) Daniło hrabia de la Vega
- Daniel von Witt
- Posty: 13223
- Rejestracja: 5 cze 2012, 15:38
- Numer GG: 41404078
- NIM: 877416
- Lokalizacja: Bekka-Heach (Rolandia)
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Patrząc zaś przez pryzmat wytworów obu vaarlandzkich bloków opisanych w artykule Rada Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa utworzona traktatem paryskim może być wprost postrzegana jako sojusz francusko-polski, a określanie wspólnej polityki zagranicznej dla Nowego Kontynentu jest mgliste, gdyż już nie tylko Aguria i Republika Palmowa są peryferyjnymi krajami, ale też Skarland. Tendencja miała być chyba odwrotna, a obserwujemy rozrost peryferiów a nie rdzenia. Natomiast człon „i Bezpieczeństwa” brzmiałby lepiej jako „i Izolacji”, gdyż Rada ma uszczelniać Kontynent czego działania faktycznie podejmują nie dopuszczając do niego nowych krajów. Słowo „bezpieczeństwo” może być postrzegane żartobliwie w obliczu gróźb ataków hakerskich RON (przypomina to Radę Bezpieczeństwa ONZ – jej stali członkowie toczą najwięcej wojen z wszystkich pozostałych państw ONZ). Natomiast Wspólnota Korony Catalan może brzmieć bardziej przekonująco. Wcale nie dąży do zjednoczenia całego Kontynentu, kiedy nie widać na to szans. Wydaje się, że w ich działaniach więcej jest spójności i realnych, choćby i malutkich, celów.
(-) Daniło hrabia de la Vega
(-) Daniło hrabia de la Vega
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Szczerze mówiąc trudno mi stwierdzić dlaczego La Palma znajduje się poza głównym nurtem polityki kontynentalnej, natomiast jeśli chodzi o Agurię to sprawa jest o tyle jaśniejsza, że z mojej perspektywy Aguria głównie narzeka na to, że rzekomo nikt ich na kontynencie nie chce, przy czym (piszę to z naszej, nordyjskiej perspektywy, bo nie śledzę dyplomacji wszystkich państw kontynentu) nie prowadzi żadnej polityki zmierzającej do zacieśniania relacji. Być może z jakichś powodów inne państwa faktycznie postanowiły przeciwstawiać się Agurii, my natomiast nigdy nie blokowaliśmy dostępu do kontynentu żadnemu państwu (co innego gdy Aguria na nim się początkowo znalazła bez zgody i wiedzy większości państw kontynentu).
Przechodząc do meritum mojej wypowiedzi, ze swojej strony mogę dodać tylko tyle, że o problemie braku Agurii na kongresie dowiaduję się z tego artykułu. Wcześniej nawet nie zdawałem sobie sprawy, że Aguria nadal istnieje, bo jej po prostu nigdzie nie widać poza jej granicami. Powiem szczerze, że jakkolwiek obecnie nasze relacje raczej nie mają szans na poprawę, ze względu na bliskość tego państwa ze Skarlandem, z którym nasze relacje są coraz bardziej napięte (ze względu na brak powagi władz skarlandzkich, którzy po raz kolejny nie wywiązują się z umów, które akceptowali, a które nieustannie znikają z ich dziennika praw lub w ogóle się w nich nie pojawiają, o czym dowiadujemy się kilka miesięcy po fakcie), to nie widzę powodu, dla którego jakiekolwiek państwo miałoby być wykluczone z obrad.
Gdybym wiedział, że Aguria istnieje i chce brać udział w obradach z pewnością bym podjął odpowiednie kroki, by do tego doprowadzić. Choć Nordia, ze względu na moją "realiozę", nie mogła w pełni uczestniczyć w obradach jestem pewny, że byłbym w stanie podjąć odpowiednie kroki, gdyby Aguria się o pomoc w tej sprawie zwróciła.
Także, z całym szacunkiem dla Aguryjczyków, zwalanie całej winy na państwa Vaarlandu dalece mija się z prawdą. Aguria swoje kontakty dyplomatyczne rozpoczęła (również z Nordią i to w znacznej mierze z naszej winy, do czego już się kiedyś przyznałem) od sporów, ale to nie znaczy, że nasze relacje mają się w ten sposób układać zawsze. Pozwolę sobie zauważyć, że w pierwszych kilku miesiącach naszych kontaktów z RON doszło do istotnego konfliktu, który na długi okres podzielił nasze kraje, nieutrzymujące wówczas stosunków dyplomatycznych. Obecnie jesteśmy w bardzo dobrych kontaktach i nikt nie traktuje ówczesnego sporu jako wbitego miedzy nas ciernia, ale prędzej jako nauczkę na przyszłość.
Przechodząc do meritum mojej wypowiedzi, ze swojej strony mogę dodać tylko tyle, że o problemie braku Agurii na kongresie dowiaduję się z tego artykułu. Wcześniej nawet nie zdawałem sobie sprawy, że Aguria nadal istnieje, bo jej po prostu nigdzie nie widać poza jej granicami. Powiem szczerze, że jakkolwiek obecnie nasze relacje raczej nie mają szans na poprawę, ze względu na bliskość tego państwa ze Skarlandem, z którym nasze relacje są coraz bardziej napięte (ze względu na brak powagi władz skarlandzkich, którzy po raz kolejny nie wywiązują się z umów, które akceptowali, a które nieustannie znikają z ich dziennika praw lub w ogóle się w nich nie pojawiają, o czym dowiadujemy się kilka miesięcy po fakcie), to nie widzę powodu, dla którego jakiekolwiek państwo miałoby być wykluczone z obrad.
Gdybym wiedział, że Aguria istnieje i chce brać udział w obradach z pewnością bym podjął odpowiednie kroki, by do tego doprowadzić. Choć Nordia, ze względu na moją "realiozę", nie mogła w pełni uczestniczyć w obradach jestem pewny, że byłbym w stanie podjąć odpowiednie kroki, gdyby Aguria się o pomoc w tej sprawie zwróciła.
Także, z całym szacunkiem dla Aguryjczyków, zwalanie całej winy na państwa Vaarlandu dalece mija się z prawdą. Aguria swoje kontakty dyplomatyczne rozpoczęła (również z Nordią i to w znacznej mierze z naszej winy, do czego już się kiedyś przyznałem) od sporów, ale to nie znaczy, że nasze relacje mają się w ten sposób układać zawsze. Pozwolę sobie zauważyć, że w pierwszych kilku miesiącach naszych kontaktów z RON doszło do istotnego konfliktu, który na długi okres podzielił nasze kraje, nieutrzymujące wówczas stosunków dyplomatycznych. Obecnie jesteśmy w bardzo dobrych kontaktach i nikt nie traktuje ówczesnego sporu jako wbitego miedzy nas ciernia, ale prędzej jako nauczkę na przyszłość.
- Daniel von Witt
- Posty: 13223
- Rejestracja: 5 cze 2012, 15:38
- Numer GG: 41404078
- NIM: 877416
- Lokalizacja: Bekka-Heach (Rolandia)
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Nie optuję za żadnym z tych wytworzonych bloków obserwując sprawę z bardzo daleka, także dlatego, że jej nie śledzę na bieżąco. Przewijające się w artykule słowa o braku inicjatyw Agurii, by się pokazać na Nowym Kontynencie na pewno są trafne i tutaj chyba naturalnym wydać się mogło ich zbliżenie do, jak już kilka stron twierdzi, niepoważnego Skarlandu. Oba kraje już przez sam fakt spychania (sami przez siebie) na szelf kontynentalny (wątpię czy na subkontynent jak twierdzi się w Skarlandzie) bliższe sobie dzięki odczuciu (słusznemu lub nie) odrzucenia. Organizując zaś kongresy trzeba mieć na pewno dooobrą wolę i pokorę, bo bez tego ani rusz.
(-) Daniło hrabia de la Vega
(-) Daniło hrabia de la Vega
- Edward Ebruz
- obywatel
- Posty: 1920
- Rejestracja: 7 sie 2010, 22:59
- Numer GG: 8606140
- NIM: 873817
- Lokalizacja: Letrib [Webland]
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Dokładnie to samo napisał na forum Agurii zdziwiony całą sytuacją przedstawiciel Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Trudno uwolnić się do wrażenia, że poza mocno spóźnioną, bo zorganizowaną post factum jeremiadą na własnym forum dyskusyjnym, dyplomacja Agurii sprawę po prostu przespała. O ile można zrozumieć pretensje do państw kontynentu o brak zainteresowania nieobecnością dwóch nowych członków w szczycie, który trwał ponad 12 tygodni (!), to realizm nakazuje przyznać, że w tego typu sprawach należy wykazać własną inicjatywę. Oględnie mówiąc.JKM Einar pisze:Gdybym wiedział, że Aguria istnieje i chce brać udział w obradach z pewnością bym podjął odpowiednie kroki, by do tego doprowadzić
Sęk w tym, że w Agurii realistów nie brakuje. Władze mają świadomość, że nie rozegrano tego najlepiej. Artur Ogończyk, były minister spraw zagranicznych KA, w trakcie gorącej dyskusji na forum skomentował sprawę w sposób następujący:
Naprawdę szkoda, że w tej dyskusji wykrwawiły się najlepsi obywatele i stępiły najlepsze szable Agurii.Artur Ogończyk pisze: Przyznaję, jako były minister spraw zagranicznych ponoszę część odpowiedzialności za tą sprawę, stąd moja dymisja. Ministerstwo nie wniosło oficjalnej noty protestacyjnej, a rozmowy mniej oficjalne nie przyniosły żadnych rezultatów. Błędem też było liczenie na solidarność pomiędzy państwami kontynentu i przynajmniej zainteresowanie państw - członków wspólnoty, brakiem delegacji Agurii. No ale ... jak Wasza Ekscelencja zauważył, jak sam swoich spraw nie załatwisz, to nikt tego za ciebie nie zrobi, a jak gdzieś cię nie wpuszczą, to tego również nikt nie zauważy, chyba że sam drzwi wyważysz.
Zupełnie osobnym wątkiem jest międzypaństwowy przepływ informacji. Z małymi wyjątkami obywatele nie czytają prasy sąsiadów i nie znają przebiegu dyskusji toczonych za granicą. Kontakty międzypaństwowe są ograniczone, władze nieufne, wsobne i raczej słabo zainteresowane promocją - naprawdę trudno uzyskać odpowiedź na zapytanie w takiej czy innej sprawie, prośby o wywiad wywołują pod drugiej stronie popłoch i zerwanie korespondencji. Wspominałem o tym w artykule - z trudem można nawet uzyskać dostęp do aktualnych adresów mailowych niektórych decydentów na kontynencie. Wspomniany tutaj kilkakrotnie Skarland od lat otwiera listę państw, które na ogół pomijane są przy wysyłaniu zaproszeń na oficjalne uroczystości państwowe - właśnie z tego powodu, że władze zeszły do podziemia i jeśli chcemy do nich dotrzeć, nie siedząc już w środku, trzeba uruchomić wszystkie pośrednie kanały. Ja sam adres mailowy skarlandzkiego premiera uzyskałem dopiero na nieczynnym już forum Mikroświatowej Unii Piłkarskiej. Pytanie tylko - czy aktualny? Odpowiedzi od premiera niestety nie otrzymałem.
Mikronacje nowszej generacji na ogół nie posiadają władnych witryn głównych lub tworzą skromne wizytówki na bazie darmowych szablonów, ograniczając się do postawienia forum, na którym czasami nawet nie ma systemu umożliwiającego wysyłanie prywatnych wiadomości. Gdy taki system zostanie wprowadzony (a to kwestia kilku kliknięć w panelu administracyjnym), nowi obywatele nie mogą z niego korzystać przed przekroczeniem pewnego progu opublikowanych postów. W jakim celu tworzone są takie progi? Jak tu jednak zresztą podpompować sobie statystykę publicznych wypowiedzi, jeśli debatuje się wyłącznie w parlamencie i w dziale powitalnym, a na powitania nie odpowiada pies z kulawą nogą? Profile polityków nie zawierają podstawowych danych kontaktowych. Błędne koło i czyste szaleństwo.Na szczęście zdarzają się chlubne wyjątki.
Nie dziwi mnie fatalna kondycja niektórych państw, które wyspecjalizowały się w narzekaniu na aktywność obywatelską, nie zadbawszy o absolutnie podstawowe kwestie, które mogłyby sporo zmienić. Skarland wypuścił dwa dni temu filmik (link), w którym jeden z jego obywateli w dramatyczny sposób apeluje do trzech pozostałych rodaków o aktywność i proponuje spotkanie na forum w dniu 16 czerwca. Jednocześnie skarlandzki król senior zapowiada - ale tylko na forum Agurii- "letnią konferencję medialnej grupy El Reino", w ramach której powstać ma nowa telewizja TNS (Televisión Nacional de Scarlaña). To zresztą już kolejna inicjatywa tego rodzaju w ostatnich 2-3 latach. Telewizje, które nie nadają programów (bo na ogół nie mają o czym), ale dysponują profesjonalnym logotypem.
Edward J. Ebruz, r.s.
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Ja tu widzę dwie odrębne sprawy:O ile można zrozumieć pretensje do państw kontynentu o brak zainteresowania nieobecnością dwóch nowych członków w szczycie, który trwał ponad 12 tygodni (!), to realizm nakazuje przyznać, że w tego typu sprawach należy wykazać własną inicjatywę.
1. Przede wszystkim to w interesie danego państwa leży zainteresowanie takimi sprawami, zatem to ono powinno zgłosić taką chęć. Brak wyraźniej inicjatywy = brak woli. Nordia przespała nieco Kongres, głównie z racji tego, że ja nie byłem w stanie jej należycie reprezentować, a istniał problem z zapewnieniem odpowiedniej reprezentacji (obecnie na szczęście sytuacja pod tym względem byłaby nieco lepsza), wobec czego nie będę po fakcie narzekał na to, że Kongres podjął takie, a nie inne ustalenia, do których ja bym z chęcią jeszcze parę słów od siebie dodał.
2. Sąsiedzi nie pełną rolę nianiek dla innych państw. Każde państwo w polityce zagranicznej realizuje własne interesy. Jeśli któreś państwo uznałoby, że obecność Agurii jest mu niezbędna, to z pewnością same z siebie zainteresowałoby się sprawą. Sytuacją odrębną jest natomiast sytuacja, gdyby Agurii faktycznie uniemożliwiono udział, wtedy państwa kontynentu powinny reagować ze względu na konieczność respektowania prawa międzynarodowego. Aczkolwiek nawet tutaj potrzeba tego minimum inicjatywy, jakim jest poinformowanie o zaistniałej sytuacji.
Problem w tym, że część państw, jeśli ma jakąś prasę, to najwyraźniej nie eksportuje jej na rynki zagraniczne, tj. nie ma jej ani na Planecie, ani nawet bezpośrednio w innych państwach. A trzeba przyznać, że prasa jest, poza dyplomacją, pewnym sygnałem, informującym świat, że "oto jesteśmy, istniejemy". Jeśli państwo nie prowadzi dość aktywnej polityki zagranicznej, ani nie przebija się do świata przez prasę, czy nawet poprzez wydarzenia kulturalne, to trudno oczekiwać, że jakaś większa grupa mieszkańców innych państw będzie choćby zdawała sobie sprawę z istnienia tego państwa.Z małymi wyjątkami obywatele nie czytają prasy sąsiadów i nie znają przebiegu dyskusji toczonych za granicą.
Ten fragment natomiast przeczytałem ze szczerym zdumieniem, bo w swojej karierze dziennikarsko-publicystycznej raczej zajmowałem się opisywaniem tego, co sam widziałem, za wywiady się nie biorąc (choć od dawna noszę się z zamiarem, by to w końcu zmienić). Naprawdę problem sprawia znalezienie chętnego na przeprowadzenie wywiadu?naprawdę trudno uzyskać odpowiedź na zapytanie w takiej czy innej sprawie, prośby o wywiad wywołują pod drugiej stronie popłoch i zerwanie korespondencji.
Przyznam szczerze, że uważam to za jeden z istotnych problemów nowych mikronacji. W tym wypadku twardo trzymam się zdania, że państwa stare (tj. z okresu twardego wymogu "strona+forum") powinny naprowadzać na odpowiednie tory młode państwa choćby poprzez wymogi niezbędne do nawiązania stosunków dyplomatycznych. Wyglądającą przyzwoicie (czyli chociaż akceptowalne minimum) stronę, nawet bez większych zdolności informatycznych można zrobić bez trudu, czego jestem przykładem - wszelkie informatyczne zagadnienia nie są zdecydowanie tym, w czym czuje się pewnie (a mówiąc dosadniej, kompletnie się na tym nie znam, bo html-a nie liczę), a jakoś się udało, choć pierwsza strona powstała na darmowym szablonie i (zresztą podobnie jak nowa) jest dość banalna i nieco uciążliwa w aktualizowaniu.Mikronacje nowszej generacji na ogół nie posiadają władnych witryn głównych lub tworzą skromne wizytówki na bazie darmowych szablonów, ograniczając się do postawienia forum, na którym czasami nawet nie ma systemu umożliwiającego wysyłanie prywatnych wiadomości.
Zamieszczenie informacji na forum, nie zastąpi strony internetowej. W moim przekonaniu strona internetowa jest czymś w rodzaju sztandaru mikronacji i podstawowym efektem trudu, jaki został włożony w budowę państwa.
Natomiast w kwestii ułatwienia kontaktu z władzami wypowiadać się nie będę, bo tutaj mam sobie zbyt wiele do zarzucenia :D Choć liczę, że jak już uda mi się uporać z wypełnieniem nowej strony Nordii informacjami, to będę mógł pomyśleć nad skutecznym rozwiązaniem tego problemu :)
- Edward Ebruz
- obywatel
- Posty: 1920
- Rejestracja: 7 sie 2010, 22:59
- Numer GG: 8606140
- NIM: 873817
- Lokalizacja: Letrib [Webland]
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Nie jestem pewien, czy dobrze wyczuwam lekki ton polemiczny pierwszych dwóch akapitów. W tej kwestii nasze opinie są jednak tożsame, co sygnalizowałem nieco wyżej.
Intrygują mnie pewne zmiany w mentalności współczesnego pokolenia mikronautów. Planeta Mikronacje to najnowszy rozdział w historii prasy mikronacyjnej. Istnieje raptem kilka lat. Jej popularność stanowi pochodną triumfu blogosfery i bloga jako wygodnego - bo nie wymagającego żadnych umiejętności informatycznych - kanału publikacji. A przecież jeszcze "niedawno" było zupełnie inaczej. Typowa gazeta poprzedniej dekady to statyczna witryna internetowa, na której raz na kilka tygodni pojawiało się kilka artykułów - czasem w osobnych okienkach, czasem na odrębnych podstronach. Alternatywą były okazjonalne publikacje w formie pliku PDF. Nie istniała przy tym żadna wspólna Planeta, więc jeśli czytelnik w Dreamlandzie zainteresowany był prasą w Scholandii, Sarmacji czy Leblandii, musiał udać się na strony wymienionych państw, zapisać na listę dyskusyjną i chwilę poszukać. Tak czy owak - wykazać inicjatywę, której dziś nie widzę.
Dzisiaj widzę grupę zblazowanych morświnów, pozamykanych w granicach własnych forumnacji. Byłoby to zrozumiałe, gdyby faktycznie chodziło o duże państwa z aktywnym życiem publicznym, skoncentrowane na własnych bolączkach. Tymczasem mówimy o kilkuosobowych wyspach - często pogrążonych w wielomiesięcznym marazmie - których władze regularnie budzą się z ręką w nocniku, ponieważ przegapiły trwający trzy miesiące kongres i poprzedzające je o kilka tygodni zapowiedzi. Efekty są dokuczliwe - spóźnione ubijanie piany na forum, zakończone rezygnacją najbardziej wartościowych jednostek, które nie mają siły dłużej walczyć z "wrogim światem". Tyle że nie ma żadnego wrogiego świata. Ktoś po prostu we właściwym momencie nie kliknął w odpowiedni klawisz.
Naturalnie upraszczam sprawę w tym momencie i nie mam zamiaru wkładać kija w mrowisko. Mam raczej na myśli specyfikę współczesnego mirkonacjonalizmu, gdzie dominuje model pasywnego odbiorcy, skłonnego do zapoznania się z nową publikacją jedynie pod warunkiem, że ktoś mu tę publikację podsunie pod oczy. To zresztą szerszy problem kulturowy związany ze specyfiką internetu i jego użytkowników. Widać to doskonale na przykładzie wyszukiwarek będących dodatkową aplikacją (widgetem) w ramach niektórych blogów. Jako administrator trzech takich blogów ("Nowe Średniowiecze", "Długi Sezon", "Kurier") czasem z rozbawieniem czytam, co mikronauci wpisują w owe wyszukiwarki. Najczęściej - własne nazwiska, bo nic innego ich nie interesuje. Najbardziej jednak rozbawiła mnie wpisana raz fraza o treści: "coś o mnie".
Kilka dni temu w jednym z państw trafiłem na dyskusję, w której Kowalski informował Nowaka, że w artykule prasowym opublikowanym w piśmie X jest o nim mowa. W odpowiedzi Nowak poprosił o podesłanie właściwego fragmentu, ponieważ jemu samemu nie chce się czytać całego tekstu.
Mam nieco inne odczucia. Wyjąwszy przypadki Federacji Al Rajn i Sarmacji, których rynki prasowe funkcjonują w pewnej izolacji od reszty świata i rządzą się własnymi prawami, na Planetę Mikronacje "eksportowane" jest dziś właściwie wszystko. Każda niedopracowana bzdurka o objętości wiadomości SMS-owej, nie mówiąc już o blogach, na których nieszczęśliwi socjopaci wyrównują swoje prywatne porachunki z przeszłości.JKM Einar pisze: Problem w tym, że część państw, jeśli ma jakąś prasę, to najwyraźniej nie eksportuje jej na rynki zagraniczne, tj. nie ma jej ani na Planecie, ani nawet bezpośrednio w innych państwach, (...) trudno oczekiwać, że jakaś większa grupa mieszkańców innych państw będzie choćby zdawała sobie sprawę z istnienia tego państwa.
Intrygują mnie pewne zmiany w mentalności współczesnego pokolenia mikronautów. Planeta Mikronacje to najnowszy rozdział w historii prasy mikronacyjnej. Istnieje raptem kilka lat. Jej popularność stanowi pochodną triumfu blogosfery i bloga jako wygodnego - bo nie wymagającego żadnych umiejętności informatycznych - kanału publikacji. A przecież jeszcze "niedawno" było zupełnie inaczej. Typowa gazeta poprzedniej dekady to statyczna witryna internetowa, na której raz na kilka tygodni pojawiało się kilka artykułów - czasem w osobnych okienkach, czasem na odrębnych podstronach. Alternatywą były okazjonalne publikacje w formie pliku PDF. Nie istniała przy tym żadna wspólna Planeta, więc jeśli czytelnik w Dreamlandzie zainteresowany był prasą w Scholandii, Sarmacji czy Leblandii, musiał udać się na strony wymienionych państw, zapisać na listę dyskusyjną i chwilę poszukać. Tak czy owak - wykazać inicjatywę, której dziś nie widzę.
Dzisiaj widzę grupę zblazowanych morświnów, pozamykanych w granicach własnych forumnacji. Byłoby to zrozumiałe, gdyby faktycznie chodziło o duże państwa z aktywnym życiem publicznym, skoncentrowane na własnych bolączkach. Tymczasem mówimy o kilkuosobowych wyspach - często pogrążonych w wielomiesięcznym marazmie - których władze regularnie budzą się z ręką w nocniku, ponieważ przegapiły trwający trzy miesiące kongres i poprzedzające je o kilka tygodni zapowiedzi. Efekty są dokuczliwe - spóźnione ubijanie piany na forum, zakończone rezygnacją najbardziej wartościowych jednostek, które nie mają siły dłużej walczyć z "wrogim światem". Tyle że nie ma żadnego wrogiego świata. Ktoś po prostu we właściwym momencie nie kliknął w odpowiedni klawisz.
Naturalnie upraszczam sprawę w tym momencie i nie mam zamiaru wkładać kija w mrowisko. Mam raczej na myśli specyfikę współczesnego mirkonacjonalizmu, gdzie dominuje model pasywnego odbiorcy, skłonnego do zapoznania się z nową publikacją jedynie pod warunkiem, że ktoś mu tę publikację podsunie pod oczy. To zresztą szerszy problem kulturowy związany ze specyfiką internetu i jego użytkowników. Widać to doskonale na przykładzie wyszukiwarek będących dodatkową aplikacją (widgetem) w ramach niektórych blogów. Jako administrator trzech takich blogów ("Nowe Średniowiecze", "Długi Sezon", "Kurier") czasem z rozbawieniem czytam, co mikronauci wpisują w owe wyszukiwarki. Najczęściej - własne nazwiska, bo nic innego ich nie interesuje. Najbardziej jednak rozbawiła mnie wpisana raz fraza o treści: "coś o mnie".
Kilka dni temu w jednym z państw trafiłem na dyskusję, w której Kowalski informował Nowaka, że w artykule prasowym opublikowanym w piśmie X jest o nim mowa. W odpowiedzi Nowak poprosił o podesłanie właściwego fragmentu, ponieważ jemu samemu nie chce się czytać całego tekstu.
Edward J. Ebruz, r.s.
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
W żadnym razie, po prostu dodałem jeszcze parę słów od siebie.Nie jestem pewien, czy dobrze wyczuwam lekki ton polemiczny pierwszych dwóch akapitów. W tej kwestii nasze opinie są jednak tożsame, co sygnalizowałem nieco wyżej.
Pod tym względem się zgodzę, aczkolwiek poza wymienionymi istnieją też państwa, które pod względem medialnym nieco się izolują (RON) czy też w ogóle nie dostrzegają potrzeby rozwoju mediów w państwa (możliwe, że Aguria, choć pewności nie mam), co mnie osobiście dziwi, bo stworzenie organu prasowego uznałem za jedno z moich pierwszych i najważniejszych zadań w zakresie promocji państwa na zewnątrz. Trzeba przecież zauważyć, że migracja nie odbywa się wyłącznie z zewnątrz, ale też wewnątrz mikroświata. Samo państwo też w dużej mierze poprzez prasę może stać się rozpoznawalne.Mam nieco inne odczucia. Wyjąwszy przypadki Federacji Al Rajn i Sarmacji, których rynki prasowe funkcjonują w pewnej izolacji od reszty świata i rządzą się własnymi prawami, na Planetę Mikronacje "eksportowane" jest dziś właściwie wszystko. Każda niedopracowana bzdurka o objętości wiadomości SMS-owej, nie mówiąc już o blogach, na których nieszczęśliwi socjopaci wyrównują swoje prywatne porachunki z przeszłości.
W statystykach NfN natomiast dominuje wyszukiwanie informacji na temat Rzeczpospolitej Obojga Narodów, natomiast żadnych kwiatków tego typu niestety nie wyłapałem :)Jako administrator trzech takich blogów ("Nowe Średniowiecze", "Długi Sezon", "Kurier") czasem z rozbawieniem czytam, co mikronauci wpisują w owe wyszukiwarki. Najczęściej - własne nazwiska, bo nic innego ich nie interesuje. Najbardziej jednak rozbawiła mnie wpisana raz fraza o treści: "coś o mnie".
Akurat to nie jest problem jedynie mikronacji, lecz całego społeczeństwa. Choć w przypadku mikronacji takie podejście jest bardziej zauważalne i bardziej szokujące, biorąc pod uwagę, że w mikronacjach wszelkie publikacje zazwyczaj nie osiągają długości swych realnych odpowiedników, dość wspomnieć, że większość publikacji naukowych mikronacyjnych uczelni nie osiąga nawet rozmiarów porządnego artykułu naukowego, nie wspominając już o tym, że notatki robione na wykładach przez realnych studentów reprezentują nieraz wyższy poziom i objętość niż kilkuzdaniowe wykłady na niektórych v-uczelniach (nieraz zresztą bezczelnie zerżnięte z jednego źródła - wikipedii).Kilka dni temu w jednym z państw trafiłem na dyskusję, w której Kowalski informował Nowaka, że w artykule prasowym opublikowanym w piśmie X jest o nim mowa. W odpowiedzi Nowak poprosił o podesłanie właściwego fragmentu, ponieważ jemu samemu nie chce się czytać całego tekstu.
Osobiście jestem zdania, że mikronacje prócz aspektu rozrywkowego pełnią też rolę edukacyjną i przystawanie na takie obniżenie standardów, jakie pan wspomniał w cytowanym fragmencie nie wróży nam najlepiej.
- Edward Ebruz
- obywatel
- Posty: 1920
- Rejestracja: 7 sie 2010, 22:59
- Numer GG: 8606140
- NIM: 873817
- Lokalizacja: Letrib [Webland]
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Troszkę zboczyliśmy z tematu. By zacytować naszego krasomówczego premiera Tuska: dość kwękolenia. Kończąc wątek zasygnalizowany na początku dyskusji - jest szansa na poprawę obiegu informacji na kontynencie. Za kilka dni - w ramach wspomnianej już "letniej konferencji Grupy El Reino" - nastąpi prezentacja agurskiej agencji prasowej. A przynajmniej zapowiada to skarlandzki organizator. Trzymajmy zatem kciuki.
Edward J. Ebruz, r.s.
- Piotr Konstanty Petrowicz
- Posty: 30
- Rejestracja: 16 maja 2013, 10:01
- NIM:
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Nie wiem czy powinienem w tej dyskusji brać udział, bo zapewne nie do końca będę obiektywny. Postrzegam jednak przyjęty Traktat Paryski jako faktyczne dążenie do izolacji kontynentu. Warunki stawiane nowym państwom pragnącym uzyskać zgodę na lokację swego terytorium na kontynencie wręcz odstraszają, a wymóg jednomyślnego uzyskania zgody jest w obecnej sytuacji nie do osiągnięcia. Przykładem historia starań mojego kraju.
Nie chcę jednak wybielać działań moich poprzedników, ani też prowadzonej przez Agurię polityki zagranicznej, jej poprawności czy błędów. Sprawa lokacji Agurii na Vaarlandzie jest tak stara, iż niektóre fakty uległy już zatarciu lub zapomnieniu. Warto wiec do nich wrócić. Cała historia na dwie odsłony.
Pierwsza zaczyna się z chwilą podjęcia przez władze Agurii decyzji o lokacji kraju na "Nowym Kontynencie" i tu nie zgodzę się z twierdzeniem, iż Aguria zajęła bez pytania, ziemie na Vaarlandzie. W październiku 2011 roku wysłano do państw Vaarlandu prośbę o uznanie położenia Królestwa Agurii na kontynencie. Do prośby załączono opis Agurii (charakterystykę) oraz opis przebiegu granic określających nasze terytorium. Granice te były dopasowane (przylegały) do granic Rzeczpospolitej Obojga Narodów i Wielkiej Polondii. Zgodę na takie położenie i przebieg naszych granicy otrzymaliśmy od Królestwa Skarlandu i Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Królestwo Nordii wstrzymało się z podjęciem decyzji, Francja nie zajęła w ogóle stanowiska, a Wielka Polondia sugerując, iż jesteśmy za młodym państwem (6 miesięcy) by podjąć starania o lokację na kontynencie zaproponowała wznowienie starań w nieokreślonej przyszłości. Tak koncepcja lokacji Agurii na kontynencie upadła. Postanowiono, iż w tej sytuacji nasze państwo zostanie ulokowane na wyspie Mancie, jedna i tu Wielka Polondia starała się zanegować nasze prawa do wyspy, próbując uczynić z Agurii państwo bez ziemi.
Druga część tej historii zaczęła się w grudniu 2012 roku kiedy z woli Jego Królewskiej Mości Gryhorego I podjęto ponowną próbę uzyskania zgody na włączenie Agurii do Wspólnoty Vaarlandzkiej. Prośbę o uznanie Archipelagu Manty (Aguria i Republika Palmowa) za część kontynentu Vaarlandzkiego i włączenie Agurii do Wapólnoty wysłano do wszystkich państw kontynentu z wyjątkiem Wielkiej Polondii, która w tym czasie nie istniała (brak władz, forum i strony). Pozytywną odpowiedz uzyskaliśmy od wszystkich państw, prócz Republiki Francuskiej, która jak poprzednio zajęta swoimi sprawami nie była zainteresowana naszą prośbą. Ponieważ Konwencja Państw Kontynentu dopuszczała brak zgody 1 (jednego) z państw i wymuszała ratyfikację obowiązujących kraje kontynentu dokumentów przyjętych na Konferencji Warszawskiej, postanowiono dopełnić ten wymóg i dokonano ich ratyfikacji w Warszawie.
Fakt ten obudził Francję, która poczuła się dotknięta naszym działaniem i odmówiła uznania naszej przynależności do Wspólnoty Vaarlandzkiej, a pan prezydent Francji wezwał do wycofania się z podpisania konwencji. Rządanie to, uznane za bezpodstawne nie zostało spełnione. Skutek jest znany. Francja jako gospodarz szczytu państw kontynentu nie zaprasza przedstawiciela naszego kraju mimo, iż w świetle prawa jesteśmy pełnoprawnym członkiem Wspólnoty. Obrady Konferencji zostają utajnione, dostęp na forum konferencji maja wyłącznie zaproszeni przedstawiciele państw członkowskich. Nasze prośby o interwencję w sprawie naszego udziału kierowane do JW Ferdynanda Franciszka I i JW Norberta I nie przynoszą żadnego skutku i Aguria pozostaje poza drzwiami konferencji. Zakończenie obrad przyniosło gorzką prawdę o celowości braku naszego przedstawiciela w Paryżu. Przyjęto nowe dokumenty które decydują o przyszłości Vaarlandu i nakładają na państwa członkowskie nowe wymogi prawne, a jednocześnie unieważniono postanowienia Konwencji Warszawskiej w świetle której Aguria była członkiem Wspólnoty Waarlandzkiej. Nowa Konwencja i Traktat Paryski tego faktu nie uwzględnia. Tak zostaliśmy poniekąd częścią kontynentu, ale poza Wspólnotą. Francja udowodniła, iż jest faktycznym liderem na kontynencie, którego zdanie jest kluczowe i ignorowanie go jest niewybaczalnym błędem, a prawo które ma obowiązywać wszystkie państwa kontynentu można nagiąć do potrzeb i interesów jednego państwa.
Sytuacja ta (a nie jak się sądzi nasz udział w konferencji) wywołała konflikt wewnętrzny zwolenników i przeciwników integracji ze Wspólnotą. W jej wyniku Aguria utraciła dwóch obywateli, przeciwnych ponownym staraniom o członkostwo we Wspólnocie, a to z kolei przekonało króla do szukania innej, alternatywnej drogi dla naszego kraju. W Agurii panuje przekonanie, iż izolacja kontynentu którą gwarantuje Traktat Paryski nie służy żadnemu z państw kontynenty, może z wyjątkiem Francji, która stojąc obecnie na straży zapisów które sama wprowadziła podkreśla swe znaczenie i rolę jaka dogrywa w regionie.
Nie chcę jednak wybielać działań moich poprzedników, ani też prowadzonej przez Agurię polityki zagranicznej, jej poprawności czy błędów. Sprawa lokacji Agurii na Vaarlandzie jest tak stara, iż niektóre fakty uległy już zatarciu lub zapomnieniu. Warto wiec do nich wrócić. Cała historia na dwie odsłony.
Pierwsza zaczyna się z chwilą podjęcia przez władze Agurii decyzji o lokacji kraju na "Nowym Kontynencie" i tu nie zgodzę się z twierdzeniem, iż Aguria zajęła bez pytania, ziemie na Vaarlandzie. W październiku 2011 roku wysłano do państw Vaarlandu prośbę o uznanie położenia Królestwa Agurii na kontynencie. Do prośby załączono opis Agurii (charakterystykę) oraz opis przebiegu granic określających nasze terytorium. Granice te były dopasowane (przylegały) do granic Rzeczpospolitej Obojga Narodów i Wielkiej Polondii. Zgodę na takie położenie i przebieg naszych granicy otrzymaliśmy od Królestwa Skarlandu i Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Królestwo Nordii wstrzymało się z podjęciem decyzji, Francja nie zajęła w ogóle stanowiska, a Wielka Polondia sugerując, iż jesteśmy za młodym państwem (6 miesięcy) by podjąć starania o lokację na kontynencie zaproponowała wznowienie starań w nieokreślonej przyszłości. Tak koncepcja lokacji Agurii na kontynencie upadła. Postanowiono, iż w tej sytuacji nasze państwo zostanie ulokowane na wyspie Mancie, jedna i tu Wielka Polondia starała się zanegować nasze prawa do wyspy, próbując uczynić z Agurii państwo bez ziemi.
Druga część tej historii zaczęła się w grudniu 2012 roku kiedy z woli Jego Królewskiej Mości Gryhorego I podjęto ponowną próbę uzyskania zgody na włączenie Agurii do Wspólnoty Vaarlandzkiej. Prośbę o uznanie Archipelagu Manty (Aguria i Republika Palmowa) za część kontynentu Vaarlandzkiego i włączenie Agurii do Wapólnoty wysłano do wszystkich państw kontynentu z wyjątkiem Wielkiej Polondii, która w tym czasie nie istniała (brak władz, forum i strony). Pozytywną odpowiedz uzyskaliśmy od wszystkich państw, prócz Republiki Francuskiej, która jak poprzednio zajęta swoimi sprawami nie była zainteresowana naszą prośbą. Ponieważ Konwencja Państw Kontynentu dopuszczała brak zgody 1 (jednego) z państw i wymuszała ratyfikację obowiązujących kraje kontynentu dokumentów przyjętych na Konferencji Warszawskiej, postanowiono dopełnić ten wymóg i dokonano ich ratyfikacji w Warszawie.
Fakt ten obudził Francję, która poczuła się dotknięta naszym działaniem i odmówiła uznania naszej przynależności do Wspólnoty Vaarlandzkiej, a pan prezydent Francji wezwał do wycofania się z podpisania konwencji. Rządanie to, uznane za bezpodstawne nie zostało spełnione. Skutek jest znany. Francja jako gospodarz szczytu państw kontynentu nie zaprasza przedstawiciela naszego kraju mimo, iż w świetle prawa jesteśmy pełnoprawnym członkiem Wspólnoty. Obrady Konferencji zostają utajnione, dostęp na forum konferencji maja wyłącznie zaproszeni przedstawiciele państw członkowskich. Nasze prośby o interwencję w sprawie naszego udziału kierowane do JW Ferdynanda Franciszka I i JW Norberta I nie przynoszą żadnego skutku i Aguria pozostaje poza drzwiami konferencji. Zakończenie obrad przyniosło gorzką prawdę o celowości braku naszego przedstawiciela w Paryżu. Przyjęto nowe dokumenty które decydują o przyszłości Vaarlandu i nakładają na państwa członkowskie nowe wymogi prawne, a jednocześnie unieważniono postanowienia Konwencji Warszawskiej w świetle której Aguria była członkiem Wspólnoty Waarlandzkiej. Nowa Konwencja i Traktat Paryski tego faktu nie uwzględnia. Tak zostaliśmy poniekąd częścią kontynentu, ale poza Wspólnotą. Francja udowodniła, iż jest faktycznym liderem na kontynencie, którego zdanie jest kluczowe i ignorowanie go jest niewybaczalnym błędem, a prawo które ma obowiązywać wszystkie państwa kontynentu można nagiąć do potrzeb i interesów jednego państwa.
Sytuacja ta (a nie jak się sądzi nasz udział w konferencji) wywołała konflikt wewnętrzny zwolenników i przeciwników integracji ze Wspólnotą. W jej wyniku Aguria utraciła dwóch obywateli, przeciwnych ponownym staraniom o członkostwo we Wspólnocie, a to z kolei przekonało króla do szukania innej, alternatywnej drogi dla naszego kraju. W Agurii panuje przekonanie, iż izolacja kontynentu którą gwarantuje Traktat Paryski nie służy żadnemu z państw kontynenty, może z wyjątkiem Francji, która stojąc obecnie na straży zapisów które sama wprowadziła podkreśla swe znaczenie i rolę jaka dogrywa w regionie.
(-) Piotr II Konstanty
Władca Królestwa Agurii

Władca Królestwa Agurii

- Edward Ebruz
- obywatel
- Posty: 1920
- Rejestracja: 7 sie 2010, 22:59
- Numer GG: 8606140
- NIM: 873817
- Lokalizacja: Letrib [Webland]
- Kontakt:
Re: Stare problemy Nowego Kontynentu - nowy artykuł w Kurier
Dziękuję Waszej Książęcej Wysokości za ten głos. Miałem nadzieję, że przedstawiciel Królestwa Agurii zajmie w tej dyskusji stanowisko, by ta wymiana zdań nie trąciła jednostronnością.
Podejrzewam, że sprawa Królestwa Agurii, która od ponad roku szuka swojego miejsca w społeczności mikronacyjnej, lepiej lub gorzej znana jest sporej części obserwatorów międzynarodowej sceny politycznej. Nie zdziwiłbym się również, gdyby okazało się, że z postawą ojczyzny WKW sympatyzuje większość z nich.
Podejrzewam, że sprawa Królestwa Agurii, która od ponad roku szuka swojego miejsca w społeczności mikronacyjnej, lepiej lub gorzej znana jest sporej części obserwatorów międzynarodowej sceny politycznej. Nie zdziwiłbym się również, gdyby okazało się, że z postawą ojczyzny WKW sympatyzuje większość z nich.
Edward J. Ebruz, r.s.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości